Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toshiro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toshiro. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lutego 2016

ROZDZIAŁ XXVII - Sanktuarium

Bitwa w obronie Palaestry była niezwykle trudna i zacięta. Nie obyło się bez rannych, ale na szczęście nikt nie zginął. W czasie gdy porucznik Kurosaki zajmowała się najgroźniejszym z przeciwników – Tenebrisem Basquiestą, Ichigo i Kapitanowie zajęli się resztą mścicieli. Jak zwykle gdy tylko zaczęło się robić zbyt gorąco Negacion ewakuowało niedobitków.


****************** przemyślenia Basquiesty ************************
K***a!!! Jak to możliwe, że ta smarkula w przeciągu kilku tygodni tak się wzmocniła?
Po naszej ostatniej walce, ja zeskrobywali z podłogi, ledwie żywą; a jej zbroi szukali po całej prefekturze z lupami i pęsetami! Teraz nie dość że walczyła bez zbroi, to jeszcze udało jej się zremisować. Jak by tego było mało, to ma mała jędza opanowała Bankai – Ale jak?
Nawet jeśli nie pokazała pełnego potencjału swojego miecza, to na osiągniecie Bankai trzeba dekady od poznania shi-kai i to przy dobrych wiatrach, a do jego pełnego opanowania następnego półwiecza. Coś mi tu śmierdzi i to cholernie!
********************** perspektywa Shinigamich*******************


Po odparciu oblężenia Kiki postanowił udać się do sanktuarium razem z delegacją z Seireitei.
Po przybyciu na miejsce, przed wejściem do dwunastu pałaców zodiaku czekała na nich niespodzianka w stylu tej z Palaestry – nadpobudliwi strażnicy. Jako że baran poszedł poinformować Wielkiego Mistrza o przybyciu delegacji, a strażnicy nie wiedzieli o dyplomatach i nie znali nowych rycerzy to nieporozumienie było nieuniknione.
- Rozan, Sho ryū ha! - Usłyszeli wartowników. Około dwudziestokilkuletnią kobietę i chłopaka w wieku około lat osiemnastu.
- Soten ni zase! Hyorinmaru! - Hitsugaya sparował obydwa ataki jednocześnie.
Gdy pył po kolizji ataków opadł, padło pytanie: Kim jesteście? Ze strony shinigami pytała Karin, a wartowników chłopak, który zaraz dodał: że weszliście do świątyni bez żadnego rycerza mówcie pierwsi .
- Ryuho! A mnie nie zauważyłeś? - huknął Orion wychodząc zza kapitanów Kyoraku i Kuchikiego.
- Eden, co to za jedni? - tym razem odezwała się kobieta
- Ehh, Paradox! To są dyplomaci z Seireitei. - odpowiedział platynowo-włosy rycerz.
- Ale gafa! - mruknął Ryuho robiąc facepalma.
- Nasza wina! - powiedziała Paradox wdzięcząc się do Kuchikiego.
A Paradox miała czym się wdzięczyć, była to wysoka brunetka z błękitnymi pasemkami ( taka fryzura jej została po tym, gdy siostra pomogła się jej pozbyć rozdwojenia jaźni) hojnie obdarzona przez naturę.
- Mimo to i tak wypadało by się przedstawić – powiedział Kyoraku.
Jako że shinigami dużą rolę przykładają do rang przedstawiali się z malejącym starszeństwem, jednakże tym razem że większość z nich miała zbroje to je traktowano jako rangi, więc kolejność szła trochę inaczej niż zwykle.
- Karin Kurosaki, Złota rycerz ryb oraz porucznik w dziesiątym oddziale Gotei 13 – Ranga dziewczyny wprawiła strażników w osłupienie. Paradox już chciała coś dodać od siebie, gdy przez przyzwanie zbroi przez dziewczynę została bez słowa.
Tak sprawa wyglądała do końca. Gdy goście z Gotei skończyli się przedstawiać ciekawość rycerza smoka osiągnęła limit i musiał się zapytać:
- Na wasze siedem osób naliczyłem trzech o nazwisku Kurosaki. Czy bycie Shinigami to jakiś Interes rodzinny?
- Ty się Ryuho o to nie pytaj, bo ciebie można by spytać o to samo, przecież twój ojciec to Złoty Rycerz Wagi. - Dociął mu Eden
Rukia, Ichigo i Karin spojrzeli po sobie, po czym wybuchnęli perlistym śmiechem, po chwili Pomarańczowo-włosy odpowiedział Smokowi:
- Można powiedzieć że prawie zgadłeś. Karin to moja siostra, a Rukia jest moją żoną.
Dwójka która strzegła wejścia do Pałaców Zodiaku została stać z otwartymi ustami i wytrzeszczonymi oczyma
Po kilku minutach marszu po dość stromych schodach dotarli do Pałacu Barana, przed którym czekał na nich Kiki. Razem z nim udali się do pałacu w którym urzędowali Atena i Wielki Mistrz. W sali audiencyjnej czekali pozostali złoci rycerze. Nie znaleziono jeszcze następców dla Skorpiona i Koziorożca. Po omówieniu spraw jakie Przyniesiono z Seireitei i przedstawieniu nowych rycerzy reszcie Atena poprosiła Rukię, by ta została z nią na słówko po zebraniu. Gdy wszyscy wyszli chabrowo-oka zapytała:
- Zostałam jak pani prosiła. Jakie to sprawy wymagają rozmowy w cztery oczy?
- Nie mogę ci pozwolić walczyć, szczególnie w twoim aktualnym stanie. - dziewczyna usłyszała cichą, acz stanowczą odpowiedź.
- Proszę wybaczyć, ale nie rozumiem. - Rukia nie ukrywała zdumienia.
- Pole bitwy to nie miejsce dla ciężarnej. - Atena już nie owijała w bawełnę.
- Jakim cudem? Mężatka jestem dopiero miesiąc. - Rukia dziwiła się na głos .
- To wystarczyło. Stało się to dokładnie w noc poślubną. - Te słowa rozwiały resztki złudzeń i czcze nadzieje młodej shinigami. - Radzę ci żebyś znalazła sobie jakieś bezpieczniejsze zajęcie, jak zajmowanie się rannymi i cywilami, lub udaj się z rycerzami którzy wyjadą do Soul Society żeby pomagać w ich szkoleniu.
- Oczywiście, tak zrobię. - po tych słowach Rukia ukłoniła się i wyszła.
Na schodach do pałacu czekali na nią wszyscy z Gotei.
- Rukia co się stało, Wyglądasz jak byś co najmniej ducha zobaczyła. - Karin starała się zażartować , i poprawić nastrój bratowej.
- Dostałam polecenie żeby wrócić do Seireitei. Atena stwierdziła że nadchodzące bitwy to nie miejsce dla dziewczyny w moim stanie zdrowia. - chabrowo-oka szybko skomentowała pogawędkę.
- Rukia, kochanie. Jesteś chora? - Ichigo wyraźnie się zmartwił
- Nie pacanie, ale ktoś kto zakosił ci wszystkie gumy to zmalował nam piękny prezent ślubny. - Wszyscy zgromadzeni zrobili miny niewiniątek.
- Rukia jeszcze raz, ale wolniej. - Ichigo jeszcze nie otrząsnął się z szoku.
Karin, powstrzymała bratową znakiem ręki, przed strzępieniem sobie języka. Przyłoiwszy dość mocno bratu w „zakuty łeb” zawołała: Ichigo, cymbale! Rukia ci tu próbuje powiedzieć że zostaniesz ojcem, a znając życie Byakuya i ojciec maczali w tym palce że u was w domu i na całym Santorini nie było ani jednej prezerwatywy. Chociaż idę o zakład że ty byłeś tak podochocony że nawet nie szukałeś.
Po tyradzie siostry pomarańczowo-włosy zrobił się czerwony ze wstydu, a Rukia sztyletowała brata wzrokiem. Widząc minę Pani Kurosaki, Shunsui zwrócił się do Kuchikiego: Najszczersze kondolencje stary, gdy już młodsza siostra chce cię uśmiercić znaczy że serio sobie nagrabiłeś.



