Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ichigo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ichigo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lutego 2016

ROZDZIAŁ XXVII - Sanktuarium

Bitwa w obronie Palaestry była niezwykle trudna i zacięta. Nie obyło się bez rannych, ale na szczęście nikt nie zginął. W czasie gdy porucznik Kurosaki zajmowała się najgroźniejszym z przeciwników – Tenebrisem Basquiestą, Ichigo i Kapitanowie zajęli się resztą mścicieli. Jak zwykle gdy tylko zaczęło się robić zbyt gorąco Negacion ewakuowało niedobitków.


****************** przemyślenia Basquiesty ************************
K***a!!! Jak to możliwe, że ta smarkula w przeciągu kilku tygodni tak się wzmocniła?
Po naszej ostatniej walce, ja zeskrobywali z podłogi, ledwie żywą; a jej zbroi szukali po całej prefekturze z lupami i pęsetami! Teraz nie dość że walczyła bez zbroi, to jeszcze udało jej się zremisować. Jak by tego było mało, to ma mała jędza opanowała Bankai – Ale jak?
Nawet jeśli nie pokazała pełnego potencjału swojego miecza, to na osiągniecie Bankai trzeba dekady od poznania shi-kai i to przy dobrych wiatrach, a do jego pełnego opanowania następnego półwiecza. Coś mi tu śmierdzi i to cholernie!
********************** perspektywa Shinigamich*******************


Po odparciu oblężenia Kiki postanowił udać się do sanktuarium razem z delegacją z Seireitei.
Po przybyciu na miejsce, przed wejściem do dwunastu pałaców zodiaku czekała na nich niespodzianka w stylu tej z Palaestry – nadpobudliwi strażnicy. Jako że baran poszedł poinformować Wielkiego Mistrza o przybyciu delegacji, a strażnicy nie wiedzieli o dyplomatach i nie znali nowych rycerzy to nieporozumienie było nieuniknione.
- Rozan, Sho ryū ha! - Usłyszeli wartowników. Około dwudziestokilkuletnią kobietę i chłopaka w wieku około lat osiemnastu.
- Soten ni zase! Hyorinmaru! - Hitsugaya sparował obydwa ataki jednocześnie.
Gdy pył po kolizji ataków opadł, padło pytanie: Kim jesteście? Ze strony shinigami pytała Karin, a wartowników chłopak, który zaraz dodał: że weszliście do świątyni bez żadnego rycerza mówcie pierwsi .
- Ryuho! A mnie nie zauważyłeś? - huknął Orion wychodząc zza kapitanów Kyoraku i Kuchikiego.
- Eden, co to za jedni? - tym razem odezwała się kobieta
- Ehh, Paradox! To są dyplomaci z Seireitei. - odpowiedział platynowo-włosy rycerz.
- Ale gafa! - mruknął Ryuho robiąc facepalma.
- Nasza wina! - powiedziała Paradox wdzięcząc się do Kuchikiego.
A Paradox miała czym się wdzięczyć, była to wysoka brunetka z błękitnymi pasemkami ( taka fryzura jej została po tym, gdy siostra pomogła się jej pozbyć rozdwojenia jaźni) hojnie obdarzona przez naturę.
- Mimo to i tak wypadało by się przedstawić – powiedział Kyoraku.
Jako że shinigami dużą rolę przykładają do rang przedstawiali się z malejącym starszeństwem, jednakże tym razem że większość z nich miała zbroje to je traktowano jako rangi, więc kolejność szła trochę inaczej niż zwykle.
- Karin Kurosaki, Złota rycerz ryb oraz porucznik w dziesiątym oddziale Gotei 13 – Ranga dziewczyny wprawiła strażników w osłupienie. Paradox już chciała coś dodać od siebie, gdy przez przyzwanie zbroi przez dziewczynę została bez słowa.
Tak sprawa wyglądała do końca. Gdy goście z Gotei skończyli się przedstawiać ciekawość rycerza smoka osiągnęła limit i musiał się zapytać:
- Na wasze siedem osób naliczyłem trzech o nazwisku Kurosaki. Czy bycie Shinigami to jakiś Interes rodzinny?
- Ty się Ryuho o to nie pytaj, bo ciebie można by spytać o to samo, przecież twój ojciec to Złoty Rycerz Wagi. - Dociął mu Eden
Rukia, Ichigo i Karin spojrzeli po sobie, po czym wybuchnęli perlistym śmiechem, po chwili Pomarańczowo-włosy odpowiedział Smokowi:
- Można powiedzieć że prawie zgadłeś. Karin to moja siostra, a Rukia jest moją żoną.
Dwójka która strzegła wejścia do Pałaców Zodiaku została stać z otwartymi ustami i wytrzeszczonymi oczyma
Po kilku minutach marszu po dość stromych schodach dotarli do Pałacu Barana, przed którym czekał na nich Kiki. Razem z nim udali się do pałacu w którym urzędowali Atena i Wielki Mistrz. W sali audiencyjnej czekali pozostali złoci rycerze. Nie znaleziono jeszcze następców dla Skorpiona i Koziorożca. Po omówieniu spraw jakie Przyniesiono z Seireitei i przedstawieniu nowych rycerzy reszcie Atena poprosiła Rukię, by ta została z nią na słówko po zebraniu. Gdy wszyscy wyszli chabrowo-oka zapytała:
- Zostałam jak pani prosiła. Jakie to sprawy wymagają rozmowy w cztery oczy?
- Nie mogę ci pozwolić walczyć, szczególnie w twoim aktualnym stanie. - dziewczyna usłyszała cichą, acz stanowczą odpowiedź.
- Proszę wybaczyć, ale nie rozumiem. - Rukia nie ukrywała zdumienia.
- Pole bitwy to nie miejsce dla ciężarnej. - Atena już nie owijała w bawełnę.
- Jakim cudem? Mężatka jestem dopiero miesiąc. - Rukia dziwiła się na głos .
- To wystarczyło. Stało się to dokładnie w noc poślubną. - Te słowa rozwiały resztki złudzeń i czcze nadzieje młodej shinigami. - Radzę ci żebyś znalazła sobie jakieś bezpieczniejsze zajęcie, jak zajmowanie się rannymi i cywilami, lub udaj się z rycerzami którzy wyjadą do Soul Society żeby pomagać w ich szkoleniu.
- Oczywiście, tak zrobię. - po tych słowach Rukia ukłoniła się i wyszła.
Na schodach do pałacu czekali na nią wszyscy z Gotei.
- Rukia co się stało, Wyglądasz jak byś co najmniej ducha zobaczyła. - Karin starała się zażartować , i poprawić nastrój bratowej.
- Dostałam polecenie żeby wrócić do Seireitei. Atena stwierdziła że nadchodzące bitwy to nie miejsce dla dziewczyny w moim stanie zdrowia. - chabrowo-oka szybko skomentowała pogawędkę.
- Rukia, kochanie. Jesteś chora? - Ichigo wyraźnie się zmartwił
- Nie pacanie, ale ktoś kto zakosił ci wszystkie gumy to zmalował nam piękny prezent ślubny. - Wszyscy zgromadzeni zrobili miny niewiniątek.
- Rukia jeszcze raz, ale wolniej. - Ichigo jeszcze nie otrząsnął się z szoku.
Karin, powstrzymała bratową znakiem ręki, przed strzępieniem sobie języka. Przyłoiwszy dość mocno bratu w „zakuty łeb” zawołała: Ichigo, cymbale! Rukia ci tu próbuje powiedzieć że zostaniesz ojcem, a znając życie Byakuya i ojciec maczali w tym palce że u was w domu i na całym Santorini nie było ani jednej prezerwatywy. Chociaż idę o zakład że ty byłeś tak podochocony że nawet nie szukałeś.
Po tyradzie siostry pomarańczowo-włosy zrobił się czerwony ze wstydu, a Rukia sztyletowała brata wzrokiem. Widząc minę Pani Kurosaki, Shunsui zwrócił się do Kuchikiego: Najszczersze kondolencje stary, gdy już młodsza siostra chce cię uśmiercić znaczy że serio sobie nagrabiłeś.



