Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dedykacja.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dedykacja.. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 listopada 2015

ROZDZIAŁ XXV - Witamy w sanktuarium

Rozdział dedykowany zespołowi Córek Merlina - Viperze i Eleonorze które występują jako Rycerz węża Vipera i uczennica Lwa Ikkiego : rycerz feniksa Eleonora.
*************************************************


Minął już miesiąc od wesela Kurosakich. Nad Santorini wstawał właśnie ranek, gdy do drzwi domu młodego małżeństwa zapukała dość spora grupka ludzi. Zniesmaczony tak wczesną pobudką Ichigo zszedł zobaczyć „kogo diabli nadali'.
- Ichigo, aleś się urządził. Gadaj gdzie jest moja bratowa. - Karin bezceremonialnie wparowała do domu brata.
- Tak siostrzyczko, naprawdę miło cię widzieć. Co was sprowadza w nasze progi o tak nieludzkiej porze? - zironizował pomarańczowo-włosy
- Za jakąś godzinę ma tu być Eden. Umówiliśmy się że poprowadzi nas z tond. Najpierw odprowadzimy shinigami którzy mają odbyć trening do akademii w Palaestrze, potem z tam tond już do Sanktuarium. - Wyjaśnił Toshiro który jako przewodniczący służb dyplomatycznych musiał tu być.
- Czujcie się jak u siebie. Ja idę obudzić Rukię i jak się ogarniemy to zejdziemy. - oznajmił starszy Kurosaki idąc w stronę schodów.


********************** Następnego dnia **********************


Szli przez gęsty las w górach Peloponezu, shinigami mający odbyć trening w Palaestrze byli bardzo niezadowoleni. Fakt że nie znali dokładnej lokalizacji uniemożliwiał skorzystanie z senkaimonu. Zniecierpliwieni zaczynali marudzić:
- Kapitanie, jak daleko jeszcze do tej całej Palaestry? - pytał już po raz któryś niższy oficer z piątki. Od odpowiedzi Hitsugayę uratował Eden, gdy stanął na szczycie wzgórza oznajmił:
- Za tamtą górą – wskazując na drugą stronę kotliny przed nimi. Odpowiedział mu przeciągły jęk
Droga wlokła się niemiłosiernie, a ciężki teren potęgował zmęczenie piechurów. Gdy przeszli wskazane wzniesienie, ich oczom ukazała się dolina porośnięta lasem i gajem oliwnym, a między drzewami widniały ruiny budowli które prawdopodobnie pamiętały erę mitów. Pośrodku doliny było wielkie jezioro, aktualnie zasnute mgłą. Niczego nie spodziewających się shinigami doszedł stłumiony wiatrem głos, najprawdopodobniej wołający nazwę jakiegoś ataku. U stóp Ichigo wbiły się zielono niebieskie kolce.
- Kimkolwiek jesteś, wyjdź! - Zawołał głosem nie znoszącym sprzeciwu zaatakowany.
- Kim że jesteś, aby mi rozkazywać? - usłyszał w odpowiedzi z koron drzew.
- Ichigo Kurosaki, Rycerz Raka! - Rudy zawołał butnie.
- Tutaj słowa nie wiele znaczą. Udowodnij! - Złośliwy dziewczęcy głosik dalej z niego szydził, co chwila z innego miejsca.
- Rozezu no Akuma! - jedna celna róża Karin wystarczyła by strącić złośliwą osóbkę z drzewa.
Pod nogi towarzystwa z Seireitei spadła dziewczyna rycerz. Dziewczyna, gdyż one muszą nosić maski. Owa złośnica miała około metra siedemdziesiąt wzrostu i długie włosy koloru kasztanowego. Miała na sobie czerwoną zbroję z zielonymi wzorami której ochrona głowy przypominała rozdziawiony pysk węża.
- Kim jesteś i dlaczego nas zaatakowałaś? - Swoim lodowatym tonem Toshiro przerwał milczenie.
- Vipera, Brązowa Rycerz Węża. Kim wy jesteście, i przede wszystkim kim ONA jest (wskazała na Karin) jestem najszybsza wśród srebrnych rycerzy i jeszcze nikt mnie nie trafił w ruchu. - Przedstawiła się zdegustowana dziewczyna.
- Jestem Karin Kurosaki, porucznik dziesiątej dywizji w Sereitei i Złota Rycerz Ryb. - czarnowłosa przedstawiła się o głowę wyższej dziewczynie bardzo sztywno i formalnie.
- Jak już mówiłam temu rudemu, słowa tu wiele nie pomogą, udowodnijcie. Zaatakowałam was, bo to mój obowiązek jako strażniczki. - odgryzła się szatynka.
- Ja ci nic nie udowodnię, gdyż moja zbroja jest poważnie uszkodzona. - Karin kontynuowała sprzeczkę.
Zdenerwowany zachowaniem strażniczki Ichigo wezwał swoją zbroję.
- Siostra weź przystopuj! Takie zachowanie uwłacza tobie jako porucznikowi i złotemu rycerzowi. - sarknął zastępczy, modląc się o to by nie było koniecznym sięganie po rozwiązania siłowe.
- Dobra z tym złotym rycerzem nie oszukiwałeś. Jednak dalej nie wiem co to za jedni? - Vipera dała za wygraną i zapytała o całą resztę wskazując rękom na pozostałych bogów śmierci.
- Oni? Przedstawię ci tylko najważniejszych, reszta to shinigami którzy zostali wybrani do programu treningowego który dla Seireitei i Sanktuarium opracowali Baran Kiki i Wodnik Hyoga. - rozpoczął przedstawianie Ichigo. - Moją siostrę już znasz, dałyście razem piękny pokaz. Ten białowłosy i chłodny w obyciu to Toshiro Hitsugaya, Kapitan dziesiątej dywizji i szef służb dyplomatycznych, a od niedawna także Rycerz Kryształu. Obok mnie stoi porucznik trzynastego oddziału i moja żona, Rukia Kurosaki Rycerz Łabędzia. Tamci w białych płaszczach to Kapitanowie Kuchiki i Kyoraku, mają w Palaestrze poszukać osób nadających się na szkolenie w Shino - Rudzielec pokazywał przedstawianych, a ci którzy mieli zbroje zakładali je. Gdy mówił o Rukii szatynka nie mogła uwierzyć własnym oczom jak dla niej Fioletowo-oka wyglądała jak dziecko.
- Mówisz ze ona ma uszkodzoną zbroje i dlatego jej nie założy? Żaden problem Mistrz Kiki właśnie wizytuje naszą akademię która jest na tamtej wyspie – Do tej pory złośliwa strażniczka rozwiała mgły na jeziorze. - Jeśli jednak on nie potwierdzi waszej wersji będziemy mieli piękny pokaz Wojny Tysiąca Dni.
Znaczące spojrzenie Edena, który wyłonił się z tłumu sprawiło że „Żmii” odechciało się już psot do końca tygodnia. Robiąc kwaśną minę pokazała delegatom drogę ku kładce prowadzącej do akademii na wyspie, tam przekazała ich swojej siostrze - Brązowej Rycerz Feniksa, Eleonorze. W odróżnieniu od siostry, druga z szatynek była ciepła i uprzejma, mimo to była stanowcza i w razie potrzeby niebezpieczna.
Akademia Rycerzy mieści się w wielkiej warowni na środku jeziora, dyrektorem jest zawsze któryś złoty rycerz. Nim wyruszyli w dalszą drogę poczekali kilka dni by Kiki mógł naprawić zbroję Ryb.


