Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 listopada 2015

ROZDZIAŁ XXV - Witamy w sanktuarium

Rozdział dedykowany zespołowi Córek Merlina - Viperze i Eleonorze które występują jako Rycerz węża Vipera i uczennica Lwa Ikkiego : rycerz feniksa Eleonora.
*************************************************


Minął już miesiąc od wesela Kurosakich. Nad Santorini wstawał właśnie ranek, gdy do drzwi domu młodego małżeństwa zapukała dość spora grupka ludzi. Zniesmaczony tak wczesną pobudką Ichigo zszedł zobaczyć „kogo diabli nadali'.
- Ichigo, aleś się urządził. Gadaj gdzie jest moja bratowa. - Karin bezceremonialnie wparowała do domu brata.
- Tak siostrzyczko, naprawdę miło cię widzieć. Co was sprowadza w nasze progi o tak nieludzkiej porze? - zironizował pomarańczowo-włosy
- Za jakąś godzinę ma tu być Eden. Umówiliśmy się że poprowadzi nas z tond. Najpierw odprowadzimy shinigami którzy mają odbyć trening do akademii w Palaestrze, potem z tam tond już do Sanktuarium. - Wyjaśnił Toshiro który jako przewodniczący służb dyplomatycznych musiał tu być.
- Czujcie się jak u siebie. Ja idę obudzić Rukię i jak się ogarniemy to zejdziemy. - oznajmił starszy Kurosaki idąc w stronę schodów.


********************** Następnego dnia **********************


Szli przez gęsty las w górach Peloponezu, shinigami mający odbyć trening w Palaestrze byli bardzo niezadowoleni. Fakt że nie znali dokładnej lokalizacji uniemożliwiał skorzystanie z senkaimonu. Zniecierpliwieni zaczynali marudzić:
- Kapitanie, jak daleko jeszcze do tej całej Palaestry? - pytał już po raz któryś niższy oficer z piątki. Od odpowiedzi Hitsugayę uratował Eden, gdy stanął na szczycie wzgórza oznajmił:
- Za tamtą górą – wskazując na drugą stronę kotliny przed nimi. Odpowiedział mu przeciągły jęk
Droga wlokła się niemiłosiernie, a ciężki teren potęgował zmęczenie piechurów. Gdy przeszli wskazane wzniesienie, ich oczom ukazała się dolina porośnięta lasem i gajem oliwnym, a między drzewami widniały ruiny budowli które prawdopodobnie pamiętały erę mitów. Pośrodku doliny było wielkie jezioro, aktualnie zasnute mgłą. Niczego nie spodziewających się shinigami doszedł stłumiony wiatrem głos, najprawdopodobniej wołający nazwę jakiegoś ataku. U stóp Ichigo wbiły się zielono niebieskie kolce.
- Kimkolwiek jesteś, wyjdź! - Zawołał głosem nie znoszącym sprzeciwu zaatakowany.
- Kim że jesteś, aby mi rozkazywać? - usłyszał w odpowiedzi z koron drzew.
- Ichigo Kurosaki, Rycerz Raka! - Rudy zawołał butnie.
- Tutaj słowa nie wiele znaczą. Udowodnij! - Złośliwy dziewczęcy głosik dalej z niego szydził, co chwila z innego miejsca.
- Rozezu no Akuma! - jedna celna róża Karin wystarczyła by strącić złośliwą osóbkę z drzewa.
Pod nogi towarzystwa z Seireitei spadła dziewczyna rycerz. Dziewczyna, gdyż one muszą nosić maski. Owa złośnica miała około metra siedemdziesiąt wzrostu i długie włosy koloru kasztanowego. Miała na sobie czerwoną zbroję z zielonymi wzorami której ochrona głowy przypominała rozdziawiony pysk węża.
- Kim jesteś i dlaczego nas zaatakowałaś? - Swoim lodowatym tonem Toshiro przerwał milczenie.
- Vipera, Brązowa Rycerz Węża. Kim wy jesteście, i przede wszystkim kim ONA jest (wskazała na Karin) jestem najszybsza wśród srebrnych rycerzy i jeszcze nikt mnie nie trafił w ruchu. - Przedstawiła się zdegustowana dziewczyna.
- Jestem Karin Kurosaki, porucznik dziesiątej dywizji w Sereitei i Złota Rycerz Ryb. - czarnowłosa przedstawiła się o głowę wyższej dziewczynie bardzo sztywno i formalnie.
- Jak już mówiłam temu rudemu, słowa tu wiele nie pomogą, udowodnijcie. Zaatakowałam was, bo to mój obowiązek jako strażniczki. - odgryzła się szatynka.
- Ja ci nic nie udowodnię, gdyż moja zbroja jest poważnie uszkodzona. - Karin kontynuowała sprzeczkę.
Zdenerwowany zachowaniem strażniczki Ichigo wezwał swoją zbroję.
- Siostra weź przystopuj! Takie zachowanie uwłacza tobie jako porucznikowi i złotemu rycerzowi. - sarknął zastępczy, modląc się o to by nie było koniecznym sięganie po rozwiązania siłowe.
- Dobra z tym złotym rycerzem nie oszukiwałeś. Jednak dalej nie wiem co to za jedni? - Vipera dała za wygraną i zapytała o całą resztę wskazując rękom na pozostałych bogów śmierci.
- Oni? Przedstawię ci tylko najważniejszych, reszta to shinigami którzy zostali wybrani do programu treningowego który dla Seireitei i Sanktuarium opracowali Baran Kiki i Wodnik Hyoga. - rozpoczął przedstawianie Ichigo. - Moją siostrę już znasz, dałyście razem piękny pokaz. Ten białowłosy i chłodny w obyciu to Toshiro Hitsugaya, Kapitan dziesiątej dywizji i szef służb dyplomatycznych, a od niedawna także Rycerz Kryształu. Obok mnie stoi porucznik trzynastego oddziału i moja żona, Rukia Kurosaki Rycerz Łabędzia. Tamci w białych płaszczach to Kapitanowie Kuchiki i Kyoraku, mają w Palaestrze poszukać osób nadających się na szkolenie w Shino - Rudzielec pokazywał przedstawianych, a ci którzy mieli zbroje zakładali je. Gdy mówił o Rukii szatynka nie mogła uwierzyć własnym oczom jak dla niej Fioletowo-oka wyglądała jak dziecko.
- Mówisz ze ona ma uszkodzoną zbroje i dlatego jej nie założy? Żaden problem Mistrz Kiki właśnie wizytuje naszą akademię która jest na tamtej wyspie – Do tej pory złośliwa strażniczka rozwiała mgły na jeziorze. - Jeśli jednak on nie potwierdzi waszej wersji będziemy mieli piękny pokaz Wojny Tysiąca Dni.
Znaczące spojrzenie Edena, który wyłonił się z tłumu sprawiło że „Żmii” odechciało się już psot do końca tygodnia. Robiąc kwaśną minę pokazała delegatom drogę ku kładce prowadzącej do akademii na wyspie, tam przekazała ich swojej siostrze - Brązowej Rycerz Feniksa, Eleonorze. W odróżnieniu od siostry, druga z szatynek była ciepła i uprzejma, mimo to była stanowcza i w razie potrzeby niebezpieczna.
Akademia Rycerzy mieści się w wielkiej warowni na środku jeziora, dyrektorem jest zawsze któryś złoty rycerz. Nim wyruszyli w dalszą drogę poczekali kilka dni by Kiki mógł naprawić zbroję Ryb.


***********CDN**************

sobota, 3 października 2015

ROZDZIAŁ XXII - Wesele! (18+)