niedziela, 20 grudnia 2015

ROZDZIAŁ XXVI - Oblężenie.

W Palaestrze od dłuższego czasu było bardzo spokojnie i nic nie wskazywało na to by miało się to zmienić. Przed dalszą drogą do sanktuarium shinigami musieli spędzić tu kilka dni. Było to niezbędne ze względu na uszkodzenia Zbroi Ryb, w normalnych warunkach naprawy zajęły by Kikiemu kilka, co najwyżej kilkanaście godzin. Tym razem jednak Uszkodzenia okazały się na tyle poważne że Baran pracował nieprzerwanie od czterech dni.
Karin szla właśnie sprawdzić jak przebiegają naprawy. Dziewczynie do teraz utkwił w pamięci obraz Kikiego który oniemiał na prawie pół godziny gdy zobaczył złotą zbroję roztrzaskaną na kawałeczki. Gdy doszła do kwater Barana, dowiedziała się że naprawa jej zbroi powoli dobiega końca. Wychodząc natknęła się na dziewczyny które spotkali pierwszego dnia u wejścia do Akademii. Były zdyszane, wyraźnie było widać że biegły tutaj zwołując wszystkich, gdyż zamieszanie które teraz panowało w około ewidentnie było dziełem ostatnich kilku chwil.
- Vipera, co się dzieje? Co to za rejwach? - Karin spytała Rycerz Węża gdy tylko ta złapała oddech.
- Mściciele u bram! - odpowiedziała lakonicznie zapytana, po czym ruszyły dalej.
Karin nie wiele myśląc wyciągnęła komunikator i zameldowała:
- Tu porucznik Kurosaki. Proszę o autoryzację do zwolnienia Gentei Kaijo dla: Shunsui Kyoraku, Kuchiki Byakuya, Toshiro Hitsugaya, Rukia Kurosaki i Karin Kurosaki. Mamy atak Mścicieli.
- Przyjąłem! Przyznam autoryzację najszybciej jak się da. - odpowiedział głos w słuchawce.
W Palaestrze była tylko jedna droga pozwalająca na otwarty atak na fortecę: - most przez jezioro. W mgnieniu oka Karin znalazła się na zwieńczeniu bramy, która zamykała dostęp do wnętrza Akademii.
Przez przeprawę szło bardzo wielu mścicieli. Zdecydowana większość z nich nie była nawet Mścicielami Cienia. Zwykli żołnierze, ale i tak stanowili dość wielkie utrapienie ze względu na swoją liczbę. W końcu dostrzeżono dowodzącego atakiem Był to Tenebris Basquiesta. Ten sam który półtora miesiąca wcześniej poważnie ranił Karin i omal nie zniszczył jej zbroi. Gdy tylko dziewczyna go zobaczyła, machnięciem ręki przywołała deszcz demonicznych róż unicestwiając tym samym wszystkich przeciwników nie będących przynajmniej Mścicielami Mroku. Efektem tej fali złości było pozostawienie na placu boju maksymalnie dziesięciu będących zdolnych do walki po stronie wroga. Emanując szkarłatnym Reiatsu i złotym Cosmo ta drobna czarno włosa osóbka założyła maskę Hollowa, by następnie zawołać: Basquiesta! Jesteś mój!
Gdy tylko zeskoczyła z muru usłyszała w odbiorniku: Gentei Kaijo – autoryzacja przyznana. Jej zbroja miała być gotowa dopiero za jakieś dziesięć minut, więc bez namysłu i ochoty na zbędne droczenie pozbyła się limitu i zawołała: BANKAI! Konjiki ryū no Shinsei shogun!
Za dziewczyną zaczął się materializować wielki humanoidalny smok o złotej łusce, Odziany w szkarłatną samurajską zbroje a w rękach trzymał coś pomiędzy naginatą a quan-dao.
Wszyscy shinigami którzy do tej pory stali na murze, cofnęli się o krok i pobledli w akcie rozpaczy i przerażenia. Drobna porucznik dziesiątki już bez bankai była straszna, gdyż jej niewyobrażalna energia napawała panicznym lękiem nawet samego Kapitana Kenpachiego a wszystkich poniżej piątego oficera jej atak złości mógł przyprawić o kilkudniowy pobyt pod czujnym okiem oddziału czwartego. W Seireitei złośliwcy z poczuciem humoru wstawiali w słowniku pod hasłem „demon” jej zdjęcie. Teraz po osiągnięciu bankai ten strach jeszcze się wzmocnił, a dla kapitanów było jasnym że teraz w razie jakich kolwiek rotacji na stanowiskach kapitańskich ona będzie pewniakiem.