***********CDN**************

wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział XVIII

Na porannym zebraniu kapitańskim Hitsugaya oraz Wodnik przedstawili problem z niejakimi „Mścicielami”, zdenerwowanie, mimo że skrzętnie ukrywane pod maską obojętności, było doskonale wyczuwalne przez gwałtowne zawirowania energii duchowej. Niby jedna emocja, lecz u każdego wynikała z innych powodów:
Złość – Soi-Fon była zła na swoje służby wywiadowcze, że to nie oni wykryli problem
Smutek – Unohana czuła smutek ze względu na nadchodzące cierpienie
Radość? - nie kto inny tylko Kenpachi był podenerwowany z radości na nadchodzące potyczki.
Takich przykładów można by wymieniać jeszcze więcej.
- Co za rozwiązanie tej niepokojącej sytuacji proponujecie? - zapytał generał.
- Skoro wróg łączy możliwości zarówno naszego wroga jak i dotychczasowych wrogów Sanktuarium, to i my powinniśmy wytrenować więcej takich osób jak rodzeństwo Kurosaki lub porucznik Kuchiki – rzucił luźno Kyoraku.
- Z tego, co pamiętam, to będzie to co najmniej ciężkie - wtrącił Hirako. – Hyoga, popraw mnie, jeśli się mylę, ale Sanktuarium w całości dysponuje tylko trochę ponad osiemdziesięcioma świętymi zbrojami?
- Dokładnie to 88 - odpowiedział Rycerz.
- To już nie będzie problemem. Dzięki próbkom ze zbroi Kurosakiego i Kapitana Hitsugayi opracowałem Shihakusho o takich samych właściwościach jak te zbroje - chełpił się Kurotsuchi.
- Mayuri, przybliż nam tę koncepcję. - Nakazał generał.
- Odkryłem, jak z reishi wytwarzać te magiczne metale - wskazał na zbroje obecnych. - Po kilku eksperymentach mogę wytwarzać nasze mundury, które będą reagować na cosmo nawet najmniejszej, pojedynczej gwiazdy. Innymi słowy każdy, kto wykazuje chociaż najmniejszą wrażliwość na tę energię, będzie mógł mieć swoją namiastkę świętej zbroi. Wystarczy, że będę wiedział, ilu shinigami wykazuje zdolności i po sprawie. - Kapitan dwunastki odpowiedział od niechcenia, po cichu licząc na kilku królików doświadczalnych.
- Kapitanie Kurotsuchi, w takim razie mogę panu już trochę okroić listę potencjalnych kandydatów - wtrącił Toshiro.
- Każda informacja to dobra informacja, potem to tylko kwestia jak dobra - sarknął Kurotsuchi.
- Wrażliwość na cosmo dla Shinigami jest dostępna tylko dla tych, którzy mają moc na poziomie porucznika lub wyższym, o ile nie zna swojego shikai, jeśli je zna, moc jest wtedy już tylko kryterium do rodzaju zbroi. Przykładowo protegowana Kapitana Kuchiki wczoraj okazała się godna srebrnej zbroi - sucho zreferował Wodnik.
Byakuya może i nie dał tego po sobie poznać, ale w środku czuł się niczym dumny ojciec. Zadziorny błysk w oku z pozoru wypranego z emocji kapitana nie uszedł uwadze spostrzegawczej porucznik Kurosaki.
- Tak więc ustalone. Kapitanie Hitsugaya, proszę o sporządzenie listy według tego kryterium dla Kapitana Kurotsuchiego - zakończył zebranie Yamamoto.
Aby ułatwić tworzenie listy, kapitanowie wszystkich oddziałów wraz z rycerzami ustalili jedno zebranie treningowe, w wyniku którego Oddział dwunasty został zasypany robotą po dach.

Corrie i Karin codziennie ostro ćwiczyły. Po trzecim dniu treningów z Kurosaki Corrie zaczęła sądzić, że pojedynki z Ikkaku były spacerkiem po ogrodach Kapitana Ukitake, lecz jej upór sprawiał, że przyjmowała wszystko z fasonem. Wspólny trening miał daleko idące skutki dla obydwu dziewczyn, Karin „zaraziła się” perfekcjonizmem Shiroyamy oraz zaczęła przykładać więcej uwagi do komunikacji z duchem miecza. Corrie natomiast bardzo szybko odzyskała pogodę ducha i dawną energię, pomimo tego, że teraz to ona była „tą słabszą”.
Pewnego dnia na pole treningowe dziesiątki zawitało poza porucznikami kilku kozaków z jedenastki, których ominęły plotki o tym, jak to nie tak dawno panna porucznik urządziła dowódcę dwunastki. Jeszcze nawet nie było południa, a ci goście już byli pod wpływem, przez co nie widzieli różnicy między odwagą a głupotą. Gdy tylko przyszli, zaczęli kopać własne groby, nabijając się z obydwu trenujących. Renji nawet ich uprzedzał, żeby przestali, ale gdy to nie pomogło, rzucił na tyle głośno, żeby tamci słyszeli: „zrzutka na wieńce, jeszcze chwila a jej cierpliwość się skończy”. Szczęściem dla nich to Corrie prędzej puściły nerwy, dzięki czemu nie zginęli, tylko wylądowali w czułych ramionach Kapitan Unohany z zapaleniem płuc i odmrożonymi uszami - przećwiczyła na nich „Grom Jutrzenki”, którego nauczyła się od Hyogi. Po wymianie porozumiewawczych spojrzeń, Corrie odłożyła miecz i odwróciła się do cwaniaczków uniosła złączone ręce a następnie szybko je opuściła wyraźnie mówiąc nazwę techniki. Efektem było czterech błaznów mocno pokrytych lodem, z bardzo zdziwionymi minami, po których musieli przyjść sanitariusze z czwartego.
Dzięki długiemu jęzorowi Abaraia kapitan Kuchiki był na bieżąco z postępami swej podopiecznej. Po półtorej miesiąca katuszy w wykonaniu swojej przyszłej szwagierki skorzystał z możliwości wnioskowania o specjalny egzamin dla Shiroyamy, dzięki któremu mogłaby zostać wcześniej przyjęta do czynnej służby. Egzaminy składały się z części sprawdzającej poszczególne umiejętności, przeprowadzanych przed komisją, w skład której wchodzili Generał Yamamoto, patron, nauczyciel z akademii z określonej dziedziny oraz kapitan uchodzący za specjalistę w danej dziedzinie.
Egzamin #1 – walka wręcz i zwinność pod okiem Yoruichi Shihoin. Jako przeciwniczkę wyznaczono jej ku zdziwieniu wszystkich samą kapitan Soi-Fon. Jako że dziewczyna nie znała sztuczek Omnitsukido, nie zgarnęła maksymalnej liczby punktów, ale te braki nadrabiała prędkością srebrnego rycerza, co pozwoliło jej obronić liczbę punktów wystarczającą na bezstresowe zaliczenie zadania.
Egzamin #2 – Kido pod okiem Retsu Unohany. Zadanie polegało na użyciu 10 Bakudo i tylu samo Hado zadanych przez egzaminatorów po 5 z inkantacją i bez. Do zaliczenia potrzebne było 70% skuteczności.