W tym rozdziale jest fragment przeznaczony tylko dla czytelników pełnoletnich, został odznaczony kolorem czerwonym. Nie przyjmuję zażaleń za zrytą psychikę gdyż ostrzegałem.
*********************************************************************************
Nadszedł w końcu ten wielki dzień. Całe dowództwo Gotei i wszyscy przyjaciele młodej pary byli już na miejscu. Uroczystość odbywała się w miejscowej świątyni shinto. Aby jednocześnie były zawarte małżeństwa w Seireitei i w świecie żywych, Yama-jii powiedział że jest shintoistycznym duchownym i udzielał ślubu młodym razem z urzędnikiem stanu cywilnego.
- Czy ty Ichigo Kurosaki, w pełni świadomy swego czynu, chcesz pojąć za żonę Rukię Kuchiki? - pytał się urzędnik.
- Tak, chcę! - bez chwili namysłu i wahania odparł zapytany.
- Czy ….? - urzędnik zapytał w woli formalności jeszcze Rukię. Po usłyszeniu twierdzącej odpowiedzi, głos zabrał Yamamoto dając do powtórzenia tradycyjne słowa przysięgi.
*************************na sali weselnej**************************
Na weselu Kurosakich wszyscy bawili się świetnie, no prawie. Tylko Abarai który nie potrafił przełknąć wiadomości o tym że jego przyjaciółka z dzieciństwa się zaręczyła, a co dopiero faktu że jakąś godzinę temu zmieniła nazwisko na Kurosaki. Siedział on sam w kącie z dala od bawiących się i topił swój ból i rozpacz w kolejnych porcjach sake, a nie żałował sobie. Gdy tak sobie siedział, cichcem dosiedli się do niego Ikkaku i Iba.
- No co jest stary, dalej smętnie zawodzisz po tym jak bezpowrotnie zostałeś odrzucony? - dociął Madarame
- Nie przejmuj się Renji, tego kwiatu na pół światu. - wygłaszał swoje mądrości porucznik siódemki – Może ta Shirogane, z twojego oddziału. Jest bardzo sympatyczna. - podpuszczał przyjaciela.
- Ohh! Zamknijcie się z takimi radami! - nieumiejętnie odciął się czerwonowłosy po czym pociągnął solidny łyk alkoholu.
- Jak już pijesz, to chociaż dla zachowania fasonu nie pij sam! Polej nam też! - upomnieli się „doradcy od siedmiu boleści”.
Po którejś kolejce, Abarai zaczął się wyjątkowo żałośnie rozczulać nad sobą.
- Co takiego ma ten ryży wymoczek, czego ja nie mam? Znaliśmy się od małego, nie jedno razem przeszliśmy. Jednak gdy przyszło co, do czego to wybrała jego. Dlaczego? - porucznik szóstki beczał w obrus stolika przy którym siedział. Teraz już niczym się nie przejmował, pił prosto z karafki.
- Słuchaj brachu. Kuchiki taicho zgodził się na ten ślub, bo on jest synem głowy klanu Shiba. Tu mógł pozwolić na dojście do głosu uczuć Rukii, żeby pozwolić na ślub z tobą musiałbyś być kapitanem. - Racjonalne podejście Iby dopełniło czary goryczy, teraz brakowało tylko iskry na beczce prochu.
- Co takiego on ma czego ty nie masz? Ichigo jest odważniejszy niż nasza trójka do kupy. Nie będę ci wyliczał oczywistych rzeczy, ale najważniejszym było to że nie zająknął się ani przed Kapitanem, ani przed Rukią gdy prosił o jej rękę. Ja bym wolał pojedynek na śmierć i życie z tym Arrancarem który pokiereszował porucznik Kurosaki, niż się komuś oświadczać. - Madarame doprowadził do wybuchu złości nagromadzonej od dawna w czerwonowłosym.
Orkiestra akurat grała wolny, romantyczny kawałek. Nowo poślubieni państwo Kurosaki dając przykład gościom wyszli na parkiet. Gdy utwór dobiegał końca, do nowożeńców podszedł Renji, i zapytał czy może zatańczyć z Rukią, odpowiedź prawie natychmiast otrzymał od Ichigo:
- Będziesz miał swoją kolej, ale na razie ubiegli cię Byakuya, Toshiro i, teraz możesz się śmiać: nawet moje siostry
- Od kiedy ty możesz do kapitanów na „ty”, się zwracać? - zdziwił się porucznik szóstego
- Jeśli idzie o twojego Kapitana, to od czasu zaręczyn pozwolił mi w prywatnych sprawach przejść na „ty”, a przy ludziach zażyczył sobie żebym zwracał się do niego per „Bracie”. Kapitanowi Hitsugayi przestało przeszkadzać że nie używam co do niego form grzecznościowych gdy zaczął oficjalnie chodzić z Karin. - wypowiedź pomarańczowo-włosego, wprawiła Abaraia w jeszcze większe osłupienie.
- No stary, z jednej strony ci gratuluję, a z drugiej już mi cię szkoda. - powiedział porucznik szóstki, ciągnąc pana młodego na bok, gdy o swój taniec upomniał się kapitan Hitsugaya.
- Czego byś mi nie gratulował i tak dziękuje, ale z łaski swojej powiedz mi czego tak właściwie jest ci szkoda? - odpowiedział pomarańczowo-włosy, drapiąc się w głowę.
- Wiesz brachu, gdy jeszcze jako smarkacze, mieszkaliśmy z naszą paczką w Inuzuri, Rukia matkowała nam wszystkim, najmłodszym to najbardziej. Stąd oraz kilku innych wiarygodnych źródeł wiem, że ona strasznie lubi dzieci, gwarantuje ci że na jednym nie przestanie. - Renji mówił to Kurosaki'emu z przesadną troską w głosie
- Czemu mi to mówisz? Czyżbyś nie wierzył we mnie? - Charakterystyczna żyłka na czole zastępczego, niczym lampka ostrzegawcza informowała, że czerwonowłosy powoli dopina swego.
- Źle mnie zrozumiałeś! - porucznik zaczął podpuszczać rozmówcę – Braku odwagi ci nie zarzucę, bo to co do tej pory zrobiłeś wymaga jej i to sporo, a same oświadczyny z tego wszystkiego to wymagały jej chyba najwięcej. Muszę ci jednak przypomnieć że w obecności dziewczyny, a nawet częściowo nagiej to już chyba szczególnie, tracisz rozum i zapominasz języka w gębie. - złośliwa uwaga trafiła w cel
- Nie wiem o czym mówisz. - cały czerwony na twarzy Ichigo leciał w zaparte
- Renji, chciałeś chyba tańczyć z Rukią? - Byakuya podszedł do stojących pod ścianą szwagra i podwładnego po czym jeszcze raz zwrócił się do swojego porucznika – Mam nadzieję, że to wiesz: przyprawiać pana młodego o zakłopotanie na jego własnym weselu to co najmniej nie uchodzi.

******************** Z perspektywy Edena *************************


Siedziałem rozmawiając z ojcem Ichiga gdy nagle podeszła do nas Karin.
- Hej, o czym tak gadacie? - zapytała
- O naszych gołąbkach. Ciekawi mnie gdzie ich wywieje po weselu, najpierw na miesiąc miodowy, a potem na stałe? - odpowiedział Ishin
- Skoro pytasz o miesiąc miodowy to, Byakuya na prezent ślubny kupił im wille na Santorini. A co potem? General coś mówił o stałej delegacji do Sanktuarium, ale o tym to już ci chyba wspominaliśmy? - złośliwość tej małej paskudy nie znała granic, przez co Kurosaki Senior odszedł z płaczem.
- Na co tak zawzięcie patrzysz? - spytałem
- Na tego pajaca, Renjiego. Przez to jak nieudolnie tańczy z moją bratową, aż mnie nogi bolą mimo że mi ich nikt nie podeptał. - Odpowiedziała, przy czym przeszedł ją dreszcz.
- No widzę. Pierwszorzędny łamaga. - przyznałem jej racje
- Co to ma być? Tango demolka czy zbójecki z ciupagami( w tym momencie Abarai robiąc wymach uderzył Ishidę w twarz). - Ironia i umiejętność celnego docinania to sztuka. Karin jednak jest ligą sama dla siebie.
- Na razie chce mi się śmiać, z jego nieudolności, jak tak dalej pójdzie to zacznę płakać nad losem jego partnerek do tańca. A potem to już sam nie wiem. - załamałem nad nim ręce.
Gdy ubolewałem nad losem partnerek do tańca porucznika szóstki podszedł do nas Madarame i zapytał: Nad czym tak biadolicie?
- Spójrz na Abaraia, a dopiero potem zadawaj durne pytania. - Karin mi kiedyś mówiła że inteligentne aluzje na niego nie działają. Nie sądziłem że aż do takiego stopnia.
Łysy spojrzał, przetarł oczy ze zdziwienia, po czym wybuchnął śmiechem.
- Można wiedzieć z czego rżysz? - spytałem gdy mu już trochę przeszło
- Wiedziałem że Renji zwinnością to wykazuje się tylko mając Zabimaru w ręku, ale nie sądziłem że z niego aż taki kaleka. – Ikkaku wypluł z siebie śmiejąc się między poszczególnymi słowami.
<<< Auuuu! Renji, deklu, patrz gdzie platfusy stawiasz!>>> dał się słyszeć wrzask panny młodej po wyjątkowo bolesnym zdeptaniu jej stóp przy tańcu.
- Idę go powstrzymać. Jeszcze chwila i Rukia spędzi miesiąc miodowy w gipsie. - powiedziałem swoim rozmówcom i ruszyłem w stronę tańczących
- Jak myślisz, załatwi to politycznie czy po wojskowemu? - Karin spytała Madarame
- Nie wiem ale za jakieś dziesięć sekund się przekonamy. Chociaż obstawiałbym po wojskowemu. - Ikkaku odpowiedział
<<< Tonitrui Saltare>>> gdy ostrzeżenia słowne nie podziałały w ruch poszły gromy.
- Potraktuj to jako ostrzeżenie. Poza tym, odbijany! - Wyszczerzyłem się do Abaraia


*******************Koniec perspektywy Edena******************

W pewnym momencie czerwonowłosy nachlany jeszcze bardziej niż do tej pory (o ile to możliwe), dobrał się do jakiegoś mikrofonu, chciał złożyć jakieś niewybredne życzenia. Zanim zdążył sklecić pierwsze zdanie, lub zacząć coś mówić po sali przeszło echem: Chire! Senbonzakura! Robisz mi wstyd Renji. Swojego zachowania na weselu mojej siostry będziesz żałował do końca swoich dni. - Kuchiki darł się po swoim podwładnym serwując mu lanie swoim shikai, Abarai oczywiście próbował ucieczki zważywszy jednak na jego stan wychodziło mu to kiepsko.
Po kilku godzinach dobrej zabawy przyszła pora na łapanie krawatu i bukietu. Najpierw rzucała Rukia, do łapania ustawiły się wszystkie znajome dziewczyny, ale najbardziej z tłumu wyróżniały się Karin i Orihime
- Rzucasz na trzy! - zarządził kapelusznik którego wrobiono w bycie wodzirejem
...1!....2!.....3! - wszyscy głośno liczyli – rzuciła!
- Yyyaaaay! Mam! - ekscytowała się Shirogane!
- Teraz ty Ichigo! - Zawołała Shihoin
.1!....2!....3! - powtórzyło się liczenie – rzucił!
Krawat wylądował bezpośrednio na sponiewieranym obliczu czerwonowłosego
- Co! Ja! Żarty se ze mnie robicie! - porucznik szóstki był bardziej zdumiony niż cała reszta
Siedzący aktualnie koło generała Byakuya podsunął mu pomysł jak ukarać pijaka i dać swojej siostrze okazję do zemsty.
Jako że wszyscy wiedzieli że Ichigo jest shinigami nikt nie zdziwił się słowami Yamamoto:
- Jako głównodowodzący Seireitei ogłaszam że od tej chwili będziemy dążyć do likwidacji osób stanu wolnego w szeregach Gotei 13, przez aranżację małżeństw. Zgodnie z tym, ogłaszam zaręczyny Renjiego Abaraia i Mihane Shirogane.
Chwilę po zakończeniu wypowiedzi generała wszyscy zaczęli gratulować zaręczonym.