C.D.N

poniedziałek, 9 listopada 2015

ROZDZIAŁ XXV - Witamy w sanktuarium

Rozdział dedykowany zespołowi Córek Merlina - Viperze i Eleonorze które występują jako Rycerz węża Vipera i uczennica Lwa Ikkiego : rycerz feniksa Eleonora.
*************************************************


Minął już miesiąc od wesela Kurosakich. Nad Santorini wstawał właśnie ranek, gdy do drzwi domu młodego małżeństwa zapukała dość spora grupka ludzi. Zniesmaczony tak wczesną pobudką Ichigo zszedł zobaczyć „kogo diabli nadali'.
- Ichigo, aleś się urządził. Gadaj gdzie jest moja bratowa. - Karin bezceremonialnie wparowała do domu brata.
- Tak siostrzyczko, naprawdę miło cię widzieć. Co was sprowadza w nasze progi o tak nieludzkiej porze? - zironizował pomarańczowo-włosy
- Za jakąś godzinę ma tu być Eden. Umówiliśmy się że poprowadzi nas z tond. Najpierw odprowadzimy shinigami którzy mają odbyć trening do akademii w Palaestrze, potem z tam tond już do Sanktuarium. - Wyjaśnił Toshiro który jako przewodniczący służb dyplomatycznych musiał tu być.
- Czujcie się jak u siebie. Ja idę obudzić Rukię i jak się ogarniemy to zejdziemy. - oznajmił starszy Kurosaki idąc w stronę schodów.