Egzamin #3 – Zanjutsu egzaminował Kenpachi. Zadanie polegało na wytrzymaniu co najmniej 5 minut w sparingu z Madarame lub pokonaniu Ayasegawy. Corrie postanowiła zmierzyć się z Ikkaku, wynik treningu z Karin zaskoczył wszystkich, a Shiroyamę to chyba najbardziej. Dziewczyna nie znała jeszcze co prawda technik swojego Zanpakutou, ale wzmacniała jego mocą techniki rycerskie, które w przewadze były zasięgowe co bardzo denerwowało 3-go oficera jedenastki, który w swoim repertuarze miał tylko ataki bezpośrednie. Mimo że Madarame był bardzo szybki, to szybkość srebrnego rycerza zostawiała go daleko w tyle, a bardzo częste fale mrozu powodowane przez „Diamentowy pył” i „Grom jutrzenki” nie tylko jeszcze bardziej go spowalniały, a w towarzystwie ciosów sayą lub płazem miecza powodowały dodatkowo frustracje. W efekcie po kwadransie droczenia się stanęło na tym, że był wypunktowany a walkę wygrała dziewczyna.
Kadetka zaliczyła egzamin, ale miała poważny dylemat co do wyboru oddziału: Czy służyć pod kapitanem Ukitake, który był dla niej jak ojciec , czy być w jednym oddziale z nową przyjaciółką, która wyciągnęła ją z doła i wlała w nią nowe siły. Jedyne co przyszło do głowy świeżo upieczonej shinigami, to chwila samotności na wzgórzu Sokyoku. Wolała nie pokazywać się na oczy porucznikom, a zwłaszcza Matsumoto, gdyż wiedziała, że skończyłoby się to dla niej kacem, a to w podjęciu decyzji na pewno nie jest pomocne. Jedyne co mogło jej pomóc, to szczera rozmowa z Yukikaze. Pomimo, że relacje tej dwójki dalekie były od ideału, to na jedno Corrie mogła zawsze liczyć od swojej Zanpakutou – szczerość. Często w pakiecie z wylaniem kubła lodowatej wody na głowę.
Gdy dziewczyna dostała się do swojego wewnętrznego świata, zastała bardzo niecodzienny widok: Yukikaze bliska utraty przytomności… ze śmiechu leżała pod huśtawką, tym razem jednak duch nie naśmiewał się ze swojej pani. Po kilku próbach uspokojenia miecza „po dobroci”, które nie przyniosły zamierzonych rezultatów, Shiroyama wrzasnęła:
- YUKI! YUKI! USPOKÓJ SIĘ!!!
- Dzięki, ale warto było tak pocierpieć, by zobaczyć zdegustowanego Hozukimaru - odparła Zanpakutou, krztusząc się resztkami śmiechu. - Jego mina była wprost bezcenna.
- Taaa. Ty masz radochę, a ja muszę się zastanowić, do którego oddziału wstąpić - skwitowała sarkastycznie brązowowłosa.
- Polecam szósty albo dziesiąty – westchnęła Yukikaze.
- Myślałam jeszcze o oddziale kapitana Ukitake ... – przyznała dziewczyna.
- Odpada, byłby dla ciebie za łagodny. Rozpuściliby cię tam jak dziadowski bicz, a w szóstym lub dziesiątym twój charakterek się na coś przyda – wtrąciła Zanpakutou, nim jeszcze dziewczyna wypowiedziała drugą część zdania.
- W szóstym może i bym miała pole do popisu, ale kłótnie z Kuchikim mogłyby się bardzo źle skończyć – zironizowała.
Spędziła w wewnętrznym świecie jeszcze kilka godzin. Schodząc z wzgórza, natknęła się na rodzeństwo Kurosaki i Rukię, którzy zaczęli jej gratulować zdanych egzaminów oraz podstępnie ciągnąć do oddziału dziesiątego, gdzie czekali na nich wszyscy znajomi. Zanim zdążyli rozpocząć oblewanie sukcesu świeżo upieczonej shinigami, do pomieszczenia wpadł jak burza Kapitan Hitsugaya ze swoim słynnym na cale Seireitei okrzykiem: MATSUMOTO!!!
- Ale Kapitanie... - ruda zrobiła minę niewiniątka.
- Matsumoto, co tu się u diabła wyprawia? - Toshiro aż gotował się ze złości.
- My tylko chcieliśmy uczcić dzisiejszy sukces Corrie – spowiadała się porucznik.
- A racja, Shiroyama, gratuluję wcześniejszego ukończenia Akademii. Możecie chwilę po świętować. Kurosaki, Kuchiki, wy dwie tu jesteście najbardziej rozsądne, macie przypilnować, żeby ten cały rozgardiasz nie przeistoczył się w jakąś wielką katastrofę – westchnął zrezygnowany. – Wolałbym, żebyście się przenieśli na plac treningowy. Po ostatnich pijackich ekscesach przez tydzień doprowadzałem biuro do stanu używalności - uczynił znaczny wyrzut Rangiku.
Zanim zdążył się ulotnić, zatrzymała go Corrie:
- Kapitanie, poświęci mi pan chwilkę?
- O co chodzi, Shiroyama–kun, myślałem, że wolisz z nimi świętować? - zapytał Shiro.
- To sprawa którą, wolałbym załatwić póki jestem trzeźwa i bez kaca – szczerze odpowiedziała brązowowłosa.
- Dobrze, o co chodzi? - zapytał kapitan, popijając herbatę.
- Chcę dołączyć do Dziesiątki – wypaliła bez owijania w bawełnę Corrie.
- To poważna sprawa, a ja muszę sprawdzić personel, które stanowiska mam wolne. Postaraj się jutro w południe już nie cierpieć, to porozmawiamy – Hitsugaya odpowiedział zgodnie ze stanem faktycznym, aczkolwiek nie całkiem.
Nie powiedział jej, że Kuchiki również chętnie zobaczyłby ją w składzie swojego oddziału.
************************Następnego dnia rano*****************************
Corrie jako jedna z nielicznych była w stanie pozwalającym na względnie normalne funkcjonowanie, oprócz niej fason trzymali tylko Rukia, Ichigo i Karin. Kurosaki wyłgali się od picia tym, że są nieletni, a Rukia wypiła tylko dwa kieliszki, zrzucając winę na Byakuyę: „Ni-sama będzie niezadowolony, jeśli się upiję”. Całej reszcie Matsumoto musiała udostępnić lekarstwo na kaca, a sądząc po ilości opróżnionych flaszek, dzbanków i karafek, musiał być ten słynny kac-morderca, który całe Seireitei nawiedzał tylko w sylwestra, a uczestników popijaw u Matsumoto i Hisagiego co najmniej raz w tygodniu.
Gdy tylko zbiorowisko skończyło leczyć kaca, do Rukii podfrunął piekielny motyl z informacją, że na zebranie kapitanów proszeni są również Rycerze, Corrien i Ichigo. Oznajmiono na nim, że shinigami, którzy zdobyli lub mogą zdobyć prawdziwe zbroje, wyjadą na szkolenie do sanktuarium, a rycerze z predyspozycjami na shinigami-daiko mają odbyć szkolenie w Seireitei. Po tym obwieszczeniu Kapitan Hitsugaya złożył wniosek, aby jego oddział był odpowiedzialny za relacje z sanktuarium oraz, używając porównania do Omnitsukido, poprosił o sformowanie jednostki, do której będą należeć rycerze-shinigami („syntetycznych zbroi” Mayuriego nie wliczał), podlegającej właśnie dziesiątce. Generałowi taki pomysł chodził już po głowie, ale jeszcze nie myślał na ten temat od strony technicznej, pomysł dowódcy dziesiątki zaoszczędził mu zmartwień i był klarownie rozrysowany. Wszyscy uważali, że takie rozwiązanie zaoszczędzi wielu problemów, dlatego pomysł przeszedł od razu. Po zebraniu oficjalnie przyjęto Corrie, a Rukię przeniesiono do dziesiątki. Według opinii Kikiego i Hyogi dziesięciu do piętnastu oficerów innych oddziałów miało szansę na zbroje w Sanktuarium, po odbyciu szkolenia miały się rozpocząć procedury mające na celu wymianę personelu.
Przygotowania do wojny ruszyły pełną parą. Ci, którzy jeszcze niedawno cieszyli się szkolną beztroską, bardzo szybko za nią zatęsknili.