niedziela, 20 grudnia 2015

ROZDZIAŁ XXVI - Oblężenie.

W Palaestrze od dłuższego czasu było bardzo spokojnie i nic nie wskazywało na to by miało się to zmienić. Przed dalszą drogą do sanktuarium shinigami musieli spędzić tu kilka dni. Było to niezbędne ze względu na uszkodzenia Zbroi Ryb, w normalnych warunkach naprawy zajęły by Kikiemu kilka, co najwyżej kilkanaście godzin. Tym razem jednak Uszkodzenia okazały się na tyle poważne że Baran pracował nieprzerwanie od czterech dni.
Karin szla właśnie sprawdzić jak przebiegają naprawy. Dziewczynie do teraz utkwił w pamięci obraz Kikiego który oniemiał na prawie pół godziny gdy zobaczył złotą zbroję roztrzaskaną na kawałeczki. Gdy doszła do kwater Barana, dowiedziała się że naprawa jej zbroi powoli dobiega końca. Wychodząc natknęła się na dziewczyny które spotkali pierwszego dnia u wejścia do Akademii. Były zdyszane, wyraźnie było widać że biegły tutaj zwołując wszystkich, gdyż zamieszanie które teraz panowało w około ewidentnie było dziełem ostatnich kilku chwil.
- Vipera, co się dzieje? Co to za rejwach? - Karin spytała Rycerz Węża gdy tylko ta złapała oddech.
- Mściciele u bram! - odpowiedziała lakonicznie zapytana, po czym ruszyły dalej.
Karin nie wiele myśląc wyciągnęła komunikator i zameldowała:
- Tu porucznik Kurosaki. Proszę o autoryzację do zwolnienia Gentei Kaijo dla: Shunsui Kyoraku, Kuchiki Byakuya, Toshiro Hitsugaya, Rukia Kurosaki i Karin Kurosaki. Mamy atak Mścicieli.
- Przyjąłem! Przyznam autoryzację najszybciej jak się da. - odpowiedział głos w słuchawce.
W Palaestrze była tylko jedna droga pozwalająca na otwarty atak na fortecę: - most przez jezioro. W mgnieniu oka Karin znalazła się na zwieńczeniu bramy, która zamykała dostęp do wnętrza Akademii.
Przez przeprawę szło bardzo wielu mścicieli. Zdecydowana większość z nich nie była nawet Mścicielami Cienia. Zwykli żołnierze, ale i tak stanowili dość wielkie utrapienie ze względu na swoją liczbę. W końcu dostrzeżono dowodzącego atakiem Był to Tenebris Basquiesta. Ten sam który półtora miesiąca wcześniej poważnie ranił Karin i omal nie zniszczył jej zbroi. Gdy tylko dziewczyna go zobaczyła, machnięciem ręki przywołała deszcz demonicznych róż unicestwiając tym samym wszystkich przeciwników nie będących przynajmniej Mścicielami Mroku. Efektem tej fali złości było pozostawienie na placu boju maksymalnie dziesięciu będących zdolnych do walki po stronie wroga. Emanując szkarłatnym Reiatsu i złotym Cosmo ta drobna czarno włosa osóbka założyła maskę Hollowa, by następnie zawołać: Basquiesta! Jesteś mój!
Gdy tylko zeskoczyła z muru usłyszała w odbiorniku: Gentei Kaijo – autoryzacja przyznana. Jej zbroja miała być gotowa dopiero za jakieś dziesięć minut, więc bez namysłu i ochoty na zbędne droczenie pozbyła się limitu i zawołała: BANKAI! Konjiki ryū no Shinsei shogun!
Za dziewczyną zaczął się materializować wielki humanoidalny smok o złotej łusce, Odziany w szkarłatną samurajską zbroje a w rękach trzymał coś pomiędzy naginatą a quan-dao.
Wszyscy shinigami którzy do tej pory stali na murze, cofnęli się o krok i pobledli w akcie rozpaczy i przerażenia. Drobna porucznik dziesiątki już bez bankai była straszna, gdyż jej niewyobrażalna energia napawała panicznym lękiem nawet samego Kapitana Kenpachiego a wszystkich poniżej piątego oficera jej atak złości mógł przyprawić o kilkudniowy pobyt pod czujnym okiem oddziału czwartego. W Seireitei złośliwcy z poczuciem humoru wstawiali w słowniku pod hasłem „demon” jej zdjęcie. Teraz po osiągnięciu bankai ten strach jeszcze się wzmocnił, a dla kapitanów było jasnym że teraz w razie jakich kolwiek rotacji na stanowiskach kapitańskich ona będzie pewniakiem.