********************** Następnego dnia **********************


Szli przez gęsty las w górach Peloponezu, shinigami mający odbyć trening w Palaestrze byli bardzo niezadowoleni. Fakt że nie znali dokładnej lokalizacji uniemożliwiał skorzystanie z senkaimonu. Zniecierpliwieni zaczynali marudzić:
- Kapitanie, jak daleko jeszcze do tej całej Palaestry? - pytał już po raz któryś niższy oficer z piątki. Od odpowiedzi Hitsugayę uratował Eden, gdy stanął na szczycie wzgórza oznajmił:
- Za tamtą górą – wskazując na drugą stronę kotliny przed nimi. Odpowiedział mu przeciągły jęk
Droga wlokła się niemiłosiernie, a ciężki teren potęgował zmęczenie piechurów. Gdy przeszli wskazane wzniesienie, ich oczom ukazała się dolina porośnięta lasem i gajem oliwnym, a między drzewami widniały ruiny budowli które prawdopodobnie pamiętały erę mitów. Pośrodku doliny było wielkie jezioro, aktualnie zasnute mgłą. Niczego nie spodziewających się shinigami doszedł stłumiony wiatrem głos, najprawdopodobniej wołający nazwę jakiegoś ataku. U stóp Ichigo wbiły się zielono niebieskie kolce.
- Kimkolwiek jesteś, wyjdź! - Zawołał głosem nie znoszącym sprzeciwu zaatakowany.
- Kim że jesteś, aby mi rozkazywać? - usłyszał w odpowiedzi z koron drzew.
- Ichigo Kurosaki, Rycerz Raka! - Rudy zawołał butnie.
- Tutaj słowa nie wiele znaczą. Udowodnij! - Złośliwy dziewczęcy głosik dalej z niego szydził, co chwila z innego miejsca.
- Rozezu no Akuma! - jedna celna róża Karin wystarczyła by strącić złośliwą osóbkę z drzewa.
Pod nogi towarzystwa z Seireitei spadła dziewczyna rycerz. Dziewczyna, gdyż one muszą nosić maski. Owa złośnica miała około metra siedemdziesiąt wzrostu i długie włosy koloru kasztanowego. Miała na sobie czerwoną zbroję z zielonymi wzorami której ochrona głowy przypominała rozdziawiony pysk węża.
- Kim jesteś i dlaczego nas zaatakowałaś? - Swoim lodowatym tonem Toshiro przerwał milczenie.
- Vipera, Brązowa Rycerz Węża. Kim wy jesteście, i przede wszystkim kim ONA jest (wskazała na Karin) jestem najszybsza wśród srebrnych rycerzy i jeszcze nikt mnie nie trafił w ruchu. - Przedstawiła się zdegustowana dziewczyna.
- Jestem Karin Kurosaki, porucznik dziesiątej dywizji w Sereitei i Złota Rycerz Ryb. - czarnowłosa przedstawiła się o głowę wyższej dziewczynie bardzo sztywno i formalnie.
- Jak już mówiłam temu rudemu, słowa tu wiele nie pomogą, udowodnijcie. Zaatakowałam was, bo to mój obowiązek jako strażniczki. - odgryzła się szatynka.
- Ja ci nic nie udowodnię, gdyż moja zbroja jest poważnie uszkodzona. - Karin kontynuowała sprzeczkę.
Zdenerwowany zachowaniem strażniczki Ichigo wezwał swoją zbroję.
- Siostra weź przystopuj! Takie zachowanie uwłacza tobie jako porucznikowi i złotemu rycerzowi. - sarknął zastępczy, modląc się o to by nie było koniecznym sięganie po rozwiązania siłowe.
- Dobra z tym złotym rycerzem nie oszukiwałeś. Jednak dalej nie wiem co to za jedni? - Vipera dała za wygraną i zapytała o całą resztę wskazując rękom na pozostałych bogów śmierci.
- Oni? Przedstawię ci tylko najważniejszych, reszta to shinigami którzy zostali wybrani do programu treningowego który dla Seireitei i Sanktuarium opracowali Baran Kiki i Wodnik Hyoga. - rozpoczął przedstawianie Ichigo. - Moją siostrę już znasz, dałyście razem piękny pokaz. Ten białowłosy i chłodny w obyciu to Toshiro Hitsugaya, Kapitan dziesiątej dywizji i szef służb dyplomatycznych, a od niedawna także Rycerz Kryształu. Obok mnie stoi porucznik trzynastego oddziału i moja żona, Rukia Kurosaki Rycerz Łabędzia. Tamci w białych płaszczach to Kapitanowie Kuchiki i Kyoraku, mają w Palaestrze poszukać osób nadających się na szkolenie w Shino - Rudzielec pokazywał przedstawianych, a ci którzy mieli zbroje zakładali je. Gdy mówił o Rukii szatynka nie mogła uwierzyć własnym oczom jak dla niej Fioletowo-oka wyglądała jak dziecko.
- Mówisz ze ona ma uszkodzoną zbroje i dlatego jej nie założy? Żaden problem Mistrz Kiki właśnie wizytuje naszą akademię która jest na tamtej wyspie – Do tej pory złośliwa strażniczka rozwiała mgły na jeziorze. - Jeśli jednak on nie potwierdzi waszej wersji będziemy mieli piękny pokaz Wojny Tysiąca Dni.
Znaczące spojrzenie Edena, który wyłonił się z tłumu sprawiło że „Żmii” odechciało się już psot do końca tygodnia. Robiąc kwaśną minę pokazała delegatom drogę ku kładce prowadzącej do akademii na wyspie, tam przekazała ich swojej siostrze - Brązowej Rycerz Feniksa, Eleonorze. W odróżnieniu od siostry, druga z szatynek była ciepła i uprzejma, mimo to była stanowcza i w razie potrzeby niebezpieczna.
Akademia Rycerzy mieści się w wielkiej warowni na środku jeziora, dyrektorem jest zawsze któryś złoty rycerz. Nim wyruszyli w dalszą drogę poczekali kilka dni by Kiki mógł naprawić zbroję Ryb.


***********CDN**************

sobota, 3 października 2015

ROZDZIAŁ XXII - Wesele! (18+)