C.D.N

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział XVII

Światło z poszczególnych gwiazd konstelacji skupiło na wyciągnięcie ręki Corrie, formując srebrno-niebieski klejnot docięty jak niewielki diadem.
- Co to ma być? Co to za klejnot przede mną? - dziwiła się kadetka.
- To zapieczętowana zbroja. Więcej nie potrzebujemy. Możemy przeprowadzić odpieczętowanie już teraz, ale to cię dość mocno zmęczy - poinformowała Karin. – Kadeci, dalszą część zajęć przeprowadzicie już pod okiem senseia.
- Proszę, mów, co mam robić, chcę odpieczętować ją już teraz - zapał Shiroyamy „powodował powódź”.
- Zabierz ten klejnot, pójdziemy gdzieś, gdzie będziemy mogli go odpieczętować w spokoju. Lepiej, żeby był przy tym Hyoga, ja musiałam szkolić się w panowaniu nad energią jakieś dwa miesiące i to szalenie intensywnie. Uprzedzę twoje pytanie, to dlatego, że moja moc jest tak absurdalnie wielka, że bez odpowiedniego opanowania narobiłabym szkód – Karin ostudziła przyjaciółkę.
********************w tym samym czasie poza ringiem *********************
- N-n-niemożliwe! Niech mnie ktoś uszczypnie! Spodziewałem się w tej akademii zdolnej młodzieży, ale nie podejrzewałem, że ktoś przebudzi zbroję już na próbie – wyjąkał Hyoga.
- Co cię tak zaskoczyło? - zapytał Toshiro, który w tej chwili nie prowadził żadnego sparingu.
- Ta kadetka. Uznałem, że jeżeli znajdę kogoś godnego Spiżowej Zbroi, będzie dobrze na początek. Ta dziewczyna to nieoszlifowany diament, już teraz jest godna Srebra, a jeśli nad nią popracować, to może mierzyć w Złoto, a nawet ośmieliłbym się zaryzykować stwierdzenie, że może się pokusić o więcej - zwykle oszczędny w słowach Rosjanin nie potrafił wyrazić swojego zdumienia.
- O więcej? Czegoś tu nie rozumiem. Przecież mówiłeś, że w Sanktuarium nie ma wyższej rangi niż złoty rycerz - Hitsugaya drążył temat.
- W normalnych warunkach to prawda. Jednakże Rycerz o bardzo wielkiej energii i sile woli może osiągnąć więcej. Jest to coś w rodzaju błogosławieństwa za zasługi, zapał i determinację. Wtedy taką zbroję nazywamy Kamui, są równe tym, które noszą bogowie – wyjaśnił Wodnik.
- O tak! Czego jak czego, ale determinacji to im odmówić nie można. Nie zdziwię się, jeśli obie będą celować w Kamui - skomentował białowłosy. – Hej, Hyoga, ostatnio strasznie zaniedbałem moje relacje z Karin, skoczę po Ichigo, Rukię i Kikiego, niech teraz oni się tym zajmą, a ty zajmiesz się planem treningowym dla Shiroyamy. Co ty na to? - po chwili dodał.
- W porządku. W zasadzie to też jest lodowa zbroja, więc będzie trenować razem z tobą i Rukią. Treningu nigdy za mało - skwitował zapytany.
******************** kilkanaście minut później****************************
Gdy dziewczyny skończyły rozmowę o zbroi, podeszły do Wodnika. Chwilę później pojawili się koło nich Rukia z Ichigo oraz Kiki i Toshiro.
- Hyoga, jeśli potrzebujesz jakiegoś pola treningowego, żeby wyjaśnić Corrien, jak kontrolować Cosmo, to skorzystaj z pola dziesiątej dywizji, a jakbyś czegoś potrzebował, poproś o pomoc Rangiku. Ja z Karin dostaliśmy patrol w południowym Rukongai - oznajmił Hitsugaya.
- Dobrze, spotykamy się wieczorem w dziesiątce - odpowiedziała chórem reszta, po czym wszyscy udali się w swoich kierunkach.
Słowem wyjaśnienia: Gdy Toshiro szedł po Rukię i resztę, spotkał w połowie drogi między Dziewiątką i Dziesiątką rozmawiających Matsumoto i Hisagiego. Trochę się wkurzył, że jego podwładna marnuje czas, ale postanowił dać jej szansę na zrehabilitowanie się. W swoich planach potrzebował także Shuuheia, który uchodził za najlepszego kucharza–amatora w całym Gotei. Po załatwieniu wszystkiego z kapitanem Mugurumą, wtajemniczył „pijacką dwójkę gołąbków” w swój plan, który sprowadzał się do tego, że porucznik dziewiątki miał mu przygotować romantyczny piknik dla dwojga na wzgórzu Sokyoku na popołudnie, a Rangiku miała zapobiegać kręceniu się tam kogokolwiek.
Ostatnie okręgi Rukongai nigdy nie należały do przyjemnych. Wraz z odległością od Seireitei wzrastała przestępczość i bieda, a wraz z nimi szanse na spotkanie pustych. Zostały jakieś 2 godziny do niespodzianki szykowanej przez Toshiro dla Karin, gdy nagle z prawie bezchmurnego nieba zaczął lać deszcz, a w otaczającym ich lesie dało się wyczuć kilka naprawdę potężnych, ale zarazem agresywnych aur. To co się pojawiło wyglądało jak połączenie Arrancara i Rycerza w liczbie dwóch, a następnych tylu było połączeniem Quincych i Rycerzy, przedstawili się jako Mściciele Nemezis. Ten, który emanował najsilniejszą mocą, powiedział:
- Mamy was przetestować, shinigami. Mimo wszystko nawet „zemsta” ma swoje prawa, będziemy walczyć pojedynczo. - po czym, wskazując palcem na Hitsugayę, powiedział: – Ty w haori, walczysz ze mną, Amfitryta, zajmij się dziewczyną.
- Skoro chcecie walki, dobrze, ale z łaski swojej byście się przedstawili. Ja co prawda wiem, jak się nazywa moja przeciwniczka, ale co z resztą komitetu powitalnego z ekipy „Nemezis – problemy sp. z o.o.” - sarkastycznie upomniała go Karin.
- Gdzie moje maniery, ojou-chan. - zironizował przywódca bandy. – Ja jestem Beowulf, Mściciel mroku Azgardu, Amfitryta jest Mścicielem cienia Atlantydy, z mojej prawej są jeszcze Romulus i Penelopa Mściciele cienia Rzymu.
- Ja jestem Kapitan Toshiro Hitsugaya, a po mojej prawej jest Porucznik Karin Kurosaki. Jednak jednej sprawy dalej nie rozumiem – o co chodzi z tym Rzymem, Atlantydą i Azgardem? - odpowiedział białowłosy.
- Jeśli wiesz, to powtórzę, a jeśli nie, to się dowiedz, że Nemezis jest boginią zemsty. My, Mściciele, rekrutujemy się z tych wszystkich, którzy mogą mieć jakieś zadawnione urazy do Sanktuarium lub Gotei 13. Czyli są między nami Quincy, Menosi wszystkich kategorii, którzy pod wpływem mocy naszej pani stali się Arrancarami, oraz ludzie z wszystkich nacji, jakie walczyły z tym wcieleniem Ateny - odpowiedziała Amfitryta, po czym zaczęła się naśmiewać ze swojej przeciwniczki: – Ta smarkula to twoja porucznik, za co dostała stanowisko, bo nie wierzę, że za umiejętności? Dała ci dupy czy jak?
Do tej pory Toshiro odczuł zdenerwowanie swojej dziewczyny tylko echem, gdy ta „upominała” Kurotsuchiego, jednak teraz ujrzał najprawdziwszą białą furię tej drobnej osóbki. Jej rozedrgana mieszanka energii była już tak gęsta, iż nawet jemu było już ciężko oddychać. Po czym usłyszał tylko:
- Toshiro, proszę cofnij się! - mówiąc to, wyciągała lewy miecz, a prawą ręką zakładała maskę pustego.
Komenda shikai, którą wypowiedziała, dobitnie uświadomiła mu, że cofnięcie się będzie najlepszym, co może zrobić:
- Anata no tsume ga kaihi-chi o kantsū shi, anata no o wa maunten o sumasshu shimashou! Riri no ryu-hime!
Gdy „smocze szpony” pojawiły się już na swoim miejscu, Kurosaki musiała jeszcze postawić kropkę nad ”i”, zakładając zbroję ryb.
- Ja po prostu nie wierzę. Widzę, że mamy braki w informacjach. Nie dość, że shinigami, to na dobitkę rycerz i to jeszcze złoty. Jeśli wyjdziemy z tego cali, to Amfitryta masz przerąbane, a jeśli wyjdziemy połamani, to ci jeszcze poprawię... - tyle zdążyli powiedzieć Romulus i Penelopa (Quincy) zanim otrzymali cięcia, które ich ogłuszyły.
- Hado 88 – Hiryu Gekizoku Shinten Raiho – zaklęcie wypowiedziane przez porucznik o mały włos poważnie raniłoby Beowulfa, gdyż ten w ostatniej chwili uskoczył, po czym kontratakował grand rey cero.
- Cero del dragon imperial! - splatając smocze szpony, Karin wystrzeliła cero o złotym kolorze i czerwonej poświacie, które przybrało kształt lecącego azjatyckiego smoka.
Cero mściciela zostało zneutralizowane, a on sam otrzymał obrażenia od wybuchu.
- Amfitryta! Bez Resurection będzie z nami krucho – zawołał Arrancar – wielkolud.
- Że też musisz mieć rację, ta smarkula przyprawia mnie o ból głowy. - warknęła arrancarka: - Megasamete taifu*! Bentesikyme**! – wypowiedziała komendę, po czym jej skóra pokryła się rybią łuską w kolorze wzburzonego oceanu, a jej włosy zmieniły się w przeróżne wodorosty, jej pancerz jako, że nawiązywał do łusek marynarzy Posejdona, taką też miał fakturę.
Beowulf zaś nakazał:
- Kyofu o okonau***!Grendel**** – na skutek czego gwałtownie zwiększył swoją masę mięśniową, skóra stwardniała jeszcze bardziej, twarz zmieniła się w pysk niedźwiedzia i wyrosły mu rogi, całość jeszcze zwieńczyło gęste szare futro. Zbroja jak wszystkie Azgardzkie wyobrażała jakąś bestię z mitologii nordyckiej.
Gdy Arrancarzy – mściciele uwolnili resurection, Kurosaki wybuchła śmiechem. Dzięki prędkości światła złotego rycerza zaczęła atakować wciąż przytomną dwójkę w szaleńczym tempie, w ten sposób po kilku chwilach na nogach pozostał już tylko Beowulf, który widząc, że dzieli go od przeciwniczki przepaść w poziomach, zaczął rozważać odwrót. Karin, której przeszła ochota na zabawę, posłała w przeciwnika salwę rekinich hiacyntów, zakończyła sprawę, zmuszając ową szajkę do odwrotu.
Po tym ujawnieniu się wroga Toshiro musiał przez jakieś pół godziny uspokajać ukochaną, żeby nie narobiła problemów w gęściej zaludnionych obszarach Rukongai, po czym ruszyli w stronę Seireitei.
Idąc w stronę Dworu Czystych Dusz, szli tak, aby wrócić przez wzgórze Sokyoku, gdzie czekał na nich kosz piknikowy pilnowany przez Hisagiego, który widząc, że już idą, błyskawicznie się ulotnił. Karin, widząc kosz i uciekającego Shuuheia, spojrzała znacząco na Hitsugayę, w podobny sposób patrzyła na niego, gdy tłumaczył jej, że wcielono ją do dziesiątego oddziału. Widząc „to” spojrzenie, Shiro zapytał:
- No co, przecież wiesz, że mi się podobasz? Nie znam się na sytuacjach sprzyjających zakochanym. Chciałem, żeby to wszystko było odpowiednio przygotowane, to wciągnąłem w to naszego „specjalistę”. - wyznał białowłosy.
- To, żeby ułatwić życie „panu specjaliście”, wymyśliłeś patrol? - Karin-chan ciągnęła za język.
- Patrol to był oficjalny rozkaz, ale po trochu spadł mi jak z nieba - odpowiedział Toshiro z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
Po chwili przyciągnął dziewczynę do siebie i pocałował ją, długo, zachłannie i namiętnie. Lekko zszokowana śmiałością chłopaka porucznik pokryła się dorodnym rumieńcem.
Toshiro i Karin spędzili kilka godzin, rozmawiając o wszystkim i o niczym, ciesząc się swoim towarzystwem. Napawali się każdą chwilą, gdyż zdawali sobie sprawę, że wydarzenia sprzed kilku godzin mogą być w przyszłości bardzo brzemienne w skutki.
Prosto ze wzgórza udali się na tereny dziesiątki, gdzie czekała już na nich reszta ekipy. Gdy tylko weszli, Ichigo, który trzymał Rukię na kolanach, zapytał o patrol.
- Ogólnie to szykują się kłopoty - odparł Hitsugaya, gdy tylko to powiedział, zaraz wszyscy chcieli wiedzieć więcej.
- Co przez to rozumiesz? - zapytał Kiki.
- A to że spotkaliśmy czwórkę wrogów. Przedstawili się jako Mściciele Nemezis. Nie są to tylko zwykli ludzie, są to też Quincy i Arrankarzy którzy pod flagą bogini Nemezis postanowili się zmierzyć zarówno z Seireitei jak i z Sanktuarium. Pozwólcie, że wyprzedzę wasze pytanie, czy mają jakieś zbroje, otóż tak, mają – zbroje będące podobnych typów jak te, z których właścicielami już walczyliście – zwrócił się do Barana i Wodnika.
- No to teraz przygotowania ruszą pełną parą zarówno tutaj jak i u nas – skwitował Hyoga. - Wyślę wiadomości do Wielkiego Mistrza, wy poruszcie temat u Generała, ale najpierw niech Corrie odpieczętuje swoją zbroję – powiedział Baran.
Po tych słowach wszyscy przygotowali się do Rytuału, przez założenie swoich zbroi i udali się na plac treningowy, aby tam go przeprowadzić. Jako że dziewczyna nie nosiła biżuterii na co dzień, ani nie posiadała odznaki ani przedstawiciela shinigami ani tej porucznika, odpieczętowano ją przez sprzężenie z Zanpakutou. Po odpieczętowaniu zbroi wszyscy pogratulowali Shiroyamie i udali się spać, gdyż czekała na nich ciężka praca w związku z pojawieniem się wroga.