C.D.N

poniedziałek, 9 listopada 2015

ROZDZIAŁ XXV - Witamy w sanktuarium

Rozdział dedykowany zespołowi Córek Merlina - Viperze i Eleonorze które występują jako Rycerz węża Vipera i uczennica Lwa Ikkiego : rycerz feniksa Eleonora.
*************************************************


Minął już miesiąc od wesela Kurosakich. Nad Santorini wstawał właśnie ranek, gdy do drzwi domu młodego małżeństwa zapukała dość spora grupka ludzi. Zniesmaczony tak wczesną pobudką Ichigo zszedł zobaczyć „kogo diabli nadali'.
- Ichigo, aleś się urządził. Gadaj gdzie jest moja bratowa. - Karin bezceremonialnie wparowała do domu brata.
- Tak siostrzyczko, naprawdę miło cię widzieć. Co was sprowadza w nasze progi o tak nieludzkiej porze? - zironizował pomarańczowo-włosy
- Za jakąś godzinę ma tu być Eden. Umówiliśmy się że poprowadzi nas z tond. Najpierw odprowadzimy shinigami którzy mają odbyć trening do akademii w Palaestrze, potem z tam tond już do Sanktuarium. - Wyjaśnił Toshiro który jako przewodniczący służb dyplomatycznych musiał tu być.
- Czujcie się jak u siebie. Ja idę obudzić Rukię i jak się ogarniemy to zejdziemy. - oznajmił starszy Kurosaki idąc w stronę schodów.


********************** Następnego dnia **********************


Szli przez gęsty las w górach Peloponezu, shinigami mający odbyć trening w Palaestrze byli bardzo niezadowoleni. Fakt że nie znali dokładnej lokalizacji uniemożliwiał skorzystanie z senkaimonu. Zniecierpliwieni zaczynali marudzić:
- Kapitanie, jak daleko jeszcze do tej całej Palaestry? - pytał już po raz któryś niższy oficer z piątki. Od odpowiedzi Hitsugayę uratował Eden, gdy stanął na szczycie wzgórza oznajmił:
- Za tamtą górą – wskazując na drugą stronę kotliny przed nimi. Odpowiedział mu przeciągły jęk
Droga wlokła się niemiłosiernie, a ciężki teren potęgował zmęczenie piechurów. Gdy przeszli wskazane wzniesienie, ich oczom ukazała się dolina porośnięta lasem i gajem oliwnym, a między drzewami widniały ruiny budowli które prawdopodobnie pamiętały erę mitów. Pośrodku doliny było wielkie jezioro, aktualnie zasnute mgłą. Niczego nie spodziewających się shinigami doszedł stłumiony wiatrem głos, najprawdopodobniej wołający nazwę jakiegoś ataku. U stóp Ichigo wbiły się zielono niebieskie kolce.
- Kimkolwiek jesteś, wyjdź! - Zawołał głosem nie znoszącym sprzeciwu zaatakowany.
- Kim że jesteś, aby mi rozkazywać? - usłyszał w odpowiedzi z koron drzew.
- Ichigo Kurosaki, Rycerz Raka! - Rudy zawołał butnie.
- Tutaj słowa nie wiele znaczą. Udowodnij! - Złośliwy dziewczęcy głosik dalej z niego szydził, co chwila z innego miejsca.
- Rozezu no Akuma! - jedna celna róża Karin wystarczyła by strącić złośliwą osóbkę z drzewa.
Pod nogi towarzystwa z Seireitei spadła dziewczyna rycerz. Dziewczyna, gdyż one muszą nosić maski. Owa złośnica miała około metra siedemdziesiąt wzrostu i długie włosy koloru kasztanowego. Miała na sobie czerwoną zbroję z zielonymi wzorami której ochrona głowy przypominała rozdziawiony pysk węża.
- Kim jesteś i dlaczego nas zaatakowałaś? - Swoim lodowatym tonem Toshiro przerwał milczenie.
- Vipera, Brązowa Rycerz Węża. Kim wy jesteście, i przede wszystkim kim ONA jest (wskazała na Karin) jestem najszybsza wśród srebrnych rycerzy i jeszcze nikt mnie nie trafił w ruchu. - Przedstawiła się zdegustowana dziewczyna.
- Jestem Karin Kurosaki, porucznik dziesiątej dywizji w Sereitei i Złota Rycerz Ryb. - czarnowłosa przedstawiła się o głowę wyższej dziewczynie bardzo sztywno i formalnie.
- Jak już mówiłam temu rudemu, słowa tu wiele nie pomogą, udowodnijcie. Zaatakowałam was, bo to mój obowiązek jako strażniczki. - odgryzła się szatynka.
- Ja ci nic nie udowodnię, gdyż moja zbroja jest poważnie uszkodzona. - Karin kontynuowała sprzeczkę.
Zdenerwowany zachowaniem strażniczki Ichigo wezwał swoją zbroję.
- Siostra weź przystopuj! Takie zachowanie uwłacza tobie jako porucznikowi i złotemu rycerzowi. - sarknął zastępczy, modląc się o to by nie było koniecznym sięganie po rozwiązania siłowe.
- Dobra z tym złotym rycerzem nie oszukiwałeś. Jednak dalej nie wiem co to za jedni? - Vipera dała za wygraną i zapytała o całą resztę wskazując rękom na pozostałych bogów śmierci.
- Oni? Przedstawię ci tylko najważniejszych, reszta to shinigami którzy zostali wybrani do programu treningowego który dla Seireitei i Sanktuarium opracowali Baran Kiki i Wodnik Hyoga. - rozpoczął przedstawianie Ichigo. - Moją siostrę już znasz, dałyście razem piękny pokaz. Ten białowłosy i chłodny w obyciu to Toshiro Hitsugaya, Kapitan dziesiątej dywizji i szef służb dyplomatycznych, a od niedawna także Rycerz Kryształu. Obok mnie stoi porucznik trzynastego oddziału i moja żona, Rukia Kurosaki Rycerz Łabędzia. Tamci w białych płaszczach to Kapitanowie Kuchiki i Kyoraku, mają w Palaestrze poszukać osób nadających się na szkolenie w Shino - Rudzielec pokazywał przedstawianych, a ci którzy mieli zbroje zakładali je. Gdy mówił o Rukii szatynka nie mogła uwierzyć własnym oczom jak dla niej Fioletowo-oka wyglądała jak dziecko.
- Mówisz ze ona ma uszkodzoną zbroje i dlatego jej nie założy? Żaden problem Mistrz Kiki właśnie wizytuje naszą akademię która jest na tamtej wyspie – Do tej pory złośliwa strażniczka rozwiała mgły na jeziorze. - Jeśli jednak on nie potwierdzi waszej wersji będziemy mieli piękny pokaz Wojny Tysiąca Dni.
Znaczące spojrzenie Edena, który wyłonił się z tłumu sprawiło że „Żmii” odechciało się już psot do końca tygodnia. Robiąc kwaśną minę pokazała delegatom drogę ku kładce prowadzącej do akademii na wyspie, tam przekazała ich swojej siostrze - Brązowej Rycerz Feniksa, Eleonorze. W odróżnieniu od siostry, druga z szatynek była ciepła i uprzejma, mimo to była stanowcza i w razie potrzeby niebezpieczna.
Akademia Rycerzy mieści się w wielkiej warowni na środku jeziora, dyrektorem jest zawsze któryś złoty rycerz. Nim wyruszyli w dalszą drogę poczekali kilka dni by Kiki mógł naprawić zbroję Ryb.