W tym rozdziale jest fragment przeznaczony tylko dla czytelników pełnoletnich, został odznaczony kolorem czerwonym. Nie przyjmuję zażaleń za zrytą psychikę gdyż ostrzegałem.
*********************************************************************************
Nadszedł w końcu ten wielki dzień. Całe dowództwo Gotei i wszyscy przyjaciele młodej pary byli już na miejscu. Uroczystość odbywała się w miejscowej świątyni shinto. Aby jednocześnie były zawarte małżeństwa w Seireitei i w świecie żywych, Yama-jii powiedział że jest shintoistycznym duchownym i udzielał ślubu młodym razem z urzędnikiem stanu cywilnego.
- Czy ty Ichigo Kurosaki, w pełni świadomy swego czynu, chcesz pojąć za żonę Rukię Kuchiki? - pytał się urzędnik.
- Tak, chcę! - bez chwili namysłu i wahania odparł zapytany.
- Czy ….? - urzędnik zapytał w woli formalności jeszcze Rukię. Po usłyszeniu twierdzącej odpowiedzi, głos zabrał Yamamoto dając do powtórzenia tradycyjne słowa przysięgi.
*************************na sali weselnej**************************
Na weselu Kurosakich wszyscy bawili się świetnie, no prawie. Tylko Abarai który nie potrafił przełknąć wiadomości o tym że jego przyjaciółka z dzieciństwa się zaręczyła, a co dopiero faktu że jakąś godzinę temu zmieniła nazwisko na Kurosaki. Siedział on sam w kącie z dala od bawiących się i topił swój ból i rozpacz w kolejnych porcjach sake, a nie żałował sobie. Gdy tak sobie siedział, cichcem dosiedli się do niego Ikkaku i Iba.
- No co jest stary, dalej smętnie zawodzisz po tym jak bezpowrotnie zostałeś odrzucony? - dociął Madarame
- Nie przejmuj się Renji, tego kwiatu na pół światu. - wygłaszał swoje mądrości porucznik siódemki – Może ta Shirogane, z twojego oddziału. Jest bardzo sympatyczna. - podpuszczał przyjaciela.
- Ohh! Zamknijcie się z takimi radami! - nieumiejętnie odciął się czerwonowłosy po czym pociągnął solidny łyk alkoholu.
- Jak już pijesz, to chociaż dla zachowania fasonu nie pij sam! Polej nam też! - upomnieli się „doradcy od siedmiu boleści”.
Po którejś kolejce, Abarai zaczął się wyjątkowo żałośnie rozczulać nad sobą.
- Co takiego ma ten ryży wymoczek, czego ja nie mam? Znaliśmy się od małego, nie jedno razem przeszliśmy. Jednak gdy przyszło co, do czego to wybrała jego. Dlaczego? - porucznik szóstki beczał w obrus stolika przy którym siedział. Teraz już niczym się nie przejmował, pił prosto z karafki.
- Słuchaj brachu. Kuchiki taicho zgodził się na ten ślub, bo on jest synem głowy klanu Shiba. Tu mógł pozwolić na dojście do głosu uczuć Rukii, żeby pozwolić na ślub z tobą musiałbyś być kapitanem. - Racjonalne podejście Iby dopełniło czary goryczy, teraz brakowało tylko iskry na beczce prochu.
- Co takiego on ma czego ty nie masz? Ichigo jest odważniejszy niż nasza trójka do kupy. Nie będę ci wyliczał oczywistych rzeczy, ale najważniejszym było to że nie zająknął się ani przed Kapitanem, ani przed Rukią gdy prosił o jej rękę. Ja bym wolał pojedynek na śmierć i życie z tym Arrancarem który pokiereszował porucznik Kurosaki, niż się komuś oświadczać. - Madarame doprowadził do wybuchu złości nagromadzonej od dawna w czerwonowłosym.
Orkiestra akurat grała wolny, romantyczny kawałek. Nowo poślubieni państwo Kurosaki dając przykład gościom wyszli na parkiet. Gdy utwór dobiegał końca, do nowożeńców podszedł Renji, i zapytał czy może zatańczyć z Rukią, odpowiedź prawie natychmiast otrzymał od Ichigo:
- Będziesz miał swoją kolej, ale na razie ubiegli cię Byakuya, Toshiro i, teraz możesz się śmiać: nawet moje siostry
- Od kiedy ty możesz do kapitanów na „ty”, się zwracać? - zdziwił się porucznik szóstego
- Jeśli idzie o twojego Kapitana, to od czasu zaręczyn pozwolił mi w prywatnych sprawach przejść na „ty”, a przy ludziach zażyczył sobie żebym zwracał się do niego per „Bracie”. Kapitanowi Hitsugayi przestało przeszkadzać że nie używam co do niego form grzecznościowych gdy zaczął oficjalnie chodzić z Karin. - wypowiedź pomarańczowo-włosego, wprawiła Abaraia w jeszcze większe osłupienie.
- No stary, z jednej strony ci gratuluję, a z drugiej już mi cię szkoda. - powiedział porucznik szóstki, ciągnąc pana młodego na bok, gdy o swój taniec upomniał się kapitan Hitsugaya.
- Czego byś mi nie gratulował i tak dziękuje, ale z łaski swojej powiedz mi czego tak właściwie jest ci szkoda? - odpowiedział pomarańczowo-włosy, drapiąc się w głowę.
- Wiesz brachu, gdy jeszcze jako smarkacze, mieszkaliśmy z naszą paczką w Inuzuri, Rukia matkowała nam wszystkim, najmłodszym to najbardziej. Stąd oraz kilku innych wiarygodnych źródeł wiem, że ona strasznie lubi dzieci, gwarantuje ci że na jednym nie przestanie. - Renji mówił to Kurosaki'emu z przesadną troską w głosie
- Czemu mi to mówisz? Czyżbyś nie wierzył we mnie? - Charakterystyczna żyłka na czole zastępczego, niczym lampka ostrzegawcza informowała, że czerwonowłosy powoli dopina swego.
- Źle mnie zrozumiałeś! - porucznik zaczął podpuszczać rozmówcę – Braku odwagi ci nie zarzucę, bo to co do tej pory zrobiłeś wymaga jej i to sporo, a same oświadczyny z tego wszystkiego to wymagały jej chyba najwięcej. Muszę ci jednak przypomnieć że w obecności dziewczyny, a nawet częściowo nagiej to już chyba szczególnie, tracisz rozum i zapominasz języka w gębie. - złośliwa uwaga trafiła w cel
- Nie wiem o czym mówisz. - cały czerwony na twarzy Ichigo leciał w zaparte
- Renji, chciałeś chyba tańczyć z Rukią? - Byakuya podszedł do stojących pod ścianą szwagra i podwładnego po czym jeszcze raz zwrócił się do swojego porucznika – Mam nadzieję, że to wiesz: przyprawiać pana młodego o zakłopotanie na jego własnym weselu to co najmniej nie uchodzi.