* - Megasamete taifu – zbudź sztorm/ tajfun
** - Bentesikyme – bogini z mitologii greckiej, córka Posejdona i Amfitryty. Uosabiała straszną, okrutną stronę morza taką jak sztormy
*** - Kyofu o okonau – czyń grozę
**** - Grendel – potwór z skandynawskiego eposu heroicznego, pokonany przez Beowulfa



niedziela, 3 maja 2015

ROZDZIAŁ XVI

Wstawka dedykacyjna powoli dobiega końca, jeszcze 2 rozdziały w przygotowaniu. Miłej lektury!

*********************************************************************************

Była niedziela, dobra godzina przed świtem. Corrie już nie spała, a może nie kładła się wcale? Siedziała pod „swoją” ulubioną jabłonią w ogrodzie trzynastki. Wydarzenia minionego popołudnia przygnały natrętne myśli, że jest wciąż za słaba, by bronić nawet najbliższą jej osobę. Naprzemiennie nachodziły ją obrazy z owych feralnych zajęć terenowych, na których zginęła Ami, oraz Karin spuszczającej manto Kurotsuchiemu. W głowie dziewczyny buzowały emocje, które podsycały pytania: Dlaczego była za słaba? Czy gdyby była silniejsza, to Ami by dalej żyła? - na to pytanie odpowiedź przyszła od razu, NA PEWNO! Gdzie leży sekret Kurosaki – wie o swojej mocy od bardzo niedawna, a nawet kapitanowie nie stanowią dla niej wyzwania? Te i wiele podobnych pytań sprawiły, że złość na samą siebie, która narastała od tamtej chwili w połączeniu z zazdrością skrzętnie skrywaną na dnie duszy stały się bombą, której zapalnikiem była słynna w całym Seireitei ambicja Shiroyamy. Zdetonowała tę bombę porucznik Kurosaki, która postanowiła obejrzeć wschód słońca, siedząc pod jabłonią na brzegu oczka wodnego.
- Karin, nie mam teraz ochoty na niczyje towarzystwo, a na wojaże po Seireitei tym bardziej - zdenerwowanie brązowowłosej było widoczne gołym okiem.
- Nie zamierzam przeszkadzać, chciałam tylko sobie tu obejrzeć wschód słońca - odparła Kurosaki.
- Jeśli nie zakłócisz mi chwili refleksji, to nie ma sprawy - kadetka sucho skwitowała, po czym dodała: – Ten kto wymyślił, że mam cię niańczyć, kiedyś mi za to zapłaci!
Słysząc ostatnie zdanie towarzyszki, czarnowłosa wybuchła spazmatycznym śmiechem.
- Można wiedzieć, co cię tak rozbawiło? - Zmieszanie Corrie było niemal namacalne.
- No to ci powiem, siostro, coś co ciebie rozbawi – Karin mówiła, krztusząc się ze śmiechu. – Jak chcesz komuś dziękować, podziękuj twoim znajomym oficerom i Kapitanowi Hitsugayi, to był ich pomysł. A druga sprawa, mnie może to twoje robienie dobrej miny do złej gry zwiodło, ale całej reszty nie oszukasz tak łatwo. Kazali mi pomoc ci się pozbierać... jak to zrobię, to ich już mało obchodzi.
- Przecież polecenie dostałam od Kuchiki-sana – mówiąc to, brązowowłosa zakrztusiła się powietrzem.
- To była część planu - szczerość czarnowłosej była zabójcza – a teraz zrobimy sobie poranek szczerości.
- Na ciebie to nie ma mocnych, co wredoto? - Corrie załamała ręce.
- Dlatego tu jestem, bo nie odpuszczam - Karin ucięła wymówki kadetki. – Mów, co cię gryzie, ale z góry uprzedzam, mnie się nie da okłamać.
Nastąpiła niezręczna cisza. Nie każdy jest w stanie się otworzyć do tego stopnia, jakiego żądała Kurosaki, przed przyjacielem, a przed kimś obcym to niemal nikt.
- Serio! Dziewczyno, jesteś dla mnie prawie obcą osobą, więc nie mam zamiaru dzielić się z tobą tym, co mi leży na wątrobie – Shiroyama obdarzyła rozmówczynię dumnym, wręcz butnym spojrzeniem, które elektryzowało powietrze.
- Jak nie potrafisz w ten sposób, to wyobraź sobie, że nie ja tu siedzę, ale... macie tutaj psychologów? - Corrie pokręciła głową w przeczącym geście. – Bieda w kraju - sfrustrowała się czarnowłosa.
- Wiesz, tutaj może i osoba wyglądająca na te naście lat, mogłaby być psychologiem, bo starzenie prawie nie istnieje. Ty jednak jesteś ze świata żywych i mając tę świadomość, wzdrygam się przed samym pomyśleniem o tobie w takiej kategorii – tym razem szczerością rozbrajała brązowowłosa.
Gdyby nie obietnica złożona Hitsugayi i Kuchikiemu, ognisty temperament Karin spowodowałby niezłą awanturę, ale przez nią zrobiła kilka wdechów, spojrzała ku niebu i cicho powiedziała: „Buddo daj mi cierpliwość, bo jeśli dasz mi siłę, to źle to się skończy”. Gdy się uspokoiła, rozejrzała się, przemyślała kilka scenariuszy i opcji, zadała Corrie propozycję nie do odrzucenia:
- Możemy to załatwić po dobroci, albo po złośliwości. Jednak wolałabym nie musieć się do tego uciekać. Co wybierasz?
- A powiesz mi, na czym mają polegać obie opcje? - Duma Kadetki kazała jej grać na zwłokę.
- Po dobroci: ty mówisz wszystko, od początku do końca. Po tym gdy będzie wiadomo o co chodzi i gdzie problem się znajduje, spełnię jedną twoją prośbę, oczywiście w granicach rozsądku. Jeśli jednak będę musiała być złośliwa, to będzie to wyglądało tak: Złoci Rycerze w większej części mają wypracowane techniki na każdą okazję. Ja należę do tej grupy, jeden z moich specjalnych kwiatów pozwala mi na wyciągnięcie informacji bezpośrednio z czyjegoś umysłu. Jesteś bystra, więc chyba nie muszę kontynuować. - Kurosaki NIGDY nie zostawiała w takich sytuacjach pola manewru - to była jedna z nielicznych sytuacji, kiedy kłamała, ale była tak zdolną aktorką, że jeszcze nikt nie umiał jej rozgryźć. Nie posiadała kwiatu kontrolującego umysł.
Świadomość, że jej największe sekrety mogą wyjść na jaw za sprawą jakiegoś badziewnego kwiatka, sprawiała, że Corrie poczuła się mała, naga i bezbronna. Umysł z jednej strony buntował się, że co może jej zrobić jakiś mały kwiatek, ale rozsądek podpowiadał, że z nią nie ma żartów, że lepiej się z nią targować o jak najwięcej.
- No dobra, ale żeby nie było, to dla mnie bardzo ciężki temat. - Corrie się poddała.
- Jak nie powiesz, to ci nie pomogę, mów. - porucznik nie dawała za wygraną.
- Karin, obiecaj, że pomożesz mi stać się silniejszą – brązowowłosa zaczęła się targować.
- O co ci chodzi? – Karin patrzyła podejrzliwie.
- Jak cię tu przysłali, żeby ze mnie wyciągnąć, co mi na wątrobie leży, to pewnie wiesz, że drugiej tak ambitnej osoby jak ja prawdopodobnie w całej Akademii nie znajdziesz - Shiroyama zaczęła tłumaczyć.
- No, gadali - odparła lakonicznie czarnowłosa.
- Jeszcze do wczoraj wzorem byli dla mnie kapitanowie, no może poza jednym – zaśmiała się. – Chciałabym takiej mocy jak ta twoja – brązowowłosa dokończyła swoją prośbę.
- Ha ha ha ha! Spodziewałam się po tobie bardziej wyszukanej prośby, ale stoi, pomogę ci zdobyć siłę. Na razie opowiadaj, bo nie zacznę cię trenować, zanim nie opowiesz. - porucznik zgodziła się.
- Przede wszystkim to jestem smutna, jak nie wiem, bo straciłam najbliższą osobę – wyznała.
- Ale to chyba nie wszystko, bo inaczej ekipa nie sięgałaby po ostateczne środki – Kurosaki wyciągała szczegóły.
- Uuuuh! - zduszony jęk wydobył się z gardła kadetki. – Ja już nawet nie jestem zła, ale wściekła na samą siebie - wyrzuciła z siebie, zaczynając pociągać nosem.
- Mów dalej - czarnowłosa zachęcała do zwierzeń.
- Gdybym tylko była silniejsza... gdybym lepiej panowała nad mocą i umiejętnościami... – Shiroyama oskarżała samą siebie, a z każdym wyrzuconym z siebie problemem robiło jej się lżej na sercu oraz paradoksalnie była coraz bliżej wybuchu płaczu.
- Nie wiem, dlaczego, ale wydaje mi się, że coś jeszcze ukrywasz przede mną. Ty się tego wstydzisz? - zapytała Karin z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
- Taaak, w-wssttydzę - brązowowłosa mówiła, płacząc i pociągając nosem. – Ten problem, do którego nie chciałam się przyznać, to zazdrość o każdego, kto jest mocniejszy ode mnie. Porucznicy i Kapitanowie to jedno, bo oni przeważnie pomagają mi w dążeniu do celu. Jednak ty lub twój brat to coś innego. Do was czuje zazdrość, która potęguje mój gniew - po tych słowach rozpłakała się jak małe dziecko.
Płakała w objęciach dziewczyny, która jeszcze pół godziny wcześniej była jej prawie obca, niemal do południa. Teraz była jej przyjaciółką. Wkrótce, w ogniu treningów i walk, staną się dla siebie tak bliskie, jak były z Ami.