W całym zamieszaniu nikt nie zauważył że nowożeńcy ulotnili się z przyjęcia by cieszyć się sobą.


******************Willa Kirosakich; Santorini**********************


Promień złotego światła opadł przed okazałą willą na Santorini. Gdy tylko blask opadł wyszli z niego Ichigo i Rukia, dalej w strojach weselnych. Pomarańczowowłosy wyjął z kieszeni marynarki klucze do ich nowego gniazdka, otwarł drzwi i zgodnie z tradycja przeniósł ukochaną przez próg. Po zamknięciu drzwi skierował swe kroki prosto do olbrzymiej sypialni, której połowę powierzchni zajmowało wykonane na specjalne zamówienie łoże. Gdyby Rukia miała opisać dwoma słowami pomieszczenie w którego zaprojektowanie jej brat włożył najwięcej wysiłku, były by to na pewno : przepych i przesada.
- No skarbie, braciszek się postarał. - powiedział Ichigo po chwili podziwiania.
Rozglądając się dalej zauważyli koło szafy drzwi prowadzące do łazienki, w której znajdowało się olbrzymie jacuzzi w kształcie serca, wyrzeźbione w bloku różowego marmuru. Widząc je Rukia podeszła do swojego męża, zalotnie się kołysząc i powiedziała: - Po tej całej imprezie weselnej mam ochotę się zrelaksować, nie sięgam do zamka sukni rozepnij mi go.
Ichigo jako że jest wielkim nieśmiałkiem w relacjach damsko-męskich zrobił się czerwony jak buraczek (to że spali już ze sobą w jednym łóżku nie oznacza, że do czegoś doszło), ale oczywiście pomógł z niewdzięcznym ustrojstwem. Po otrzymaniu pomocy od męża, Rukia udała się w stronę drzwi na co usłyszała:
- A ty gdzie się wybierasz?
- Szkoda sukni, zdejmę ją w sypialni i zaraz dołączę. Uruchom tę wannę. - Odpowiedziała na wyrzut męża, po czym dopowiedziała z szelmowskim uśmiechem – Nie pożałujesz. - zakończyła posyłając mu buziaka.
Oniemiały Ichigo jeszcze chwilę wpatrywał się w drzwi za którymi zniknęła jego ukochana, po czym przystąpił do przygotowań. 
Po kilkunastu minutach gdy wanna była już pełna do pomieszczenia weszła czarnowłosa w bardzo wyrafinowanej (kuszącej) bieliźnie. Kurosaki widząc swoją żonę w takim wydaniu zrobił się szkarłatny z wrażenia, od czubków palców u stóp aż po cebulki włosów. W tym momencie odezwała się jego podświadomość: <Czym się stresujesz, cepie? TO TWOJA ŻONA! Odrobiny śmiałości!>. Gdy tylko ustąpiło pierwsze wrażenie, chłopak powoli podszedł do Rukii i powoli zaczął obdarzać ją pocałunkami. Najpierw delikatnymi i czułymi w policzki, nos lub czoło, następnie pocałował ją w usta, zachłannie i łapczywie, wkładał w ten pocałunek tyle pasji ze aż koli w oczy. Całując swoją żonę Ichigo w międzyczasie próbował pozbawić ją stanika, jako że była to jego pierwsza próba tego czynu, wychodziło mu to nader niezgrabnie. Gdy nie znalazł zapięcia na plecach sprawdzał inne prawdopodobne lokalizacje. Zapięciem okazało się kilka tasiemek pomiędzy piersiami. Wraz ze zniknięciem fragmentu ubioru, który Kurosaki znienawidził od „pierwszego rozplątywania”, poczynania chłopaka stawały się coraz śmielsze i wyraźniej zmierzające do wypełniania małżeńskich powinności. Schodził z pocałunkami co raz niżej, naznaczył szyję małżonki małymi, acz widocznymi malinkami. Nieduże piersi, idealnie pasujące w jego dłoń, wręcz same prosiły się o pieszczoty, przykuwając tym samym uwagę na naprawdę długo. Ugniatał, podszczypywał, całował – nie żałował malinek, drażnił idealnie różowe sutki zębami. Dopiero gdy przypomniał sobie że główna atrakcja wieczoru czeka na niego niżej, Ichigo znowu zaczął podążać w dół. Zataczał językiem mokre kręgi po brzuchu ukochanej. Rukia, dla której również był to pierwszy raz myślała że to ona będzie drażnić męża, który jak do tej pory był bardzo nieśmiały lecz wtedy uświadomiła sobie – Hichigo! To ta bezczelna bestia podkręciła mu obroty! - mimo to nie przeszkadzało jej to, gdyż dzięki temu jej noc poślubna zapowiadała się na niezapomnianą. Pomarańczowowłosy zatrzymał się ze swoimi pieszczotami na linii wyznaczonej przez majtki. Podniósł głowę i spojrzał w wilgotne, lekko już zamglone oczy Rukii po czym uśmiechnął się łobuzersko. On nie prosił o pozwolenie, lecz oznajmiał! Chwycił zębami za brzeg koronkowej bielizny i powolnymi, wręcz drażniącymi ruchami ściągał je z właścicielki. Gdy były już ściągnięte do wysokości kolan, spojrzał znowu w twarz żony i ujrzał kolor tak czerwony przy którym Diabelskie róże,(specjalność Karin), były prawie bezbarwne. Gdy fioletowo-oka była już kompletnie naga, zdarł z siebie bieliznę do której rozebrał się przygotowując jacuzzi, co spowodowało tylko pogłębienie koloru buraczanego na twarzy dziewczyny, wziął ją na ręce i bezceremonialnie wpakował się do wanny, by tam kontynuować pieszczoty. W wannie Ichigo wrócił do całowania, jedną rękę podłożył żonie pod plecy i chwycił pierś, drugą włożył między nogi i delikatnie masował jej łechtaczkę. Takie działania na wielu płaszczyznach serwowane od dłuższego czasu spowodowały że Rukia nie mogła już dłużej myśleć do końca trzeźwo, komunikaty o tym jak jej dobrze spływały ze wszystkich stron. Zanurkował, rozwarł jej nogi i przywarł ustami, lizał i wwiercał się językiem w jej pochwę. Czynność tą przerywał tylko po to by nabrać powietrza, liżąc i ugniatając między palcami łechtaczkę, doprowadził żonę do spełnienia. Doznanie było tak silne że straciła przytomność.
Rukia odzyskała przytomność po akcji w wannie już na łożu, koło niej siedział Ichigo czule ją głaszcząc. Spojrzała na niego, zmierzyła wzrokiem, gdy zobaczyła instrument męża (teraz już w pełnej krasie, i gotowym do dzieła) głośno przełknęła ślinę z wyraźnym strachem wymalowanym na twarzy, w jej podświadomości świeciła wielka czerwona lampka. Złośliwy głosik w jej głowie mówił: Jego zanpakuto jest wielkie, ale tego to już ustawa nie obejmuje! Usiadła. Sprowadziła pomarańczowo-włosego do pozycji horyzontalnej, po czym siadła okrakiem na jego brzuchu, z pietyzmem i namaszczeniem jeździła palcami po jego poznaczonym bliznami torsie. Pochyliła się, wtulając w niego. Zaczęła całować by przełamać swoją niepewność i nieporadność. Odpowiedział jej z równą jeśli nie większą pasją. Z hollowem szepczącym do ucha rady na temat zaspokajania kobiet, Kurosaki był o wiele bardziej śmiały niż zwykle. Gdy oderwali się od siebie by zaczerpnąć powietrza między seriami pocałunków stwierdził że wróci do tego co sprawiło Rukii największą przyjemność zanim odpłynęła. Wpatrywał się łapczywie w żonę, delikatnie rozchylając jej nogi. Ułożył głowę między jej udami, rozwarł wejście do pochwy i począł pieścić. Co prawda na jego twarzy było widać rumieniec z zawstydzenia, ale kogo to obchodziło, najważniejsze było w tym momencie zadowolenie dziewczyny. Lizał, zagłębiał język, drażnił palcami, szczypał i podgryzał a ekscytacja Rukii powodowała że tylko zwiększał wysiłki. Gdy rozgrzewka zaczęła już się nudzić Rukia wyjęczała:
- I..ichi n..nie d.dr...dręcz, chce ciebie!
Ichigo miał już sięgać do szafki po prezerwatywy, gdy drobna ręka dziewczyny go powstrzymała. Wyraz jej twarzy mówił tylko jedno: Zapomnij!
W odpowiedzi usłyszała: - Kochanie, jesteś pewna? - dziewczyna nieśmiało na to skinęła głowa.
Gdy już miał zagłębiać się w żonie, wyszeptała mu do ucha mocno stłumionym głosem: -Bądź delikatny. - po czym wcisnęła twarz w jego bark, by stłumić spodziewany krzyk bólu.
Wchodził w swoje 160cm szczęścia bardzo powoli, nie chciał sprawiać jej niepotrzebnego cierpienia. Gdy się przebił, poczuł wbijające się w jego plecy paznokcie dziewczyny oraz jej zęby na swoim barku, całości dopełnił fakt ściekającej krwi – świadectwa dotychczasowej niewinności czarnowłosej. Zaprzestał ruchu – czekał aż przestanie boleć, gładził Rukię po plecach gdy ona pochlipywała w jego ramie. Po chwili która była potrzebna na ochłoniecie otrzymał znak, pozwalający mu kontynuować. Poruszał się powoli i ostrożnie, przyspieszał gdy był absolutnie pewny reakcji ukochanej, w ten sposób namiętnie i czule dogadzał Rukii przez około godzinę. Spełnienie osiągnęli razem, dochodząc Ichigo zostawił w swojej żonie naprawdę sporo nasienia. Wyczerpani usnęli w swoich ramionach.
Takie akcje, tyle że coraz bardziej śmiałe a na pewno dłuższe, stały się co wieczornym zwyczajem Kurosakich. Po około tygodniu od ślubu Ichigo zostawił Rukii jeszcze nie widoczny owoc swojej miłości, za około pół roku Kapitan Unohana powie, że będą to bliźniaki dwujajowe: chłopiec i dziewczynka.