***********CDN**************

czwartek, 22 października 2015

ROZDZIAŁ XXIV - Trening Ban-Kai cz.2

- Teraz kiedy już znasz teorię, przejdźmy do praktyki. - Oznajmiła Shihoin tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Na czym ma polegać ta praktyka, skoro sama nie zmuszę Riri do zmaterializowania się. - Cierpliwość jest słabą stroną Karin-chan, zwłaszcza gdy jest bardzo blisko tego do czego dąży ( im bliżej tym gorzej).
- W normalnych warunkach zajęłoby ci to co najmniej dziesięć lat, ale to jest trening specjalny więc „trochę po kantujemy”. - Kisuke wyjął jakąś wielką białą kukłę zza skały – To jest Tenshintai, za jego pomocą można natychmiast zmaterializować ducha zanpakuto z wewnętrznego świata. My lub twój brat musieliśmy zamknąć ten trening w trzech dniach, ale ty powinnaś móc go przedłużyć do pięciu. To ze względu na poziom mocy. - Przedłożył metodę treningu Urahara ze swoim firmowym uśmieszkiem na twarzy.
- To fajnie że już wiem na czym będę ćwiczyć, ale ktoś mi powie w jaki sposób? - Kurosaki niecierpliwiła się coraz bardziej.
- Twoim trenerem będzie twoja zanpakuto we własnej osobie. Będziesz musiała wygrać z nią na jej zasadach. My będziemy ją tylko tu przytrzymywać przez dosyłanie jej reiatsu. - wyjaśniła Shihoin – aby zacząć pchnij kukłę mieczami.
Nim czarnoskóra zdążyła skończyć wypowiedź po podziemiach rozległ się odgłos przebijania czegoś twardego. Z kukły wydobyło się światło i po chwili przed zgromadzonymi stała ta sama dziewczyna, którą Karin widywała w swoim wewnętrznym świecie. Gdy tylko Riri się w pełni zmaterializowała, Kisuke zadał jej pytanie: Słyszałaś co jej powiedzieliśmy, kiedy możesz zaczynać?
- Słyszałam tą rozmowę, ale i tak twierdzę że ona nie jest na to gotowa. To prawda że jest zdolna i silna, jednak wciąż jej bardzo wiele brakuje. - Zanpakuto wyraziła swoje wątpliwości
- Nie wiem czy trzeba ci przypominać naszą ostatnią walkę, ale muszę to powiedzieć, tacy silni przeciwnicy jak tamten arrancar będą się pojawiać częściej. A wtedy o mało nie wylądowałam na cmentarzu – wtrąciła się Karin.
- Brakuje ci moja pani naprawdę wiele, a najważniejsze czego ci brak to: pokora, skupienie i zrównoważenie. Bez tego nie osiągniesz prawdziwego bankai! - Duch miecza zrugał swoją panią. - Na razie mogę ci pokazać tylko niekompletne, ale na to by przetrwać tą wojnę wystarczy. - Zapewniła
- Lepsze to niż nic. - westchnęła załamana Kurosaki.
- Przez twoją wielką moc, nie skupiasz się na rzeczach ważnych, gdyż zwycięstwa przychodzą ci zbyt łatwo! Jeśli chcesz kiedykolwiek poznać swoje prawdziwe bankai, radzę ci znajdź sposób na zapieczętowanie swojej mocy. W ten sposób docenisz to czego ci brakuje, jeśli będziesz musiała szlifować swoje umiejętności jak inni! -Zanpakuto kontynuowała swoją tyradę.
<<Słysząc słowa Riri, Kisuke chyłkiem wymknął się z pola treningowego i zamknął się w swoim laboratorium. Chciał jak najszybciej skończyć projekt który zaczął gdy zobaczył moc dziewczyny. Znając opowieści Ichigo o opasce na oko Zarakiego, postanowił stworzyć działający na podobnej zasadzie zegarek dla Karin. >>
Zniecierpliwiona Shihoin zapytała ducha miecza:
- Czy mogłabyś zostawić tą tyradę na potem? Rozumiem że jej postawa może być wkurzająca, zresztą to u nich jest dziedziczne. Dobrze by było żebyście zaczęli trening. Utrzymywanie czyjegoś Zanpakuto poza jego wewnętrznym światem jest męczące.
- Ależ oczywiście! Już jej wyjaśniam o co chodzi. - Riri przestała zabijać wzrokiem swoją panią. - Aby zdobyć „to” bankai, będziesz musiała wykonać trzy zadania, a następnie pokonać mnie w pojedynku. - szybko wyjaśniła zasady
- Na co czekamy? Objaśniaj pierwsze zadanie. - Cierpliwość Kurosaki już dawno wyjechała na wakacje.
- Twoim pierwszym zadaniem będzie, tak na początek: stworzyć istotę twoich rozmiarów, będącą czymś pomiędzy smokiem a człowiekiem. – widząc uśmiechniętą minę swojej pani dodała: - Korzystając tylko ze swojej silnej woli, reiatsu, Cosmo i twoich roślinnych ataków. Masz czas do północy!
Słysząc jakie są warunki zadania, Karin się trochę przeraziła. Pomimo to przystąpiła do dzieła z wielką ochotą, po pierwsze nigdy ( no, prawie) nie chodziła na łatwiznę a drugie uwielbiała wyzwania. Podejmowała próbę za próbą, mimo początkowych braków efektów nie poddawała się. Tak minął prawie cały dzień. W pewnym momencie przyszło natchnienie. Samą siłą woli zaczęła zaplatać krzewy demonicznych róż w szkielet, a z wiązek wężowego bluszczu tworzyła mięśnie stwora. Na piętnaście minut przed upływem czasu zakończyła. Drugie i trzecie zadanie były podobne, różnica polegała na tym że z samych energii miały powstać broń i zbroja dla stworzonego wcześniej wojownika.