************************poniedziałek zajęcia Zanjutsu *******************************

- Kadeci! Dzisiaj na zajęciach mamy troje gości i to oni poprowadzą dzisiejsze zajęcia - oznajmił Shirowa-sensei. – Shiroyama, dziwnym trafem nowości zawsze najszybciej dochodzą do ciebie, dlatego ty przedstawisz naszych gości i pokrótce opowiesz, co mają pokazać - dodał złośliwie.
- Słyszeliście może o Sanktuarium Ateny w świecie żywych oraz Rycerzach Zodiaku, którzy go strzegą? Nie? To słuchajcie uważnie, bo warto - oznajmiła brązowowłosa. – Nasi goście to: Hyoga Złoty Rycerz Wodnika, Kapitan Hitsugaya, Rycerz Kryształu, który poznał tę moc na misji w świecie żywych oraz porucznik Karin Kurosaki - na sali dało się słyszeć szmery typu: Kurosaki? To pewnie jest siostrą tego Ichigo? Ciekawe, czy jest tak samo mocna? – żywa, która łączy moce Shinigami i Rycerzy - zakończyła Corrie.
Wymieniona trojka weszła na salę w zbrojach, oczywiście Karin i Toshiro mieli na nich swoje insygnia oficerskie i przewieszone przez plecy Zanpakutou.
- Uczniowie! To po co dzisiaj tu jesteśmy, w skrócie rysuje się tak: Gotei zawarło sojusz z Sanktuarium, chcemy sprawdzić, czy ktoś w Akademii nadaje się do szkolenia na Rycerza. Ten, kto się będzie nadawać, po ukończeniu Akademii pojedzie do Sanktuarium na szczegółowy trening. Każdy stoczy pojedynek ze mną lub Karin, Hyoga będzie wybierał tych, w których zobaczy potencjał - poinformował Kapitan. - Prosimy was również na zewnątrz, bo nie chcemy narobić tu zniszczeń – dodał po chwili.
Prawie wszyscy z grupy Shiroyamy byli już sprawdzeni, została tylko Corrie i jakiś facet, który Wodnikowi z wyglądu pasowałby na Rycerza Byka lub Niedźwiedzia, wtedy rycerze zarządzili kilkuminutową przerwę. Hyoga podszedł do dwójki, która dotychczas sprawdzała studentów, i zaczął rozmowę o dotychczasowych pojedynkach:
- To jest jakaś kpina. U nikogo, kogo do tej pory testowaliście, nie wyczułem nawet cienia nadziei na obudzenie Cosmo – zawyrokował.
- Może w przypadku shinigami świadomość na inne energie otwiera się dopiero po wejściu do wewnętrznego świata Zanpakutou? - zapytał Toshiro.
- To może być to, bo w dniu, w którym Kiki i ty uratowaliście nasze tyłki, pierwszy raz widziałam ducha Riri no ryū-hime, a reszta już od dawna miała co najmniej shikai – dodała Karin.
- To oznajmijcie Senseiowi, żeby przy następnych grupach odsiał tych, którzy nie weszli w jakikolwiek kontakt z mieczem, bo oni tracą tylko nasz czas – zezłościł się Rosjanin.
Po chwili narady i odpoczynku Kurosaki podeszła do Shirowy i poinformowała go o tym, co odkryli, a co za tym idzie, że nie będą testować nikogo, kto nie wszedł do wewnętrznego świata. Gdy skończyła, podeszła do Corrie i powiedziała jej, ze nie zamierza iść na łatwiznę i chce pokazu jej pełnych możliwości. Wyjęła obydwa miecze i odpieczętowała pierwszą formę shikai. Wszyscy, którzy już nie walczyli i zajmowali się swoimi sparingami, słysząc komendy: „KAIKA! Riri no ryu-hime” i „FUKIDASHI! Yukikaze”, postanowili obejrzeć pojedynek na przyzwoitym poziomie. Doskonale wiedzieli, że w walce z wysokim oficerem Corrie jest bez szans, mimo że jest najlepsza wśród nich, a Karin, jak to określili byli prześladowcy brązowowłosej, była wysokim oficerem do kwadratu (Wodnik, opowiadając o rycerzach, złote zbroje przyrównał do poziomu kapitańskiego, srebrne umieścił w przedziale od porucznika do siódmego oficera, a spiżowe od ósmego poniżej). Chcąc wyciągnąć od swojej przeciwniczki jak najwięcej, obie już po kilku minutach zaczęły mieszać style. Shiroyama, nie znając technik rycerskich, używała blokad bakudo, starała się zaskoczyć Kurosaki skokami shunpo, ale to pozostało bez rezultatu, gdyż ta technika pozwalała na szybkości w granicach podwojonej prędkości dźwięku. Shirowa obserwował tę walkę jak urzeczony, ale nie dawał tego po sobie poznać.
Po jakimś czasie gniew zaczął przejmować kontrolę nad Corrie, dotychczas nawet przy walkach z oficerami nie miała wrażenia, że jej przeciwnik się z nią aż tak droczy. Pod wpływem złości podświadomie odkryła w sobie Cosmo. Zaczęła rozpalać obie energie do granic, pod wpływem tego niebo pociemniało, a na nim lśniła niecodziennym blaskiem tylko jedna konstelacja: Korona Północy.