******************** Z perspektywy Edena *************************


Siedziałem rozmawiając z ojcem Ichiga gdy nagle podeszła do nas Karin.
- Hej, o czym tak gadacie? - zapytała
- O naszych gołąbkach. Ciekawi mnie gdzie ich wywieje po weselu, najpierw na miesiąc miodowy, a potem na stałe? - odpowiedział Ishin
- Skoro pytasz o miesiąc miodowy to, Byakuya na prezent ślubny kupił im wille na Santorini. A co potem? General coś mówił o stałej delegacji do Sanktuarium, ale o tym to już ci chyba wspominaliśmy? - złośliwość tej małej paskudy nie znała granic, przez co Kurosaki Senior odszedł z płaczem.
- Na co tak zawzięcie patrzysz? - spytałem
- Na tego pajaca, Renjiego. Przez to jak nieudolnie tańczy z moją bratową, aż mnie nogi bolą mimo że mi ich nikt nie podeptał. - Odpowiedziała, przy czym przeszedł ją dreszcz.
- No widzę. Pierwszorzędny łamaga. - przyznałem jej racje
- Co to ma być? Tango demolka czy zbójecki z ciupagami( w tym momencie Abarai robiąc wymach uderzył Ishidę w twarz). - Ironia i umiejętność celnego docinania to sztuka. Karin jednak jest ligą sama dla siebie.
- Na razie chce mi się śmiać, z jego nieudolności, jak tak dalej pójdzie to zacznę płakać nad losem jego partnerek do tańca. A potem to już sam nie wiem. - załamałem nad nim ręce.
Gdy ubolewałem nad losem partnerek do tańca porucznika szóstki podszedł do nas Madarame i zapytał: Nad czym tak biadolicie?
- Spójrz na Abaraia, a dopiero potem zadawaj durne pytania. - Karin mi kiedyś mówiła że inteligentne aluzje na niego nie działają. Nie sądziłem że aż do takiego stopnia.
Łysy spojrzał, przetarł oczy ze zdziwienia, po czym wybuchnął śmiechem.
- Można wiedzieć z czego rżysz? - spytałem gdy mu już trochę przeszło
- Wiedziałem że Renji zwinnością to wykazuje się tylko mając Zabimaru w ręku, ale nie sądziłem że z niego aż taki kaleka. – Ikkaku wypluł z siebie śmiejąc się między poszczególnymi słowami.
<<< Auuuu! Renji, deklu, patrz gdzie platfusy stawiasz!>>> dał się słyszeć wrzask panny młodej po wyjątkowo bolesnym zdeptaniu jej stóp przy tańcu.
- Idę go powstrzymać. Jeszcze chwila i Rukia spędzi miesiąc miodowy w gipsie. - powiedziałem swoim rozmówcom i ruszyłem w stronę tańczących
- Jak myślisz, załatwi to politycznie czy po wojskowemu? - Karin spytała Madarame
- Nie wiem ale za jakieś dziesięć sekund się przekonamy. Chociaż obstawiałbym po wojskowemu. - Ikkaku odpowiedział
<<< Tonitrui Saltare>>> gdy ostrzeżenia słowne nie podziałały w ruch poszły gromy.
- Potraktuj to jako ostrzeżenie. Poza tym, odbijany! - Wyszczerzyłem się do Abaraia


*******************Koniec perspektywy Edena******************

W pewnym momencie czerwonowłosy nachlany jeszcze bardziej niż do tej pory (o ile to możliwe), dobrał się do jakiegoś mikrofonu, chciał złożyć jakieś niewybredne życzenia. Zanim zdążył sklecić pierwsze zdanie, lub zacząć coś mówić po sali przeszło echem: Chire! Senbonzakura! Robisz mi wstyd Renji. Swojego zachowania na weselu mojej siostry będziesz żałował do końca swoich dni. - Kuchiki darł się po swoim podwładnym serwując mu lanie swoim shikai, Abarai oczywiście próbował ucieczki zważywszy jednak na jego stan wychodziło mu to kiepsko.
Po kilku godzinach dobrej zabawy przyszła pora na łapanie krawatu i bukietu. Najpierw rzucała Rukia, do łapania ustawiły się wszystkie znajome dziewczyny, ale najbardziej z tłumu wyróżniały się Karin i Orihime
- Rzucasz na trzy! - zarządził kapelusznik którego wrobiono w bycie wodzirejem
...1!....2!.....3! - wszyscy głośno liczyli – rzuciła!
- Yyyaaaay! Mam! - ekscytowała się Shirogane!
- Teraz ty Ichigo! - Zawołała Shihoin
….1!....2!....3! - powtórzyło się liczenie – rzucił!
Krawat wylądował bezpośrednio na sponiewieranym obliczu czerwonowłosego
- Co! Ja! Żarty se ze mnie robicie! - porucznik szóstki był bardziej zdumiony niż cała reszta
Siedzący aktualnie koło generała Byakuya podsunął mu pomysł jak ukarać pijaka i dać swojej siostrze okazję do zemsty.
Jako że wszyscy wiedzieli że Ichigo jest shinigami nikt nie zdziwił się słowami Yamamoto:
- Jako głównodowodzący Seireitei ogłaszam że od tej chwili będziemy dążyć do likwidacji osób stanu wolnego w szeregach Gotei 13, przez aranżację małżeństw. Zgodnie z tym, ogłaszam zaręczyny Renjiego Abaraia i Mihane Shirogane.
Chwilę po zakończeniu wypowiedzi generała wszyscy zaczęli gratulować zaręczonym.