******************** Pod koniec tygodnia *************************


- Kisuke, co to za ustrojstwo zegarko-podobne? - porucznik Kurosaki dziwiła się przedmiotowi otrzymanemu od Kapelusznika.
- Karin-chan, pozwól że przypomnę ci tyradę którą zafundowała ci twoja Zanpakuto, chwilę po rozpoczęciu treningu … - Dziewczyna przerwała mu wypowiedź gdy tylko skojarzyła o co może chodzić.
- Ty mi tu sugerujesz, że ten zegarek może ograniczyć moją moc? - po potwierdzeniu skinieniem zapytała – Jak bardzo?
- Jeśli go założysz, a następnie wciśniesz ten zielony przycisk, twoja moc będzie na poziomie … Kapitana Hitsugayi. Tym czerwonym wyłączasz blokadę w zegarku. A żeby nie różnił się od zwykłego zegarka, to te pokrętła z drugiej strony są do nastawiania godziny. - Urahara wyjaśnił działanie swojego wynalazku.
- Dzięki – rzuciła przez ramie, w tym samym czasie przechodząc przez senkaimon.


*********************************Seireitei*************************


Wyszła na placu przy głównych wrotach w Seireitei. Po przejściu kilku uliczek natknęła się na Toshiro idącego z baraków oddziału pierwszego.
- Karin?! Co ty tu robisz? Myślałem że z Uraharą trenujesz Bankai. - białowłosy pytał się o wszystko co akurat mu przyszło do głowy.
-Spokojnie. A co do Bankai to jestem tu żeby doszlifować to i owo. Żeby to zrobić potrzebuję kogoś z wielkogabarytowym bankai.
- Największe i zarazem najszybsze ma kapitan Kuchiki. Potem po prostu duże mają kapitanowie Komamura i Kurotsuchi. Renji jeszcze by się nadawał jeśli nie potrzebujesz typowo kapitana.
- Dzięki Shiro! - Kurosaki pocałowała swojego ukochanego i ruszyła szukać wymienionych osób. Hitsugaya mimo że nie znosił tej ksywki, w wykonaniu Karin mu nie przeszkadzała.


CDN



sobota, 19 września 2015

Rozdział XXI - Skończyło się cackanie!

ROZDZIAŁ XXI


- Witamy s powrotem wśród żywych, siostra! - pierwszym co Karin usłyszała po odzyskaniu przytomności była docinka starszego brata.
- Gdzie ja jestem? Co się stało? - pytania z gatunku „Klasyka po odzyskaniu przytomności” wyrwały się z ust dziewczyny.
- To się stało, że twój znajomy wilczasty Arrancar tak ci skopał siedzenie że byłaś nieprzytomna przez 3 dni – Ichigo widząc chęć podnoszenia się siostry uspokoił ją i powiedział – to jeszcze nie wszystko, teraz najważniejsze: Twoja zbroja jest w drzazgach, Kiki powiedział ze tutaj nie da rady jej przywrócić do porządku.
- No to niezły klops. - zasępiła się czarnowłosa – Teraz byś mi w końcu powiedział gdzie ja jestem i co ja tu właściwie robię?
- Jesteśmy u Urahary. Byłaś tak ciężko ranna, że Inoue, Kisuke i Tessai przez ostatnie dwa i pół dnia doprowadzali cię do …. względnego ładu. Gdyby nie Toshiro, który cię uratował i tu przyniósł, mogłoby być znacznie gorzej. Nawiasem mówiąc, gdy cię przyniósł, był na serio wściekły. Nigdy gdy go nie widziałem w takim stanie. - odpowiedział pomarańczowo-włosy
- Ichi-nii, powiedz mi jak zdobyłeś Bankai tak szybko?- pytanie siostry zwaliło Kurosakiego z nóg.
- Yoruichi mi pomogła zdobyć bankai, całą historię opowiem ci innym razem, ale teraz ważne jest tylko to, że to ona za pomocą jakiegoś ustrojstwa wymyślonego przez Uraharę mi z tym pomogła. W normalnych warunkach zdobycie takiej mocy to około 10 lat bardzo ciężkich treningów, tamta metoda to jakieś 3 dni karkołomnego wyzwania zadanego przez twoje własne Zanpakuto. - odpowiedział chłopak, po czym zapytał - A po co ci to wiedzieć?
- Ci mściciele którzy są arrancarami nazywają swoich najpotężniejszych Nueva Espada. Ten z którym walczyłam tak się właśnie tytułował. Jeśli jakimś popieprzonym cudem reszta jest chociaż w połowie tak silna jak on to mamy przesrane.- Odpowiedziała dziewczyna z wyraźnym bólem w głosie.
- Co ty insynuujesz? - przeraził się zastępczy.