CDN

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział XV

Dedykacji ciąg dalszy. to mniej-więcej będzie półmetek . Życzę  milej lektury

*********************************************************************************
- Karin Kurosaki, miło mi cię poznać Corrie–chan. - Młoda shinigami przedstawiła się.
- Corrien Shiroyama, mi również miło – z reguły ostrożnej w osądach Shiroyamie ta chamska i pyskata dziewczyna wydała się w gruncie rzeczy godną zaufania osobą.
W rogu sali rozmawiały ze sobą Hinamori i Rukia, po chwili podeszły do nich Karin i Corrie.
- Corrie, jak myślisz, uda nam się wyciągnąć kogoś jeszcze? - Karin specjalnie mówiła na tyle głośno by zwrócić na siebie uwagę dwóch rozmawiających pań porucznik.
- Skoro uczył cię kapitan Hitsugaya, to pewnie wiesz, że o Matsumoto nie trzeba pytać… - sugestywne spojrzenie porucznik Kurosaki sprawiły, że brązowowłosa po chwili dodała: – a jeśli idzie o Rukię i Momo, to długo ich kapitanowie nie dadzą się prosić – kadetka mówiła podobnym tonem co jej nowo poznana towarzyszka.
Corrie rozejrzała się po sali, szukając Hirako i Ukitake. Pierwszy z nich rozmawiał z Kikim i Ichigo, a drugi z Wodnikiem i kapitanem Hitsugayą. Shiroyama odezwała się do rozmawiających pań porucznik:
- Mogę mieć do was prośbę? Przypilnowałybyście mi na chwilę Karin, kapitan Kuchiki byłby niezadowolony, gdybym ją zgubiła.
- Corrie-chan, jasne, że ci ją przypilnujemy – odpowiedziały obie.
Gdy kadetka poszła prosić kapitanów o udzielenie dnia wolnego dla dziewczyn, te rozmawiały z nowo mianowaną porucznik.
- Rukia-onee-chan, mam nadzieję, że twój kapitan nie będzie miał mi tego za złe, jeśli mu cię dzisiaj ukradnę – zagadała Kurosaki z szelmowskim uśmieszkiem.
- Chwila, chwila. Siostrzyczko? Rukia, myślałam, że ty masz tylko brata – zdziwiła się porucznik oddziału piątego.
- Momo, jeśli o szczegóły chodzi, to Karin jest młodszą siostrą Ichigo. Sama zawsze chciałam mieć młodsze rodzeństwo, to się traktujemy jak siostry. Jest trochę humorzasta i złośliwa, ale to tylko dodaje jej uroku – Kuchiki przedstawiła przyszłą szwagierkę przyjaciółce - a jeśli o to chodzi, żebyśmy z wami poszły, to z kapitanem Ukitake na pewno nie będziesz mieć problemów. Posłałaś najlepszą osobę do proszenia kogokolwiek o cokolwiek.
- Rukia, wybacz, ale nie bardzo rozumiem, o co ci teraz chodzi – Karin nie ukrywała zdumienia.
- Już ci wyjaśniamy, Kurosaki-chan – wtrąciła Momo. – Ze względu na swój talent i ambicję Corrie jest ulubienicą prawie całego dowództwa, a kapitan oddziału trzynastego jest tego najlepszym przykładem.
- Kapitan Ukitake jest miły dla wszystkich i nikomu nie robi niepotrzebnych kłopotów, ale ona jest dla niego prawie jak córka. Nie jest w stanie jej niczego odmówić. - podsumowała fioletowooka.
- Dzięki, siostra. Jak będę czegoś potrzebowała z waszego oddziału, to już wiem kogo ze sobą wziąć, żeby poszło szybciej – druga porucznik dziesiątego pusciła szwagierce oko, po czym wybuchła autentycznym, dziecięcym wręcz śmiechem.
W tym momencie dołączyła do nich Shiroyama i całą scenę skwitowała lekko uszczypliwym tonem:
- Widzę, Karin, że bardzo szybko się zaprzyjaźniłaś z porucznik Hinamori i porucznik Kuchiki.
- Ty to tu mieszkasz już jakiś czas, więc nie powinno cię dziwić co do Momo-san. Jej po prostu nie da się nie lubić. A Rukia, to ona jest dla mnie jak starsza siostra, poza tym to narzeczona mojego brata. - Kurosaki odpowiedziała na zaczepkę, po czym wszystkie cztery zaczęły się śmiać.

******************************kilka godzin później***********************************

- Dziewczyny, idę powiadomić resztę, że dzisiaj wieczorem w ogrodzie trzynastki możemy uczcić poszerzenie naszego grona o Karin - poinformowała Shiroyama.
- A więc to jest ta niespodzianka, którą załatwiłaś, poza przepustką dla nas – panie porucznik nie ukrywały zadowolenia.
- Corrie, wiem, że do wakacji masz jeszcze tydzień. Moi Mistrzowie chcieli, żebym pokazała możliwości Rycerzy u was w Akademii. Pokazałabyś mi ją? Załatwiłabym wizytę na któreś z waszych poniedziałkowych ćwiczeń i poszłybyśmy z powrotem. Spotkałybyśmy się, powiedzmy, pod barakami dziesiątki - prosiła Kurosaki.
- W sumie dobra myśl. We dwie obskoczymy wszystkich szybciej, a wy idźcie do Akademii - poparła ją Momo.
- Rukia, dopilnujcie, żeby ta zapijaczona banda nie przyniosła sake ani niczego takiego - rzuciła do szwagierki Karin.
- Karin-chan, co to, jakiś uraz do procentów? – złośliwie zapytała brązowowłosa, a Kurosaki spaliła buraka. – Chwila… nie mów… ty jesteś… nieletnia? – Corrie siliła się na powagę, by po chwili zamilknąć pod ciskającym gromy spojrzeniem dziewczyn.
- Rukia, za trzy godziny pole treningowe w trzynastce jest wolne czy zajęte? - zapytała sugestywnie nowa porucznik.
- Nasz oddział ma trening, a co? - odparła Kuchiki.
- Kto go prowadzi? Zresztą nieważne, potrzebuję wyładować negatywne emocje i kto by to nie był, powiedz, że chętnie przemusztruję za niego oddział - wycedziła przez zęby Kurosaki.
- Przecież w jedenastym zawsze się znajdzie ktoś chętny na sparing – wtrąciła Shiroyama.
- Widziałaś, jaki poturbowany wrócił Ikkaku-san tydzień temu? To jej sprawka - ucięła temat Rukia.Na samą myśl o trzecim oficerze jedenastki wyglądającym co najmniej jak po stoczeniu walki z Chow Neng Powwem, Shiroyamie zrobiło się jakoś słabo. Wszyscy ruszyli w swoje strony.

**************************Akademia Shino – Dojo************************************

- Shirowa-sensei, można zająć panu chwilę? – zaczęła Corrie.
- O co chodzi, Shiroyama? – zapytał instruktor zanjutsu.
- To w zasadzie bardziej ja mam do pana sprawę niż Corrie – do pomieszczenia zaraz za kadetką weszła Karin.
- A pani to kto? Jakoś nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek miał z panią przyjemność, panno… ? - Shirowa zapytał porządnie zdezorientowany.
- Druga porucznik oddziału dziesiątego, Karin Kurosaki - dziewczyna przedstawiła się.
- Jakoś nie kojarzę porucznik o takim nazwisku – nauczyciel dalej się dziwił.
- Dzisiaj było moje oficjalne mianowanie, ale ja nie o tym. Możemy przejść do sedna? - mówiąc to, wezwała Zbroję Ryb.
Karin wyjaśniła Shirowie sprawę z Rycerzami, następnie ustalali szczegóły wizytacji na poniedziałkowych zajęciach. Po około półtorej godziny spędzonej w Akademii dziewczyny ruszyły w stronę baraków oddziału dziesiątego. W połowie drogi natknęły się na Kurotsuchiego.
- Ty, dziewczyno, pójdziesz teraz ze mną! - zażądał Mayuri, wskazując na porucznik dziesiątki.
- Tobie się chyba w tym niebieskim łbie poprzewracało, nie masz nade mną władzy. Tę mają jedynie kapitan Hitsugaya i generał Yamamoto - odpyskowała czarnowłosa.
- Władzy może i nie mam, ale inne środki, żeby cię zmusić to i owszem – mówiąc to, szaleniec złapał dziewczynę za ramię.
- Uwierz na słowo, mój wygląd jest bardzo mylący. Nawet jeśli wyglądam słodko i niewinnie, to potrafię być bardzo nieprzyjemna. Albo zaraz odejdziesz w swoją stronę, albo odeślę cię w czułe objęcia kapitan Unohany - zagroziła Karin.
- Co ty mi możesz zrobić, kruszyno? - roześmiał się niebieskowłosy kapitan.
Wyśmiewanie się z Karin, kiedy nie miała jeszcze mocy, już było głupim pomysłem, lecz teraz kiedy posiada moc i to nie byle jaką, można taki czyn porównać do zabawy zapałkami w składzie z materiałami wybuchowymi. Jej oczy rozbłysły złotym blaskiem, a mieszanka krwistoczerwonego Reiatsu i złotego Cosmo eksplodowała. Kurosaki podniosła Kurotsuchiego za brodę i wysyczała:
- Teraz cię tylko uszkodzę i zwiążę, ale powiedz na mój temat jeszcze chociaż słowo, to nie będę taka milutka, gdybyś znów próbował to ZDECHNIESZ! - wyrzuciła zdezorientowanego kapitana wysoko w górę, wycelowała w jego stronę rękę ułożoną jak do zaklęcia byakurai i wyszeptała:
- Hiyashinsu no same (Hiacynt rekina)!
Kwiaty zadające obrażenia jak od ugryzień uderzyły w swój cel z prędkością światła. Mayuri cały ranny z łoskotem przywalił w chodnik. Gdy naukowiec próbował się podnieść, Karin błyskawicznie się znalazła koło niego i zarecytowała:
- Bakudo # 99 wersja 2: Bankin Shokyoku: Shiryū Nikyoku: Hyakurensan Shūkyoku: Bankin Taihō. Mam nadzieję że będziesz wiedział, że ze mną się nie zadziera, nie narażając się na ryzyko. Corrie, powiadomisz kogoś z czwórki, ja jeszcze aż tak nie znam wszystkich, by wiedzieć, jak naprowadzić piekielnego motyla.
Po całym zdarzeniu dziewczyny zaraz przebyly resztę drogi w shumpo do baraków dziesiątki, pod którymi poza Rukią i Momo stał zdenerwowany Toshiro. Kapitan, gdy tylko je zobaczył, od razu pytał o wybuch energii, który miał miejsce kilka chwil wcześniej. Po zdaniu relacji nastąpiły przygotowania do przyjęcia w trzynastce. Matsumoto przez dłuższy czas próbowała przekonać Karin, by pozwoliła jej zabrać chociaż jedną, maleńką flaszkę sake. Po nastej próbie Corrie opowiedziała jej zdarzenie z kapitanem dwunastki, zaznaczając, że jeśli nie zamierza posmakować jej złości, to lepiej niech przestanie.