W całym zamieszaniu nikt nie zauważył że nowożeńcy ulotnili się z przyjęcia by cieszyć się sobą.


******************Willa Kirosakich; Santorini**********************


Promień złotego światła opadł przed okazałą willą na Santorini. Gdy tylko blask opadł wyszli z niego Ichigo i Rukia, dalej w strojach weselnych. Pomarańczowowłosy wyjął z kieszeni marynarki klucze do ich nowego gniazdka, otwarł drzwi i zgodnie z tradycja przeniósł ukochaną przez próg. Po zamknięciu drzwi skierował swe kroki prosto do olbrzymiej sypialni, której połowę powierzchni zajmowało wykonane na specjalne zamówienie łoże. Gdyby Rukia miała opisać dwoma słowami pomieszczenie w którego zaprojektowanie jej brat włożył najwięcej wysiłku, były by to na pewno : przepych i przesada.
- No skarbie, braciszek się postarał. - powiedział Ichigo po chwili podziwiania.
Rozglądając się dalej zauważyli koło szafy drzwi prowadzące do łazienki, w której znajdowało się olbrzymie jacuzzi w kształcie serca, wyrzeźbione w bloku różowego marmuru. Widząc je Rukia podeszła do swojego męża, zalotnie się kołysząc i powiedziała: - Po tej całej imprezie weselnej mam ochotę się zrelaksować, nie sięgam do zamka sukni rozepnij mi go.
Ichigo jako że jest wielkim nieśmiałkiem w relacjach damsko-męskich zrobił się czerwony jak buraczek (to że spali już ze sobą w jednym łóżku nie oznacza, że do czegoś doszło), ale oczywiście pomógł z niewdzięcznym ustrojstwem. Po otrzymaniu pomocy od męża, Rukia udała się w stronę drzwi na co usłyszała:
- A ty gdzie się wybierasz?
- Szkoda sukni, zdejmę ją w sypialni i zaraz dołączę. Uruchom tę wannę. - Odpowiedziała na wyrzut męża, po czym dopowiedziała z szelmowskim uśmiechem – Nie pożałujesz. - zakończyła posyłając mu buziaka.
Oniemiały Ichigo jeszcze chwilę wpatrywał się w drzwi za którymi zniknęła jego ukochana, po czym przystąpił do przygotowań. 
Po kilkunastu minutach gdy wanna była już pełna do pomieszczenia weszła czarnowłosa w bardzo wyrafinowanej (kuszącej) bieliźnie. Kurosaki widząc swoją żonę w takim wydaniu zrobił się szkarłatny z wrażenia, od czubków palców u stóp aż po cebulki włosów. W tym momencie odezwała się jego podświadomość: <Czym się stresujesz, cepie? TO TWOJA ŻONA! Odrobiny śmiałości!>. Gdy tylko ustąpiło pierwsze wrażenie, chłopak powoli podszedł do Rukii i powoli zaczął obdarzać ją pocałunkami. Najpierw delikatnymi i czułymi w policzki, nos lub czoło, następnie pocałował ją w usta, zachłannie i łapczywie, wkładał w ten pocałunek tyle pasji ze aż koli w oczy. Całując swoją żonę Ichigo w międzyczasie próbował pozbawić ją stanika, jako że była to jego pierwsza próba tego czynu, wychodziło mu to nader niezgrabnie. Gdy nie znalazł zapięcia na plecach sprawdzał inne prawdopodobne lokalizacje. Zapięciem okazało się kilka tasiemek pomiędzy piersiami. Wraz ze zniknięciem fragmentu ubioru, który Kurosaki znienawidził od „pierwszego rozplątywania”, poczynania chłopaka stawały się coraz śmielsze i wyraźniej zmierzające do wypełniania małżeńskich powinności. Schodził z pocałunkami co raz niżej, naznaczył szyję małżonki małymi, acz widocznymi malinkami. Nieduże piersi, idealnie pasujące w jego dłoń, wręcz same prosiły się o pieszczoty, przykuwając tym samym uwagę na naprawdę długo. Ugniatał, podszczypywał, całował – nie żałował malinek, drażnił idealnie różowe sutki zębami. Dopiero gdy przypomniał sobie że główna atrakcja wieczoru czeka na niego niżej, Ichigo znowu zaczął podążać w dół. Zataczał językiem mokre kręgi po brzuchu ukochanej. Rukia, dla której również był to pierwszy raz myślała że to ona będzie drażnić męża, który jak do tej pory był bardzo nieśmiały lecz wtedy uświadomiła sobie – Hichigo! To ta bezczelna bestia podkręciła mu obroty! - mimo to nie przeszkadzało jej to, gdyż dzięki temu jej noc poślubna zapowiadała się na niezapomnianą. Pomarańczowowłosy zatrzymał się ze swoimi pieszczotami na linii wyznaczonej przez majtki. Podniósł głowę i spojrzał w wilgotne, lekko już zamglone oczy Rukii po czym uśmiechnął się łobuzersko. On nie prosił o pozwolenie, lecz oznajmiał! Chwycił zębami za brzeg koronkowej bielizny i powolnymi, wręcz drażniącymi ruchami ściągał je z