- Jedno wiem na pewno: ten Arrancar nie walczył na serio. On się ze mną perfidnie droczył! - Bulwersowała się porucznik dziesiątki.
- Porozmawiam z Shihoin i Uraharą. Sprawa jest poważna więc jej nie zbagatelizują. - Odpowiedział Ichigo siostrze i wyszedł z „jej” pokoju.


*******************Tymczasem w Seireitei *************************

- KUROTSUCHI!!! - wydarł się kapitan dziesiątki wychodząc z senkaimonu.
Nie widząc nigdzie kapitana dwunastki, udał się do jego biura. Nim zdążył dojść do kwater rzeczonego oddziału, spotkał swój cel na jednej z drużek plączących się po Seireitei.
- Witaj, Mayuri! Mam nadzieje że twój dzień jest dzisiaj szczególnie paskudny. - zaczepił niebieskowłosego Toshiro.
- A, Hitsugaya. Nie rozumiem dlaczego twój stosunek do mnie jest teraz aż tak niechętny? - Kapitan dwunastki zgrywał niewiniątko.
- Do ciebie jako takiego nie mam nic, po prostu żywię nadzieję żeby przewinienia twoich nieudaczników odbiły ci się zgagą. - Ton białowłosego mimo że spokojny i wręcz lodowaty ociekał jadem.
- O kim mówisz dokładnie? - Kurotsuchi dalej zgrywał świętego
- Powiedz mi kto w tym tygodniu ma dyżur w centrum monitoringu i przyznaje autoryzację zdjęcia pieczęci, bo inaczej załatwię u Generała żeby Karin mogła sobie porażkę w ostatniej walce odbić na całym twoim oddziele - Hitsugaya wyłożył sprawę wyjątkowo jasno z iście szatańskim uśmiechem na twarzy – Mam nadzieję że nie będę musiał się upominać o zadość uczynienie za prawie całkowite zniszczenie zbroi mojej porucznik.
Mayuri zmieszał się słysząc wypowiedź kapitana dziesiątej dywizji, ale postanowił dalej ciągnąć swoją grę: Hitsugaya, o co ty mnie oskarżasz?
- A, racja zapomniałem że jeśli idzie o cokolwiek innego niż twoje wynalazki to bardzo szybko traci to na ważności u ciebie. - ironiczno-cyniczny styl Karin zaczął się udzielać również jej dowódcy – Jakieś 3 dni temu moja porucznik walczyła w świecie żywych z arrancarem przy którym Espada Aizena to wymoczki. Zażądała autoryzacji na zwolnienie pieczęci. Te twoje lenie jak zwykle miały na wszystko czas, przez co nim mogła zacząć walczyć z przeciwnikiem na jego poziomie, już była poważnie ranna. Gdyby nie to że byłem odebrać raporty od Urahary i potwierdzić ze złotymi rycerzami kiedy możemy udać się z naszą misją dyplomatyczną, mogło by to się skończyć znacznie gorzej. Więc albo sam ich ukarzesz, albo za zgodą generała zrobi to Karin-chan. Chyba wiesz ze ona potrafi być znacznie gorszą sadystką niż ty, i jeśli ona by to robiła to ty też byś oberwał. - Toshiro powoli tracił panowanie nad sobą.
- Czcze gadanie! - kapitan dwunastki zbył Białowłosego i odszedł w swoją stronę.
Kapitan dziesiątego oddziału aż trząsł się ze złości, a te jakże charakterystyczne żyłki, do tej pory zarezerwowane wyłącznie dla leniwej Matsumoto, zdobiły dużą powierzchnię jego twarzy.
Chmura złowróżbnego reiatsu zbliżała się do baraków oddziału pierwszego, a konkretniej do biura Generała Yamamoto. Zanim owo Reiatsu dotarło do generała, wbiegł tam spanikowany porucznik Sasakibe i oznajmił: - Generale, Kapitan Hitsugaya chce z panem niezwłocznie mówić. Twierdzi że to bardzo pilne. Nie wiem kto go tak urządził ale jest na granicy ataku apopleksji,
- Niech wejdzie! - odparł Yama-jii swoim zwyczajnym tonem.
- Witam generale. - przywitał się Toshiro
- Co pana do mnie sprowadza? - generał nie chciał tracić czasu na próżne gadanie
- Mam dwie sprawy, jedną mógłbym przedstawić na porannym zebraniu kapitanów, ale że druga jest z gatunku tych które nie powinny czekać więc przyszedłem od razu. - zaczął białowłosy.
- Do rzeczy. Nie mam całego dnia. - ponaglił staruszek
- Pierwsza i najważniejsza sprawa: raport z ostatniego ataku mścicieli w świecie żywych. Przeciwnik zmuszony do odwrotu, bez strat po naszej stronie, jedna osoba poważnie ranna. - Hitsugaya chciał już kontynuować gdy przerwał mu Yamamoto:
- Kto? I dlaczego to jest takie ważne.
- Jedyną ranną była porucznik Kurosaki. Obyło by się bez tego że została ranna gdyby w dwunastce ktoś nie postanowił odesłać protokół na arrancarów do lamusa. Nim przyznano jej autoryzację do Gentei Kaijo już była poważnie ranna a przeciwnik nie użył nawet 35% swojej mocy. Gdy tam przybyłem jej przeciwnik stwierdził że chciał ją tylko sprawdzić i zniknął. Przez następne dwa i pół dnia Inoue i Urahara doprowadzali ją do ładu – Toshiro będąc na granicy wybuchu składał raport – proszę o wyciągnięcie konsekwencji za to zaniedbanie ze strony oddziału kapitana Kurotsuchiego. - zakończył sprawę
- Te sprawę będziemy kontynuować na jutrzejszym zebraniu. A teraz o czym mieliśmy rozmawiać „przy okazji”? - zapytał generał.
***************** z powrotem w Karakurze **************************
Koło łózka rannej porucznik siedzieli Yoruichi i Kisuke, których pomarańczowo włosy poprosił o rozmowę z jego siostrom.
- Kurosaki-chan, o co chodzi? Gdy Ichigo nam mówił że chcesz z nami rozmawiać jego mina była dość nietęga. - rozpoczął kapelusznik
- Potrzebuję od was takiego samego treningu, jaki miał mój brat gdy osiągnął bankai. - Karin nie owijała w bawełnę
- Moim zdaniem na bankai jest dla ciebie za wcześnie. Podaj mi jeden solidny powód dla którego miałabym ci pomóc osiągnąć „ten” etap. - Yoruichi nie wyrażała entuzjazmu.
- Moim przeciwnikiem był arrancar który tytułował się mianem Nueva Espada. Zauważyłam że nie użył nawet 50% swojej mocy – nie mam doświadczenia jeszcze w ocenie siły przeciwnika na zmysły więc mogę się mylić …. - w tym momencie zadzwonił komunikator duchowy panny porucznik – Urahara, Toshiro pisze że ten arrancar użył tylko trochę ponad 30% mocy.
Oczy dwójki starszych shinigami stanęły w słup.
- Chyba nie mamy wyjścia. Poziom mocy w espadzie powinien być mniej więcej ujednolicony, czyli twój bankai to konieczność. Jednakże, dopiero co odzyskałaś przytomność po leczeniu cię z ciężkich ran. Kurosaki-chan pomożemy ci z osiągnięciem bankai, ale dopiero po weselu twojego brata – co najmniej tyle musisz odpocząć. - Ton byłego kapitana dwunastki dawał jasno do zrozumienia że, protesty są bezcelowe i mogą tylko pogorszyć sprawę.