C.D.N

niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział XIX - Burzowe chmury



Od powrotu z Soul Society minęło już sporo czasu. Matury zbliżały się wielkimi krokami, a razem z nimi ślub Ichiga i Rukii. Toshiro co prawda musiał zostać w Seireitei, ale Karin jakoś specjalnie tego nie odczuwała, gdyż gdy tylko mógł wymykał się do realnego świata. Faktem było, że kilkakrotnie miały miejsce drobne potyczki z niskimi stopniem Mścicielami, ale rodzeństwo Kurosaki, Rukia oraz Eden (został w Karakurze, na czas nieobecności naszej ekipy, teraz czeka na rozkaz sprowadzenia ich do sanktuarium) dawali sobie z nimi świetnie radę.
*************************************************************************
Do matur został tydzień, do Karakury przybyli Kukaku Shiba i Byakuya, który jako naczelny szpaner Seireitei koniecznie musiał zadbać o odpowiednią oprawę wesela swojej siostry:
- N-nii-sama?! Co ty tu robisz? - Rukia zbierała swoją szczękę z podłogi widząc kapitana szóstego oddziału w drzwiach domu swojego przyszłego teścia.
- Ślub szlachcianki to poważna sprawa, postanowiłem dopilnować przygotowań osobiście. - Chłodne opanowanie Kuchikiego prawie mroziło atmosferę.
- O nie... - wyszeptała czarnowłosa głośno przełykając ślinę.
- Kochanie nie wiem dlaczego, ale coś czuje że będzie dobrze, a cioteczka Kukaku obiecała mi przystopować twojego brata żeby nie przeholował. -wtrącił przyszły pan młody.
Przez głowę dziewczyny przeszło kilka wspomnień wyczynów tej kobiety, po czym zdezorientowana powiedziała: - Nie wiem czy nie lepiej byłoby pozwolić działać Nii-samie bez nadzoru, on może i uwielbia przepych a umiar i skromność nie występują w jego słowniku … jednak imię twojej ciotki to synonim słów: „Hucznie” i „Spektakularnie”.
- Kapitan Unohana! - zawołali oboje, jednocześnie, patrząc po sobie – tylko ona ograniczy zapędy tej dwójki, nie tracąc arystokratycznego szyku – dopowiedziała Rukia.
Na ściągnięcie pani Kapitan z Soul Society przed ich ślubem nie było najmniejszych szans, więc zrezygnowani postanowili uspokoić się podczas spaceru mad rzeką. Wszystko było by w porządku i spokojne gdyby nie pojawienie się kilku warchołów od Nemezis, tym razem na poważniejszym poziomie. Z garganty w cieniu mostu wyszły cztery postaci, troje Mścicieli burzy i jeden Mściciel mroku. Mściciel mroku był Fullbringerem, a Mścicielami burzy było dwoje Quincych i Arrancar na poziomie Cero Espady. Nie czekając wiele Arrancar odłączył się podążając w stronę z której wyczuwał Karin. Mściciel mroku i Quincy zostali z przyszłym państwem Kurosaki, a ostatni Mściciel burzy ruszył w stronę Edena który trenował z Chadem. Widząc dwójkę przeciwników, Ichigo i Rukia nie czekając na wyjaśnienia, przywołali swoje zbroje. Mściciel mroku był bardzo zdziwiony widząc że jego przeciwniczka mimo iż posiadała moc na poziomie porucznika, ma na sobie tylko spiżową zbroję, natomiast Mścicielka burzy czując agresywne reiatsu Kurosakiego – jakże typowe dla Arrancarów i Visoredów – w połączeniu z złotą zbroją raka momentalnie zaczęła przybierać chorobliwe odcienie bladości. Pomarańczowowłosy był generalnie mówiąc wściekły, tego dnia tylko bliskość ukochanej powstrzymywała go przed wybuchem. Mieszające się energie tworzyły czarno-złotą aurę, brutalnie napierającą na przeciwników oraz pozbawiającą ich możliwości swobodnego zaczerpnięcia oddechu. Wyciągnął przed siebie Zangetsu ładując czarną getsugę dodał do niej jeden ze specjalnych ataków swojej konstelacji *SEKI SHIKI MEIKAI HA* po wykonaniu cięcia czarno-fioletowa spirala mknęła z zawrotną prędkością. Na taki atak nawet Hirenkyaku to za mało, by próbować uniku. W ostatniej chwili przeciwniczka Kurosakiego sparowała go używając dwóch Seele Schneider w konsekwencji niszcząc je i pozbawiając się tym samym możliwości zastosowania Sprenger.
- Jasna cholera, zero szacunku do cudzej broni! - piekliła się Quincy
- Przejmuj się stratami w sprzęcie jak już będzie po walce, teraz martw się o własną skórę. - skarcił ją fullbringer, próbując unikać kolejnych ataków Rukii, przez które miejscami pokrywała go warstewka lodu.
W czasie gdy przeciwnicy się przekomarzali shinigami-daiko wystrzelił w ich kierunku Cero, które mimo iż chybiło dało po części zamierzony efekt. Obrażenia mimo to że nie aż tak rozległe jak gdyby atak trafił dokładnie w cel, ale i tak dokuczliwe i utrudniające walkę.
W momencie gdy przeciwnicy starali się podnieść po poprzednim ataku i używając swoich pełnych mocy ( przynajmniej tego co z nich zostało) chcieli zakończyć swoje walki. Ichigo uniósł wysoko nad głowę lewą rękę i zagłębiając się w najgłębsze odmęty świadomości poprzednich właścicieli złotej zbroi raka wykrzyknął : *SEKI SHIKI KONSOU HA* - ściana z błędnych ogników zaczęła się przesuwać w stronę mścicieli. Quincy która uskoczyła przed cero, minimalizując tym samym otrzymane obrażenia, udało się jeszcze uniknąć tego ataku, jej towarzysz który był w znacznie gorszym stanie poległ. Nim Rukia zastosowała jakikolwiek atak, mścicielkę zasłoniło Negacion.

******************** W tym samym czasie u Karin****************************

Karin akurat grała w piłkę z kolegami gdy wyczuła dość spore reiatsu zbliżające się w ich stronę. Po pamiętnej potyczce w Rukongai wiedziała że ten przeciwnik to już wyższa liga niż ci wszyscy z którymi miała do czynienia. Kurosaki udała że odbiera telefon, wymyślając przy okazji chyba najbardziej oklepaną wymówkę żeby się zerwać:
- Cześć Ichi! Co, Toshiro do mnie przyszedł? Powiedz mu że już pędzę! - zamykając telefon rzuciła krótkie: Muszę lecieć! Po kilku krokach normalnego biegu wrzuciła shumpo.
Jej znajomi słysząc odgłos towarzyszący przekraczaniu bariery dźwięku, rzucili tylko po sobie pytające spojrzenia.
Panna porucznik złapała swojego przeciwnika w połowie drogi między mostem gdzie walczyli Ichigo i Rukia, a wzgórzem na którym jeszcze chwilę temu była. Gdy tylko się spotkali na wysokości kilkuset metrów, mściciel zadał jedno banalne, ale i irytujące pytanie jak dla tej małej wredoty:
- Kim ty jesteś dziecinko?
- Porucznik Karin Kurosaki; dziesiąty oddział Gotei 13 oraz Złota Rycerz Ryb – odpowiedziała dziewczyna, udając chłodny, beznamiętny ton swojego (przyszłego) szwagra. Na potwierdzenie swoich słów wezwała zbroję, oraz oddała pytanie – A z kim mam nieprzyjemność?
- Jestem Tenebris Basquiesta. Mściciel Burzy i Nueva Cero Espada!
- Espada?! Jeśli mi dobrze wiadomo to ten twór zniknął po pokonaniu niejakiego Aizena. Czy sugerujesz że stworzyliście nową po przyłączeniu do Nemezis? - słowa Arrancara zaintrygowały czarnowłosą.
- Nie czas teraz na pogaduszki, przybyłem tu naprawić błąd który popełnili moi poprzednicy w Kusajishi (Okręg Rukongai w którym odbyła się pierwsza walka z Mścicielami). - zadeklarował espada.
- Dzięki żeś mi tych kołków przypomniał, od razu cały dobry nastrój mi diabli wzięli. - Karin piekielnie zła założyła maskę i dobyła mieczy. Jeszcze ich nie uwalniała, za wcześnie na tak drastyczne metody.
- Więc tak się bawimy?! - Arrancar wydobył zza pasa dwa kastety z sterczącymi z nich ostrzami – Kamigami o musabori kuu!!* Fenris! -mściciel uwolnił swoje resurection przyjmując formę bardzo podobną do tej Grimjowa, z tom różnicą że on upodobnił się do wilka, stał się sporo większy i nadal miał na sobie pancerz mściciela.