właścicielki. Gdy były już ściągnięte do wysokości kolan, spojrzał znowu w twarz żony i ujrzał kolor tak czerwony przy którym Diabelskie róże,(specjalność Karin), były prawie bezbarwne. Gdy fioletowo-oka była już kompletnie naga, zdarł z siebie bieliznę do której rozebrał się przygotowując jacuzzi, co spowodowało tylko pogłębienie koloru buraczanego na twarzy dziewczyny, wziął ją na ręce i bezceremonialnie wpakował się do wanny, by tam kontynuować pieszczoty. W wannie Ichigo wrócił do całowania, jedną rękę podłożył żonie pod plecy i chwycił pierś, drugą włożył między nogi i delikatnie masował jej łechtaczkę. Takie działania na wielu płaszczyznach serwowane od dłuższego czasu spowodowały że Rukia nie mogła już dłużej myśleć do końca trzeźwo, komunikaty o tym jak jej dobrze spływały ze wszystkich stron. Zanurkował, rozwarł jej nogi i przywarł ustami, lizał i wwiercał się językiem w jej pochwę. Czynność tą przerywał tylko po to by nabrać powietrza, liżąc i ugniatając między palcami łechtaczkę, doprowadził żonę do spełnienia. Doznanie było tak silne że straciła przytomność.
Rukia odzyskała przytomność po akcji w wannie już na łożu, koło niej siedział Ichigo czule ją głaszcząc. Spojrzała na niego, zmierzyła wzrokiem, gdy zobaczyła instrument męża (teraz już w pełnej krasie, i gotowym do dzieła) głośno przełknęła ślinę z wyraźnym strachem wymalowanym na twarzy, w jej podświadomości świeciła wielka czerwona lampka. Złośliwy głosik w jej głowie mówił: Jego zanpakuto jest wielkie, ale tego to już ustawa nie obejmuje! Usiadła. Sprowadziła pomarańczowo-włosego do pozycji horyzontalnej, po czym siadła okrakiem na jego brzuchu, z pietyzmem i namaszczeniem jeździła palcami po jego poznaczonym bliznami torsie. Pochyliła się, wtulając w niego. Zaczęła całować by przełamać swoją niepewność i nieporadność. Odpowiedział jej z równą jeśli nie większą pasją. Z hollowem szepczącym do ucha rady na temat zaspokajania kobiet, Kurosaki był o wiele bardziej śmiały niż zwykle. Gdy oderwali się od siebie by zaczerpnąć powietrza między seriami pocałunków stwierdził że wróci do tego co sprawiło Rukii największą przyjemność zanim odpłynęła. Wpatrywał się łapczywie w żonę, delikatnie rozchylając jej nogi. Ułożył głowę między jej udami, rozwarł wejście do pochwy i począł pieścić. Co prawda na jego twarzy było widać rumieniec z zawstydzenia, ale kogo to obchodziło, najważniejsze było w tym momencie zadowolenie dziewczyny. Lizał, zagłębiał język, drażnił palcami, szczypał i podgryzał a ekscytacja Rukii powodowała że tylko zwiększał wysiłki. Gdy rozgrzewka zaczęła już się nudzić Rukia wyjęczała:
- I..ichi n..nie d.dr...dręcz, chce ciebie!
Ichigo miał już sięgać do szafki po prezerwatywy, gdy drobna ręka dziewczyny go powstrzymała. Wyraz jej twarzy mówił tylko jedno: Zapomnij!
W odpowiedzi usłyszała: - Kochanie, jesteś pewna? - dziewczyna nieśmiało na to skinęła głowa.
Gdy już miał zagłębiać się w żonie, wyszeptała mu do ucha mocno stłumionym głosem: -Bądź delikatny. - po czym wcisnęła twarz w jego bark, by stłumić spodziewany krzyk bólu.
Wchodził w swoje 160cm szczęścia bardzo powoli, nie chciał sprawiać jej niepotrzebnego cierpienia. Gdy się przebił, poczuł wbijające się w jego plecy paznokcie dziewczyny oraz jej zęby na swoim barku, całości dopełnił fakt ściekającej krwi – świadectwa dotychczasowej niewinności czarnowłosej. Zaprzestał ruchu – czekał aż przestanie boleć, gładził Rukię po plecach gdy ona pochlipywała w jego ramie. Po chwili która była potrzebna na ochłoniecie otrzymał znak, pozwalający mu kontynuować. Poruszał się powoli i ostrożnie, przyspieszał gdy był absolutnie pewny reakcji ukochanej, w ten sposób namiętnie i czule dogadzał Rukii przez około godzinę. Spełnienie osiągnęli razem, dochodząc Ichigo zostawił w swojej żonie naprawdę sporo nasienia. Wyczerpani usnęli w swoich ramionach.
Takie akcje, tyle że coraz bardziej śmiałe a na pewno dłuższe, stały się co wieczornym zwyczajem Kurosakich. Po około tygodniu od ślubu Ichigo zostawił Rukii jeszcze nie widoczny owoc swojej miłości, za około pół roku Kapitan Unohana powie, że będą to bliźniaki dwujajowe: chłopiec i dziewczynka.





C.D.N