C.D.N

wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział XVIII

Na porannym zebraniu kapitańskim Hitsugaya oraz Wodnik przedstawili problem z niejakimi „Mścicielami”, zdenerwowanie, mimo że skrzętnie ukrywane pod maską obojętności, było doskonale wyczuwalne przez gwałtowne zawirowania energii duchowej. Niby jedna emocja, lecz u każdego wynikała z innych powodów:
Złość – Soi-Fon była zła na swoje służby wywiadowcze, że to nie oni wykryli problem
Smutek – Unohana czuła smutek ze względu na nadchodzące cierpienie
Radość? - nie kto inny tylko Kenpachi był podenerwowany z radości na nadchodzące potyczki.
Takich przykładów można by wymieniać jeszcze więcej.
- Co za rozwiązanie tej niepokojącej sytuacji proponujecie? - zapytał generał.
- Skoro wróg łączy możliwości zarówno naszego wroga jak i dotychczasowych wrogów Sanktuarium, to i my powinniśmy wytrenować więcej takich osób jak rodzeństwo Kurosaki lub porucznik Kuchiki – rzucił luźno Kyoraku.
- Z tego, co pamiętam, to będzie to co najmniej ciężkie - wtrącił Hirako. – Hyoga, popraw mnie, jeśli się mylę, ale Sanktuarium w całości dysponuje tylko trochę ponad osiemdziesięcioma świętymi zbrojami?
- Dokładnie to 88 - odpowiedział Rycerz.
- To już nie będzie problemem. Dzięki próbkom ze zbroi Kurosakiego i Kapitana Hitsugayi opracowałem Shihakusho o takich samych właściwościach jak te zbroje - chełpił się Kurotsuchi.
- Mayuri, przybliż nam tę koncepcję. - Nakazał generał.
- Odkryłem, jak z reishi wytwarzać te magiczne metale - wskazał na zbroje obecnych. - Po kilku eksperymentach mogę wytwarzać nasze mundury, które będą reagować na cosmo nawet najmniejszej, pojedynczej gwiazdy. Innymi słowy każdy, kto wykazuje chociaż najmniejszą wrażliwość na tę energię, będzie mógł mieć swoją namiastkę świętej zbroi. Wystarczy, że będę wiedział, ilu shinigami wykazuje zdolności i po sprawie. - Kapitan dwunastki odpowiedział od niechcenia, po cichu licząc na kilku królików doświadczalnych.
- Kapitanie Kurotsuchi, w takim razie mogę panu już trochę okroić listę potencjalnych kandydatów - wtrącił Toshiro.
- Każda informacja to dobra informacja, potem to tylko kwestia jak dobra - sarknął Kurotsuchi.
- Wrażliwość na cosmo dla Shinigami jest dostępna tylko dla tych, którzy mają moc na poziomie porucznika lub wyższym, o ile nie zna swojego shikai, jeśli je zna, moc jest wtedy już tylko kryterium do rodzaju zbroi. Przykładowo protegowana Kapitana Kuchiki wczoraj okazała się godna srebrnej zbroi - sucho zreferował Wodnik.
Byakuya może i nie dał tego po sobie poznać, ale w środku czuł się niczym dumny ojciec. Zadziorny błysk w oku z pozoru wypranego z emocji kapitana nie uszedł uwadze spostrzegawczej porucznik Kurosaki.
- Tak więc ustalone. Kapitanie Hitsugaya, proszę o sporządzenie listy według tego kryterium dla Kapitana Kurotsuchiego - zakończył zebranie Yamamoto.
Aby ułatwić tworzenie listy, kapitanowie wszystkich oddziałów wraz z rycerzami ustalili jedno zebranie treningowe, w wyniku którego Oddział dwunasty został zasypany robotą po dach.