W ten o to sposób zaczęło się coś co z łatwością mogło by być „ Wojną tysiąca dni”.
C.D.N


* - Pożeraj bogów!! - komenda resurection Basquiesty

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział XVII

Światło z poszczególnych gwiazd konstelacji skupiło na wyciągnięcie ręki Corrie, formując srebrno-niebieski klejnot docięty jak niewielki diadem.
- Co to ma być? Co to za klejnot przede mną? - dziwiła się kadetka.
- To zapieczętowana zbroja. Więcej nie potrzebujemy. Możemy przeprowadzić odpieczętowanie już teraz, ale to cię dość mocno zmęczy - poinformowała Karin. – Kadeci, dalszą część zajęć przeprowadzicie już pod okiem senseia.
- Proszę, mów, co mam robić, chcę odpieczętować ją już teraz - zapał Shiroyamy „powodował powódź”.
- Zabierz ten klejnot, pójdziemy gdzieś, gdzie będziemy mogli go odpieczętować w spokoju. Lepiej, żeby był przy tym Hyoga, ja musiałam szkolić się w panowaniu nad energią jakieś dwa miesiące i to szalenie intensywnie. Uprzedzę twoje pytanie, to dlatego, że moja moc jest tak absurdalnie wielka, że bez odpowiedniego opanowania narobiłabym szkód – Karin ostudziła przyjaciółkę.
********************w tym samym czasie poza ringiem *********************
- N-n-niemożliwe! Niech mnie ktoś uszczypnie! Spodziewałem się w tej akademii zdolnej młodzieży, ale nie podejrzewałem, że ktoś przebudzi zbroję już na próbie – wyjąkał Hyoga.
- Co cię tak zaskoczyło? - zapytał Toshiro, który w tej chwili nie prowadził żadnego sparingu.
- Ta kadetka. Uznałem, że jeżeli znajdę kogoś godnego Spiżowej Zbroi, będzie dobrze na początek. Ta dziewczyna to nieoszlifowany diament, już teraz jest godna Srebra, a jeśli nad nią popracować, to może mierzyć w Złoto, a nawet ośmieliłbym się zaryzykować stwierdzenie, że może się pokusić o więcej - zwykle oszczędny w słowach Rosjanin nie potrafił wyrazić swojego zdumienia.
- O więcej? Czegoś tu nie rozumiem. Przecież mówiłeś, że w Sanktuarium nie ma wyższej rangi niż złoty rycerz - Hitsugaya drążył temat.
- W normalnych warunkach to prawda. Jednakże Rycerz o bardzo wielkiej energii i sile woli może osiągnąć więcej. Jest to coś w rodzaju błogosławieństwa za zasługi, zapał i determinację. Wtedy taką zbroję nazywamy Kamui, są równe tym, które noszą bogowie – wyjaśnił Wodnik.
- O tak! Czego jak czego, ale determinacji to im odmówić nie można. Nie zdziwię się, jeśli obie będą celować w Kamui - skomentował białowłosy. – Hej, Hyoga, ostatnio strasznie zaniedbałem moje relacje z Karin, skoczę po Ichigo, Rukię i Kikiego, niech teraz oni się tym zajmą, a ty zajmiesz się planem treningowym dla Shiroyamy. Co ty na to? - po chwili dodał.
- W porządku. W zasadzie to też jest lodowa zbroja, więc będzie trenować razem z tobą i Rukią. Treningu nigdy za mało - skwitował zapytany.
******************** kilkanaście minut później****************************
Gdy dziewczyny skończyły rozmowę o zbroi, podeszły do Wodnika. Chwilę później pojawili się koło nich Rukia z Ichigo oraz Kiki i Toshiro.
- Hyoga, jeśli potrzebujesz jakiegoś pola treningowego, żeby wyjaśnić Corrien, jak kontrolować Cosmo, to skorzystaj z pola dziesiątej dywizji, a jakbyś czegoś potrzebował, poproś o pomoc Rangiku. Ja z Karin dostaliśmy patrol w południowym Rukongai - oznajmił Hitsugaya.
- Dobrze, spotykamy się wieczorem w dziesiątce - odpowiedziała chórem reszta, po czym wszyscy udali się w swoich kierunkach.
Słowem wyjaśnienia: Gdy Toshiro szedł po Rukię i resztę, spotkał w połowie drogi między Dziewiątką i Dziesiątką rozmawiających Matsumoto i Hisagiego. Trochę się wkurzył, że jego podwładna marnuje czas, ale postanowił dać jej szansę na zrehabilitowanie się. W swoich planach potrzebował także Shuuheia, który uchodził za najlepszego kucharza–amatora w całym Gotei. Po załatwieniu wszystkiego z kapitanem Mugurumą, wtajemniczył „pijacką dwójkę gołąbków” w swój plan, który sprowadzał się do tego, że porucznik dziewiątki miał mu przygotować romantyczny piknik dla dwojga na wzgórzu Sokyoku na popołudnie, a Rangiku miała zapobiegać kręceniu się tam kogokolwiek.
Ostatnie okręgi Rukongai nigdy nie należały do przyjemnych. Wraz z odległością od Seireitei wzrastała przestępczość i bieda, a wraz z nimi szanse na spotkanie pustych. Zostały jakieś 2 godziny do niespodzianki szykowanej przez Toshiro dla Karin, gdy nagle z prawie bezchmurnego nieba zaczął lać deszcz, a w otaczającym ich lesie dało się wyczuć kilka naprawdę potężnych, ale zarazem agresywnych aur. To co się pojawiło wyglądało jak połączenie Arrancara i Rycerza w liczbie dwóch, a następnych tylu było połączeniem Quincych i Rycerzy, przedstawili się jako Mściciele Nemezis. Ten, który emanował najsilniejszą mocą, powiedział:
- Mamy was przetestować, shinigami. Mimo wszystko nawet „zemsta” ma swoje prawa, będziemy walczyć pojedynczo. - po czym, wskazując palcem na Hitsugayę, powiedział: – Ty w haori, walczysz ze mną, Amfitryta, zajmij się dziewczyną.
- Skoro chcecie walki, dobrze, ale z łaski swojej byście się przedstawili. Ja co prawda wiem, jak się nazywa moja przeciwniczka, ale co z resztą komitetu powitalnego z ekipy „Nemezis – problemy sp. z o.o.” - sarkastycznie upomniała go Karin.
- Gdzie moje maniery, ojou-chan. - zironizował przywódca bandy. – Ja jestem Beowulf, Mściciel mroku Azgardu, Amfitryta jest Mścicielem cienia Atlantydy, z mojej prawej są jeszcze Romulus i Penelopa Mściciele cienia Rzymu.
- Ja jestem Kapitan Toshiro Hitsugaya, a po mojej prawej jest Porucznik Karin Kurosaki. Jednak jednej sprawy dalej nie rozumiem – o co chodzi z tym Rzymem, Atlantydą i Azgardem? - odpowiedział białowłosy.
- Jeśli wiesz, to powtórzę, a jeśli nie, to się dowiedz, że Nemezis jest boginią zemsty. My, Mściciele, rekrutujemy się z tych wszystkich, którzy mogą mieć jakieś zadawnione urazy do Sanktuarium lub Gotei 13. Czyli są między nami Quincy, Menosi wszystkich kategorii, którzy pod wpływem mocy naszej pani stali się Arrancarami, oraz ludzie z wszystkich nacji, jakie walczyły z tym wcieleniem Ateny - odpowiedziała Amfitryta, po czym zaczęła się naśmiewać ze swojej przeciwniczki: – Ta smarkula to twoja porucznik, za co dostała stanowisko, bo nie wierzę, że za umiejętności? Dała ci dupy czy jak?
Do tej pory Toshiro odczuł zdenerwowanie swojej dziewczyny tylko echem, gdy ta „upominała” Kurotsuchiego, jednak teraz ujrzał najprawdziwszą białą furię tej drobnej osóbki. Jej rozedrgana mieszanka energii była już tak gęsta, iż nawet jemu było już ciężko oddychać. Po czym usłyszał tylko:
- Toshiro, proszę cofnij się! - mówiąc to, wyciągała lewy miecz, a prawą ręką zakładała maskę pustego.
Komenda shikai, którą wypowiedziała, dobitnie uświadomiła mu, że cofnięcie się będzie najlepszym, co może zrobić:
- Anata no tsume ga kaihi-chi o kantsū shi, anata no o wa maunten o sumasshu shimashou! Riri no ryu-hime!
Gdy „smocze szpony” pojawiły się już na swoim miejscu, Kurosaki musiała jeszcze postawić kropkę nad ”i”, zakładając zbroję ryb.
- Ja po prostu nie wierzę. Widzę, że mamy braki w informacjach. Nie dość, że shinigami, to na dobitkę rycerz i to jeszcze złoty. Jeśli wyjdziemy z tego cali, to Amfitryta masz przerąbane, a jeśli wyjdziemy połamani, to ci jeszcze poprawię... - tyle zdążyli powiedzieć Romulus i Penelopa (Quincy) zanim otrzymali cięcia, które ich ogłuszyły.
- Hado 88 – Hiryu Gekizoku Shinten Raiho – zaklęcie wypowiedziane przez porucznik o mały włos poważnie raniłoby Beowulfa, gdyż ten w ostatniej chwili uskoczył, po czym kontratakował grand rey cero.
- Cero del dragon imperial! - splatając smocze szpony, Karin wystrzeliła cero o złotym kolorze i czerwonej poświacie, które przybrało kształt lecącego azjatyckiego smoka.
Cero mściciela zostało zneutralizowane, a on sam otrzymał obrażenia od wybuchu.
- Amfitryta! Bez Resurection będzie z nami krucho – zawołał Arrancar – wielkolud.
- Że też musisz mieć rację, ta smarkula przyprawia mnie o ból głowy. - warknęła arrancarka: - Megasamete taifu*! Bentesikyme**! – wypowiedziała komendę, po czym jej skóra pokryła się rybią łuską w kolorze wzburzonego oceanu, a jej włosy zmieniły się w przeróżne wodorosty, jej pancerz jako, że nawiązywał do łusek marynarzy Posejdona, taką też miał fakturę.
Beowulf zaś nakazał:
- Kyofu o okonau***!Grendel**** – na skutek czego gwałtownie zwiększył swoją masę mięśniową, skóra stwardniała jeszcze bardziej, twarz zmieniła się w pysk niedźwiedzia i wyrosły mu rogi, całość jeszcze zwieńczyło gęste szare futro. Zbroja jak wszystkie Azgardzkie wyobrażała jakąś bestię z mitologii nordyckiej.
Gdy Arrancarzy – mściciele uwolnili resurection, Kurosaki wybuchła śmiechem. Dzięki prędkości światła złotego rycerza zaczęła atakować wciąż przytomną dwójkę w szaleńczym tempie, w ten sposób po kilku chwilach na nogach pozostał już tylko Beowulf, który widząc, że dzieli go od przeciwniczki przepaść w poziomach, zaczął rozważać odwrót. Karin, której przeszła ochota na zabawę, posłała w przeciwnika salwę rekinich hiacyntów, zakończyła sprawę, zmuszając ową szajkę do odwrotu.
Po tym ujawnieniu się wroga Toshiro musiał przez jakieś pół godziny uspokajać ukochaną, żeby nie narobiła problemów w gęściej zaludnionych obszarach Rukongai, po czym ruszyli w stronę Seireitei.
Idąc w stronę Dworu Czystych Dusz, szli tak, aby wrócić przez wzgórze Sokyoku, gdzie czekał na nich kosz piknikowy pilnowany przez Hisagiego, który widząc, że już idą, błyskawicznie się ulotnił. Karin, widząc kosz i uciekającego Shuuheia, spojrzała znacząco na Hitsugayę, w podobny sposób patrzyła na niego, gdy tłumaczył jej, że wcielono ją do dziesiątego oddziału. Widząc „to” spojrzenie, Shiro zapytał:
- No co, przecież wiesz, że mi się podobasz? Nie znam się na sytuacjach sprzyjających zakochanym. Chciałem, żeby to wszystko było odpowiednio przygotowane, to wciągnąłem w to naszego „specjalistę”. - wyznał białowłosy.
- To, żeby ułatwić życie „panu specjaliście”, wymyśliłeś patrol? - Karin-chan ciągnęła za język.
- Patrol to był oficjalny rozkaz, ale po trochu spadł mi jak z nieba - odpowiedział Toshiro z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
Po chwili przyciągnął dziewczynę do siebie i pocałował ją, długo, zachłannie i namiętnie. Lekko zszokowana śmiałością chłopaka porucznik pokryła się dorodnym rumieńcem.
Toshiro i Karin spędzili kilka godzin, rozmawiając o wszystkim i o niczym, ciesząc się swoim towarzystwem. Napawali się każdą chwilą, gdyż zdawali sobie sprawę, że wydarzenia sprzed kilku godzin mogą być w przyszłości bardzo brzemienne w skutki.
Prosto ze wzgórza udali się na tereny dziesiątki, gdzie czekała już na nich reszta ekipy. Gdy tylko weszli, Ichigo, który trzymał Rukię na kolanach, zapytał o patrol.
- Ogólnie to szykują się kłopoty - odparł Hitsugaya, gdy tylko to powiedział, zaraz wszyscy chcieli wiedzieć więcej.
- Co przez to rozumiesz? - zapytał Kiki.
- A to że spotkaliśmy czwórkę wrogów. Przedstawili się jako Mściciele Nemezis. Nie są to tylko zwykli ludzie, są to też Quincy i Arrankarzy którzy pod flagą bogini Nemezis postanowili się zmierzyć zarówno z Seireitei jak i z Sanktuarium. Pozwólcie, że wyprzedzę wasze pytanie, czy mają jakieś zbroje, otóż tak, mają – zbroje będące podobnych typów jak te, z których właścicielami już walczyliście – zwrócił się do Barana i Wodnika.
- No to teraz przygotowania ruszą pełną parą zarówno tutaj jak i u nas – skwitował Hyoga. - Wyślę wiadomości do Wielkiego Mistrza, wy poruszcie temat u Generała, ale najpierw niech Corrie odpieczętuje swoją zbroję – powiedział Baran.
Po tych słowach wszyscy przygotowali się do Rytuału, przez założenie swoich zbroi i udali się na plac treningowy, aby tam go przeprowadzić. Jako że dziewczyna nie nosiła biżuterii na co dzień, ani nie posiadała odznaki ani przedstawiciela shinigami ani tej porucznika, odpieczętowano ją przez sprzężenie z Zanpakutou. Po odpieczętowaniu zbroi wszyscy pogratulowali Shiroyamie i udali się spać, gdyż czekała na nich ciężka praca w związku z pojawieniem się wroga.