Impreza mimo że bezalkoholowa okazała się być całkiem udana, co zdziwiło stałych bywalców mocno zakrapianych spotkań organizowanych przez Matsumoto i Hisagiego. Jedyna osobą która mimo pozorów dobrej zabawy wcale nie miała do śmiechu była Corrie. Dalej mocno przeżywała śmierć najlepszej przyjaciółki, jednak starała się trzymać. Nie dla siebie, dla niej – jednak nawet najdoskonalsze maski nie ukryją wszystkiego, nawet najlepsza bariera w końcu pęknie. Taki moment miał wkrótce nadejść.
CDN



wtorek, 21 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ XIV

DEDYKACJI CIĄG DALSZY!!!
*********************************************************************************


Godzina 7.30 wzgórze Sokyoku. Porucznik Sasakibe w towarzystwie oddziału onmitsukido czeka na przybycie Kapitana Hitsugayi i gości ze świata żywych, gdy otwarł się senkaimon. Nie czekając na uprzejmości ze strony porucznika, kapitan kazał mu zaprowadzić przybyłych przed oblicze generała Yamamoto. Gdy wszyscy przybyli do kwater jedynki, Rycerze poszli omówić projekt współpracy Świątyni i Seireitei, a Toshiro przygotowywał
- Renji, czego chcesz? Daj pospać, dzisiaj mam wolne. - leniwie odparła Shiroyama, odwracając się na drugi bok. – Co? Kapitan? Która godzina? Dlaczego budzisz mnie dopiero teraz? - Dziewczyna zaczęła w panice biegać po pokoju, szykując się na swoje pierwsze zebranie kapitanów.
- Ja cię tu już od dziesięciu minut budzę. Widzę, że znowu cię Yukikaze przeciągnęła, bo jak ci nie dopiecze, to idzie z tobą lżej – zakpił porucznik.
- (Ja bym chciała widzieć, jakie byłyby efekty, gdyby Zabimaru tak ci jechał po ambicji)* – odgryzła się kadetka z grzebieniem w prawej a szczoteczką do zębów w lewej ręce.
Gdy panika w akademiku dziewczyn się zakończyła, Corrie i Renji używając shunpo znaleźli się przy kapitanem Kuchikim, który właśnie wychodził na zebranie.
- Renji, masz 3 minuty, żeby mi wyjaśnić, dlaczego jesteście tutaj dopiero teraz – zapytał szlachcic swoim zwykłym beznamiętnym tonem, w którym ktoś znający Kuchikiego odpowiednio długo potrafił wyczuć zirytowanie.
- Otóż... - porucznik już chciał wymyślić coś by nie musieć przedstawiać winy dziewczyny, ale ona weszła mu w słowo.
- Kuchiki-san, to wszystko przeze mnie. Wczoraj, gdy poinformowałeś mnie, że mam dziś iść z tobą na zebranie, postanowiłam poszukać sił, by pozbierać się po stracie przyjaciółki, więc weszłam do wewnętrznego świata i w ten sposób przez moją ambicję Renji znalazł mnie śpiącą na siedząco.
W ten sposób wybawiła z kłopotu Abaraia i sama uniknęła poważnych kłopotów, bo musiałaby zostać ukarana za samodoskonalenie i kilka innych cech, które szlachcic w niej cenił, jak to mistrz w uczniu.
 - Już chodźmy, bo zaraz się spóźnimy – mówiąc to kapitan, ruszył w shunpo do wielkiej auli w pierwszym oddziale.
*********************** 1-wszy Oddział**************************************
Delegacja 6 oddziału dotarła na standardowe miejsce spotkań. Czekano jeszcze na Kyoraku i Kenpachiego , którzy dotarli po około 20 minutach.
- Na dzisiejszym spotkaniu mamy oprócz standardowo omawianych spraw raport z misji Kapitana Hitsugayi w Świecie Żywych, wraz z nim przybyli do nas Złoci Rycerze ze Świątyni Ateny z misją dyplomatyczną - rozpoczął Yamamoto.
- Generale, czy moglibyśmy zacząć od naszych gości ze świątyni? Podejrzewam, że wszyscy podzielają moją opinię, iż po pierwsze kazać im czekać byłoby niegrzeczne, po drugie chcemy ich poznać. - spokojnie acz stanowczo rozpoczął kpt. Ukitake.
- Dobrze, Poruczniku Sasakibe, proszę o wprowadzenie Złotych Rycerzy - rozkazał Yama-jii.
Z bocznego pomieszczenia wyszli Kiki, Hyoga i ku zdziwieniu wszystkich Ichigo w złotej zbroi Raka, na którą zarzucone było czarne haori, które wszyscy kojarzyli z jego Bankai. Soi-Fon, widząc to, od razu zaczęła wrzeszczeć, by Kurosaki wyjaśnił, o co w tym wszystkim chodzi. Po wytłumaczeniu wszystkim, że rodzeństwo Kurosaki poza mocami Shinigami dysponuje Cosmo kwalifikujące ich do rangi Złotych Rycerzy, zdenerwowany Byakuya uspokoił Kapitan dwójki słowami:
- Soi-Fon, skoro tak bardzo interesują cię szczegóły, będziesz miała dużo czasu, by dowiedzieć się, o co chodzi, gdyż zdążyłem się dowiedzieć, że nasi goście pobędą tu około miesiąca, a teraz będę wdzięczny jeśli nikt nie zakłóci powodu, dla którego panowie rycerze stoją przed nami.
- Jesteśmy tutaj, gdyż Wielki Mistrz jest zainteresowany takimi osobami, jak między innymi rodzeństwo Kurosaki, które łączą w sobie moce rycerzy i wasze. Naszym celem jest rozpoczęcie wspólnego programu treningowego dla jednostek terenowych. Swoje zainteresowanie wyraziły ku temu już dwie tu obecne osoby, tj. Kapitan Toshiro Hitsugaya zdobywca zbroi Kryształu i Porucznik Rukia Kuchiki, która zdobyła zbroję Łabędzia. - oznajmił Wodnik.
Przez następne pół godziny omawiano propozycję Rycerzy, na którą jednogłośnie się zgodzono. Nie obyło się bez żądania Kurotsuchiego, który koniecznie chciał zbadać materiały, z których są stworzone zbroje – ku jego zdumieniu Ichigo i Toshiro odłamali po kawałku dekoracji hełmów. Następnie białowłosy składał raport ze szkolenia młodej Kurosaki, gdy zakończył, nastąpiła istna lawina pytań w kierunku nowo mianowanej porucznik. Najciekawszym momentem jednak było, gdy drobniutka Karin-chan zgasiła Zarakiego i Mayuriego:
- Skoro taka drobniutka istotka dostała się zaraz po ekspresowym szkoleniu na stołek porucznika to coś bardzo śmierdzącego musiało być na rzeczy – stwierdził kapitan dwunastki.
- Jak raz się z tobą zgodzę, Mayuri, ona albo jest piekielnie mocna albo w jakiś niezbyt fajny sposób wpłynęła na naszego Sopelka – wtrącił żartobliwie Kenpachi.
Toshiro już chciał wtrącać się do rozmowy, gdy Karin powstrzymała go, kładąc dłoń na jego ramieniu. Z trudem utrzymując wybuchową mieszankę Reiatsu i Cosmo na wodzy, powiedziała:
- Jeśli panowie aż tak we mnie wątpią, proponuję znaleźć takie rozwiązanie, które raz i porządnie rozwieje wszystkie wątpliwości!
- Jak dla mnie sprawa jest jasna, urządzimy pojedynek. Jeśli wygra, od razu będzie wiadomo, czy nie pomogła Kapitanowi Hitsugayi w podjęciu decyzji. W moim oddziale na pewno znajdziemy kogoś chętnego do walki – odpowiedział dowódca jedenastego.
- Ja bym wolał zrobić przy okazji trochę badań - Kurotsuchi już chciał wysuwać kolejny wniosek tego dnia o obiekt do badań.
- Zapomnij, wariacie, ja tu jestem szlifować swoje umiejętności, a nie robić za królika laboratoryjnego. Jak chcesz wiedzieć coś o mieszance energii, która płynie w moich żyłach, to obstaw sobie wzgórze czujnikami i innym tego typu sprzętem. A jeśli idzie o pańską propozycje sparingpartnerów do porannego treningu, będę wdzięczna, tylko proszę o kogoś mocniejszego od oficera Madarame. - Aura dziewczyny była toksyczna.
Po zakończeniu spotkania ekipa podeszła do Kuchikiego.
- Byakuya, dawno się nie widzieliśmy – Przywitał się Ichigo.
- Zaiste, dość dawno. Jak twoje szkolenie? - Zapytał szlachcic.
- Jeszcze wiele ćwiczeń przede mną - uczciwie odpowiedział chłopak.
- Od wszystkich, którzy pomagali przy moim treningu, słyszałam, że wziąłeś pod swoje skrzydła bardzo zdolną kadetkę. Czy mogę ją poznać? - zapytała Karin.
- W sumie dobrze by było, żeby ktoś ci pokazał Seireitei. Corrien , zajmiesz się tym – Kuchiki bardziej poinformował niż zapytał.

CDN