* - Megasamete taifu – zbudź sztorm/ tajfun
** - Bentesikyme – bogini z mitologii greckiej, córka Posejdona i Amfitryty. Uosabiała straszną, okrutną stronę morza taką jak sztormy
*** - Kyofu o okonau – czyń grozę
**** - Grendel – potwór z skandynawskiego eposu heroicznego, pokonany przez Beowulfa



piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział XII – Wielka walka cz.2

*** W umyśle dziewczyny***
- Nigdy, mnie w ten sposób NIE POKONASZ! - zaśmiała się psychopatycznie mroczna wersja Zanpakuto, przed nią stała cala poraniona , jednak w ciąż bojowo nastawiona Karin.
- Nigdy nie mów: NIGDY!!! - Zirytowała się Kurosaki – Rozezu no Akuma!
Smocze rękawice przecięły deszcz zatrutych kwiatów.
- Myślałam że stać cię na więcej, a tu takie rozczarowanie.... buhahahaha! Jeszcze chwila i Ja zostanę władczynią tego miejsca – ryknęła zła wersja Riri
- No to widzę że wiele o mnie nie wiesz. Bo widzisz w naszej rodzinie, wszyscy są w cudownie szalony sposób uparci. Ja nie jestem wyjątkiem – Tsuta no hebi (wężowy bluszcz)! Powietrze zgęstniało od mieszanki Cosmo i Reiatsu, z ziemi wystrzeliły przepełnione energią grube pędy bluszczu, które unieruchomiły i powoli acz systematycznie wysysały energię z przeciwniczki. - drobna informacja dla ciebie złociutka, gdyby tu był mój brat może byś miała szansę wygrać, ale nie ze mną te numery – w porównaniu do mnie Ichigo to ciepłe kluchy - tak się składa ,że ja nie mam skrupułów – Ryuketsu okiddo! (krwawa orchidea) – Karin dotknęła głownią halabardy piersi Pustej, w tym miejscu wyrósł pęd orchidei o białych kwiatach powoli zmieniających barwę na krwisto czerwony wysysając życie z ofiary.
- Hahahahaha! Jednak się pomyliłam, masz to coś. Jednak pamiętaj: jeden błąd, najmniejsza pomyłka lub potknięcie i wrócę, w momencie gdy będziesz najsłabsza by zrzucić cię z tronu. - zła bliźniaczka Riri rzuciła na odchodne po czym wraz z siostrą zniknęły we mgle, a Karin zemdlała zmęczona


*** sklep kapelusznika***
Po zaciętej walce „treningowej” z własną siostrą Ichigo wyglądał jak troje nieszczęścia, Karin nie wyglądała wiele lepiej. Po odzyskaniu panowania we własnym umyśle porucznik Kurosaki była nie przytomna przez dobrych kilka godzin, pierwszą osobą która ujrzała po obudzeniu był nie kto inny jak jej ukochany Toshiro.
- Jak się czuje z nową mocą moja kochana panna porucznik? - zapytał zadziornie Białasek
- Shiro, albo mi padło na mózg w trakcie tego opanowywania pustego, albo ty na serio nazwałeś mnie przed chwilą per „panna porucznik”, przecież twoja porucznik to Rangiku. - odpowiedziała pół przytomnie dziewczyna
- Taaak, to po części prawda...... zaczął, ale gdy chciał kontynuować dziewczyna weszła mu w słowo:
- „ PO części prawda” , kotek ty mi coś tu kręcisz. Zeznasz mi tu wszystko , im szybciej tym lepiej dla ciebie ( Karin jest w stanie zrobić pantoflarzy nawet z takich psychopatów jak Kenpachi lub Kurotsuchi). - w małej pani porucznik obudził się demon.
- No bo widzisz ... musieliśmy nałożyć na ciebie ogranicznik Gentei, a to można zrobić tylko na oficjalnych funkcjonariuszach Gotei 13 w stopniu od trzeciego oficera wzwyż Na ochotnika zgodziłem się przyjąć cię w szeregi mojego oddziału, i tak od słowa do słowa zostałaś moją drugą porucznik – Hitsugaya zeznawał jak 5 latek przyłapany na podbieraniu słodyczy.
- Ooooh! Jakiś ty słodziutki mój mały Kapitanie, ciekawa jestem jak na to zareagowała Matsumoto-san. - droczyła się Kurosaki
- Jak na nią to nad wyraz spokojnie, ale Madarame i Abarai jak tylko się dowiedzieli zaczęli spisywać testamenty. - Oboje wybuchnęli śmiechem – I wracając do mojego pytania: Jak się czuje moja kochana panna porucznik?
- To zależy o co pytasz? - Karin odpowiedziała pytaniem na pytanie
- Moja ciekawość nie zna granic, więc o wszystko co w tak banalnie brzmiącym pytaniu może być zawarte. - Zripostował białowłosy
- Jeśli chodzi o samopoczucie jako takie, to bywało lepiej ale nie narzekam, natomiast jeśli idzie o świadomość faktu że nawet się nie starając dostaje teoretycznie drugie co do ważności stanowisko dostępne dla większości shinigami, to moje ego zostało mile połechtane – złośliwie odparła dziewczyna.
- To wiedz że mam nadzieję że będziesz lepsza od Matsumoto jeśli idzie o obowiązki bo z niej to więcej szkody niż pożytku – sarknął kapitan
- Aż tak z nią źle, bo wydaje się być w porządku – zdziwiła się Karin.
 - Nawet nie wiesz jak bardzo. Jeśli idzie o zwykłą znajomość to może i nie ma najgorzej, ale na służbie to istny koszmar – westchnął chłopak
- Toshiro, lepiej niech się porządnie wyśpi bo przez następny tydzień będzie dostawać jeszcze bardziej w kość. Generał kazał przekazać że jak tylko uporamy się z pustym to macie tydzień na stawienie się w Sereitei, na złożenie raportu z pierwszego etapu szkolenia.- Powiedział przechodzący obok Hirako.



    C.D.N

sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział VIII

Po zajściu z tego dnia, u Urahary, Toshiro poprosił o rozmowę Yorichi która aktualnie była w Karakurze. Prosił ją by to ona zamiast Ikkaku trenowała Karin w Hakudo, motywując swoją proźbe że nie znajdzie lepszej nauczycielki w tej dziedzinie niż była Kapitan onmitsukido, to wystarczyło, mile połechtana duma kobiety nie pozwoliła jej odmówić. Hitsugaya natomiast postanowił znacznie zintensyfikować trening dziewczyny w korzystaniu z mocy, do tego stopnia by pod koniec miesiąca korzystała z kido do 40 poziomu bez zaśpiewu., Rukia będąca przy tej rozmowie stwierdziła że Ichigo, który jeśli idzie o panowanie nad mocą ma tyły w porównaniu do siostry, będzie się musiał uczyć magii demonicznej od niej i Kisuke.
Po miesiącu zgodnie z przewidywaniami Kurosaki panowała nad mocami, chociaż Baran twierdził że czyni postępy nawet większe od zakładanych. Zastępczy w przeciwieństwie do siostry mistrzem magii nigdy nie będzie, ale i tak radzi sobie bez porównania lepiej niż porucznik szóstki ( jemu przynajmniej czary nie wybuchają w twarz).
Tego samego dnia, po zakończeniu treningów przez całą grupę, Złoci rycerze w końcu pozwolili Karin na odpieczętowanie zbroi ryb. Dziewczyna była w skowronkach gdy to usłyszała. Gdy Kurosaki miała już zaczynać, podszedł do niej Ichigo, i wręczył małe pudełeczko, w którym była odznaka shinigami-daiko taka jak ta którą Ichigo miał jeszcze przed synchronizacja swojej ze zbroją raka. Zdziwiona dziewczyna spytała się:
- Po co mi to, Ichi-nii?
- To odznaka przedstawiciela shinigami, ja dla swojej znalazłem dodatkowe zastosowanie- odpowiedział jej Ichigo
- O czym ty mówisz? - zdziwił się Urahara
- Zsynchronizowałem swoją odznakę z moją zbroją. - pokazał odznakę Kapelusznikowi
- Jak to zrobiłeś? – zapytali Karin i Kisuke niemal jednocześnie
- Kiki ci wyjaśni. - zastępczy szybko zbył temat
Wodnik nim zaczęli polecił dla uczczenia podniosłości chwili założyć zbroje.
Po chwili Karin zaczęła przebudzać zbroję zgodnie z instrukcjami Kiki'ego, położyła na kamieniu odznakę a na niej talizman zbroi, zacięła swoją dłoń zanpakuto wbijając je jednocześnie w zbroję. Gdy z miecza spłynęła krew na odznakę i amulet zmieniły się w sposób podobny do tego w jaki zmieniły się te Ichiga, a na ostrzach mieczy pojawił się napis w językach japońskim i greckim:
Dwoistość mej natury.
Raz jak kwiat: kwitnę i zachwycam.
Następnie jak smok: waleczna, niezjednana.
Potęgą zdumiewam
By wezwać księżniczkę spośród kwiatów, wołaj: kwitnij!
By przyzwać smoka z mglistych gór szczytów, szepcz:
Niech twoje szpony przebiją niebiosa, a ogon skruszy góry!
- Karin-chan nie wspominałaś że twoja zanpakuto ma podwójne shikai – zdziwił się Kapelusznik.
- Jakbyś nie zauważył geniuszu sama właśnie to odkryłam – sarknęła Kurosaki
- Może nam je pokażesz mała – ucieszył się Ikkaku na myśl o możliwości „sparingu”
- Pokarzę ale nie licz że będę się bić z tobą Łysku, gdybyś nie zauwarzył od dłuższego czasu dawałam ci fory bo wiem że jedyne co posiadasz to duma wojownika, a bez niej worek treningowy byłby z ciebie ŻADEN!!! A ten wytatuowany jest jeszcze bardziej żałosny niż ty! - świerzo upieczona zastępcza zgasiła Madarame'go i Abaraia.
- Łysku!? Ja ci jeszcze pokarzę smarkulo – Rozeźlił się 3-ci oficer Zarakiego – BANKAI! Ryumon Hozukimaru
- Aż tak chcesz wciry? Proszę bardzo. Kaika! Riri no ryu-hime. - Karin przystąpiła do rozgrzewki. Chwilę się podroczyła z Ikkaku a gdy się znudziła skończyła sprawę bardzo szybko:
- Bakudo #99: kin! - wyszeptała dziewczyna unieruchamiając łysego- uznajemy to za koniec, czy mam cię jeszcze połamać żebyś sobie uświadomił jaki jesteś cienki? Ichigo ? Toshiro? Z którym z was mogę wypróbować drugie shikai? - tym razem całkiem miło i uprzejmie zapytała dziewczyna.
- Ja się chętnie rozruszam siostra, tylko mam nadzieję ze będzie szybsze niż to quan-dao. - podszedł do siostry pomarańczowo-włosy. - Szykuj się! Bankai! Tensa Zangetsu!
- Anata no tsume ga kaihi-chi o kantsū shi, anata no o wa maunten o sumasshu shimashou! Riri no ryu-hime – halabarda zmieniła się w dwa złote karwasze z których wychodziły łańcuszki i obręcze przytrzymujące na każdym palcu zakrzywione ostrze o długości ok. 70 cm.
- Nie wiem dlaczego ale to mi wygląda jak Shikai Soi-Feng ( na sterydach) - znikąd pojawiła się Shihoin – Też to zauważyłeś Kisuke?
- Tak zauważyłem, ale są też i różnice, których nie potrafię opisać …. jeszcze. - zasępił się kapelusznik.
Sparing trwał już dość długo. Widać było że bardziej doświadczony i szybszy Ichigo droczy się z siostrą. Karin była wściekła, wszyscy wyczuli to po wahaniach jej energii, ale postanowili nie ingerować w trening. W pewnym momencie prawe oko dziewczyny całkowicie sczerniało a źrenica stała się jadowicie zielona, styl jej walki zaczynał się zmieniać zaczął być bardziej szalony i agresywny. Zastępczy wyczuł pismo nosem, ona miała jednak wewnętrznego pustego, odsunął się od siostry użył najsilniejszego zaklęcia wiążącego jakie opanował :
Pośród rydwanu błyskawic puste wrzeciono kołowrotka rozszczepia blask na sześć promieni! Bakudo #61 Rikujōkōrō
Po związaniu siostry podbiegł do Toshira, prosił go:
- Sprowadź tu z Sereitei Visoredów którzy wrócili w szeregi Gotei 13, ja się zajmę tymi którzy są jeszcze tutaj. Karin ma Pustego a sam jej nie pomogę go opanować, proszę im szybciej go opanuje tym dla niej lepiej.
Skupił wszystkie swoje umiejętności na namierzeniu osób których teraz potrzebował najbardziej i wybiegł.
CDN



piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział VII

Poniedziałek godzina 6.30, Dzień zaczął się od standardowej pobudki w …. ,chwila ,wykonaniu Edena?! (słowem wyjaśnienia, w ramach zemsty za konieczność wbicia się w gajer, Ishin poprosił Edena by zrobił Ichigo i Rukii pobudkę.)
- Tonitrui Saltare !- wystrzelił jeden piorun o zminimalizowanej mocy trafiając zakochanych i momentalnie ich budząc
- Hado no 4 – byakurai – Kuchiki pałając rządzą mordu, trafiła wkręconego Edena w ramie – Ciesz się ze to był TYLKO byakurai – rzuciła wychodząc z pokoju.
- A to było za co – Wydarł się oburzony Kon, rezydujący w ciele zastępczego.
W tym momencie przez okno wskoczył rzeczony Pomarańczowo-włosy z wyraźnym zmęczeniem na twarzy, popatrzył na swoje ciało potem na ramie „kuzyna” i rzucił:
- Widzę ze jednak dałeś się wrobić w budzenie, a ofiarami tego kawału taty padła moja narzeczona i jedna nie do końca poprawnie wykonana sztuczna dusza (Kon), a zemsta Rukii była natychmiastowa. Poweźmij zemstę na prowodyrze, nie obrażę się. - odchodząc klepnął go w zdrowe ramię.
Gdy był na korytarzu zaraz złapała go Rukia i wypytała dlaczego gdy się obudziła jego nie było. W odpowiedzi usłyszała: - Kilku pustych nie chciałem cię budzić, jedna getsuga i po krzyku. W ramach przeprosin zaraz ją zniósł ze schodów.
W szkole pierwsza lekcja – wf- Ichigo i Rukia na samą myśl na 3 lekcje z wodnikiem robili się chorzy, ale z uwagi na fakt że do dzwonka zostało jeszcze kilka minut postanowili coś ogłosić. Kurosaki poprosił Ishidę żeby wszystkich zebrał w jednym miejscu, po chwili gdy uzyskał oczekiwany efekt zawołał:
- Uwaga wszyscy mamy z Rukią miłą nowinę do ogłoszenia ! Po zakończeniu tego roku szkolnego zamierzamy się pobrać. W piątek wieczorem się oświadczyłem i zostałem przyjęty. - Aby udowodnić prawdziwość swych słów teatralnie pocałował dziewczynę, na co ta równie teatralnie odpowiedziała.
Chizuru która zakładała się z dziewczynami z klasy że to Hime zostanie wybranką Kurosakiego z niesmakiem płaciła za swoją przegraną. Sado jak zwykle lakonicznie i bez cienia emocji w głosie rzucił krótkie: Gratulacje. Natomiast Inoue która nieśmiało podkochiwała się w Ichigo zaczęła płakać na przemian ze szczęścia i smutku, wylewając łzy w rękaw quincy'ego.
- Kuchiki momentalnie dorzuciła: - Zapraszamy was wszystkich!
Chwilę później na salę gimnastyczną wszedł dyrektor w towarzystwie dwóch prawie nikomu nie znanych osób.
- Chciałbym wam przedstawić nowego trenera – wskazał ręką na wysokiego blondyna o długich lekko za łopatkę włosach i lodowato niebieskich oczach – wasz trener uczestniczy w międzynarodowym programie kulturalnym, wyjechał na ok. 2 lata do Włoch uczyć w jednej z tamtejszych szkół sztuk walki, na jego miejsce przyjechał Hyoga – sensei.
- Hyoga Otori, miło was poznać. - chłodno odparł Rosjanin.
- Trener Hyoga przyjechał z Syberii. Nasz drugi gość przyjechał z Włoch- wskazał na chłopaka z włosami w kolorze przydymionej platyny – i będzie chodził z wami do klasy aż do matury, Eden-kun powiedz nam coś o sobie – polecił dyrektor.
- Jestem Eden Medici,– rozejrzał się po klasie i zauważył kilka zdziwionych min – tak, z TYCH Medyceuszy. Miałem przyjechać tu tylko do wujostwa na wakacje, ale w piątek wieczorem zadzwonił prawnik ojca że rodzice zginęli w wypadku – podszedł do zastępczego i poklepał go po ramieniu – teraz mieszkam u nich na „trochę dłużej”.
Hyoga na zajęciach przeprowadził trening tylko trochę lżejszy niż ten jakim zaprawił Kurosakiego i spółkę u Kapelusznika. Po lekcji do Ichigo zgłaszały się dziewczyny z klasy aby prosić go o poznanie z jego „kuzynem”, gdy Eden bezceremonialnie odprawił którąś z kolei dziewczynę Kurosaki spytał się go w czym rzecz. Odpowiedź Edena nie pozostawiła cienia złudzeń dlaczego tak się zachowuję: pół roku temu zamordowano moja ukochaną, nie miała mocy jak ty czy ja więc nie mogła się bronić, chodziło o jakąś nic niewartą błyskotkę. Zastępczy powiedział o tym dziewczynom w możliwie najbardziej strawny sposób, przestały naciskać gdyż czuły się głupio.
Po zajęciach na Karin i Yuzu oraz kilka ich koleżanek z pierwszego roku napadła grupka chłopców z wyższych klas.
- No Kurosaki ciekawe czy teraz tez będziesz taka mądra jak ostatnio – odezwał się największy z łobuzów.
- Dajcie im spokój, to ich nie dotyczy – odpowiedziała Karin.
- Dobra ale ty idziesz grzecznie z nami – odpowiedział inny.
Kurosaki kiwnęła głową a reszta dziewcząt pobiegła w swoją stronę. Poszli w stronę schowka. Tam dwóch chwyciło ją tak by nie mogła się ruszyć, a trzech innych biło i kopało korzystając z okazji że nie może oddać, ostatni z nich szykował kamerę na „główną atrakcję”.
Nim całość rozkręciła się na dobre w drzwiach stanęły dwie postacie znacznie wyższe od wszystkich. Pierwszy z nich zaczął po włosku:
- Bello! Proprio bello! Macie jakieś „ale” do mojej kuzynki to najpierw je macie do mnie – w powietrzu dał się słyszeć huk gromu a aura Włocha elektryzowała powietrze.
Zbiry odwróciły się z przerażeniem wymalowanym na twarzach.
Cholera jasna, maturzyści!– zawołali chórem
Już chcieli uciekać gdy za plecami Edena i Toshiro jak znikąd wyrośli Ikkaku, Abarai i i Ichigo.
- Ładnie to tak, nie dość że w sześciu to jeszcze na dziewczynę, wstydzilibyście się – z arktycznym chłodem w głosie dorzucił kapitan dziesiątki. Wściekłość doprowadzała go do wrzenia, jego wypływające riatsu zamrażało powietrze w pomieszczeniu. Ku przerażeniu młodzików ujrzeli smoka w kolorze lodowcowego błękitu zataczającego koła wokoło postaci białowłosego.
- Ikkaku, Abarai zabierzcie ich do Hyogi – senseia , nie gwarantuje im bezpieczeństwa w moim towarzystwie - próbował uspokoić się Hitsugaya
Kilka sekund później gdy zbirów już nie było Karin wybuchła – Co to miało być przecież dała bym im radę?
- Właśnie o to chodzi minutę później i twoja moc przejęłaby nad tobą kontrolę, a ich trzeba by zeskrobywać ze ścian szczoteczkami do zębów, my nie broniliśmy ciebie tylko ich, chodź im też się opieprz należy – przystopował siostrę pomarańczowo-włosy. Żeby kontynuować szopkę Toshiro wziął młodą Kurosaki na ręce i zaniósł ja do gabinetu Wodnika, gdzie sprawcy w towarzystwie dyrektora i trenera czekali jak na ścięcie. Dyrektor widząc poobijaną pierwszoklasistkę robił się coraz bardziej czerwony ze złości.
- Panowie wyjaśnijcie co zaszło bo te gagatki nie chcą gadać – Dyrektor zwrócił się do Edena i Toshiro.
Po wysłuchaniu relacji dwójki maturzystów dyrektor zarządził: 3 miesiące zawieszenia.
Na to odezwał się „Otori”- Dyrektorze mam lepszy pomysł, i twierdzę że Madarame-kun mi w tym pomorze. Wiem że ten młody człowiek trenuje kilkakrotnie intensywniej niż reszta dlatego mianowałem go moim zastępcą przy dojo klubu kendo. Myślę z 4 miesiące po cztery razy w tygodniu treningu w jego wykonaniu naprostuje ich wystarczająco, a jeśli to się po tym powtórzy to postąpimy pańskimi metodami.
- Zgoda trenerze!- odparł dyrektor. - zaczynacie od zaraz
Hyoga zostawiając ukaranych pod opieką Ikkaku przekazał mu szeptem krotka instrukcję: - Zniszcz im psychikę, po dziesięciu minutach mają wołać mamusię.


CDN