Corrie i Karin codziennie ostro ćwiczyły. Po trzecim dniu treningów z Kurosaki Corrie zaczęła sądzić, że pojedynki z Ikkaku były spacerkiem po ogrodach Kapitana Ukitake, lecz jej upór sprawiał, że przyjmowała wszystko z fasonem. Wspólny trening miał daleko idące skutki dla obydwu dziewczyn, Karin „zaraziła się” perfekcjonizmem Shiroyamy oraz zaczęła przykładać więcej uwagi do komunikacji z duchem miecza. Corrie natomiast bardzo szybko odzyskała pogodę ducha i dawną energię, pomimo tego, że teraz to ona była „tą słabszą”.
Pewnego dnia na pole treningowe dziesiątki zawitało poza porucznikami kilku kozaków z jedenastki, których ominęły plotki o tym, jak to nie tak dawno panna porucznik urządziła dowódcę dwunastki. Jeszcze nawet nie było południa, a ci goście już byli pod wpływem, przez co nie widzieli różnicy między odwagą a głupotą. Gdy tylko przyszli, zaczęli kopać własne groby, nabijając się z obydwu trenujących. Renji nawet ich uprzedzał, żeby przestali, ale gdy to nie pomogło, rzucił na tyle głośno, żeby tamci słyszeli: „zrzutka na wieńce, jeszcze chwila a jej cierpliwość się skończy”. Szczęściem dla nich to Corrie prędzej puściły nerwy, dzięki czemu nie zginęli, tylko wylądowali w czułych ramionach Kapitan Unohany z zapaleniem płuc i odmrożonymi uszami - przećwiczyła na nich „Grom Jutrzenki”, którego nauczyła się od Hyogi. Po wymianie porozumiewawczych spojrzeń, Corrie odłożyła miecz i odwróciła się do cwaniaczków uniosła złączone ręce a następnie szybko je opuściła wyraźnie mówiąc nazwę techniki. Efektem było czterech błaznów mocno pokrytych lodem, z bardzo zdziwionymi minami, po których musieli przyjść sanitariusze z czwartego.
Dzięki długiemu jęzorowi Abaraia kapitan Kuchiki był na bieżąco z postępami swej podopiecznej. Po półtorej miesiąca katuszy w wykonaniu swojej przyszłej szwagierki skorzystał z możliwości wnioskowania o specjalny egzamin dla Shiroyamy, dzięki któremu mogłaby zostać wcześniej przyjęta do czynnej służby. Egzaminy składały się z części sprawdzającej poszczególne umiejętności, przeprowadzanych przed komisją, w skład której wchodzili Generał Yamamoto, patron, nauczyciel z akademii z określonej dziedziny oraz kapitan uchodzący za specjalistę w danej dziedzinie.
Egzamin #1 – walka wręcz i zwinność pod okiem Yoruichi Shihoin. Jako przeciwniczkę wyznaczono jej ku zdziwieniu wszystkich samą kapitan Soi-Fon. Jako że dziewczyna nie znała sztuczek Omnitsukido, nie zgarnęła maksymalnej liczby punktów, ale te braki nadrabiała prędkością srebrnego rycerza, co pozwoliło jej obronić liczbę punktów wystarczającą na bezstresowe zaliczenie zadania.
Egzamin #2 – Kido pod okiem Retsu Unohany. Zadanie polegało na użyciu 10 Bakudo i tylu samo Hado zadanych przez egzaminatorów po 5 z inkantacją i bez. Do zaliczenia potrzebne było 70% skuteczności.
Egzamin #3 – Zanjutsu egzaminował Kenpachi. Zadanie polegało na wytrzymaniu co najmniej 5 minut w sparingu z Madarame lub pokonaniu Ayasegawy. Corrie postanowiła zmierzyć się z Ikkaku, wynik treningu z Karin zaskoczył wszystkich, a Shiroyamę to chyba najbardziej. Dziewczyna nie znała jeszcze co prawda technik swojego Zanpakutou, ale wzmacniała jego mocą techniki rycerskie, które w przewadze były zasięgowe co bardzo denerwowało 3-go oficera jedenastki, który w swoim repertuarze miał tylko ataki bezpośrednie. Mimo że Madarame był bardzo szybki, to szybkość srebrnego rycerza zostawiała go daleko w tyle, a bardzo częste fale mrozu powodowane przez „Diamentowy pył” i „Grom jutrzenki” nie tylko jeszcze bardziej go spowalniały, a w towarzystwie ciosów sayą lub płazem miecza powodowały dodatkowo frustracje. W efekcie po kwadransie droczenia się stanęło na tym, że był wypunktowany a walkę wygrała dziewczyna.
Kadetka zaliczyła egzamin, ale miała poważny dylemat co do wyboru oddziału: Czy służyć pod kapitanem Ukitake, który był dla niej jak ojciec , czy być w jednym oddziale z nową przyjaciółką, która wyciągnęła ją z doła i wlała w nią nowe siły. Jedyne co przyszło do głowy świeżo upieczonej shinigami, to chwila samotności na wzgórzu Sokyoku. Wolała nie pokazywać się na oczy porucznikom, a zwłaszcza Matsumoto, gdyż wiedziała, że skończyłoby się to dla niej kacem, a to w podjęciu decyzji na pewno nie jest pomocne. Jedyne co mogło jej pomóc, to szczera rozmowa z Yukikaze. Pomimo, że relacje tej dwójki dalekie były od ideału, to na jedno Corrie mogła zawsze liczyć od swojej Zanpakutou – szczerość. Często w pakiecie z wylaniem kubła lodowatej wody na głowę.
Gdy dziewczyna dostała się do swojego wewnętrznego świata, zastała bardzo niecodzienny widok: Yukikaze bliska utraty przytomności… ze śmiechu leżała pod huśtawką, tym razem jednak duch nie naśmiewał się ze swojej pani. Po kilku próbach uspokojenia miecza „po dobroci”, które nie przyniosły zamierzonych rezultatów, Shiroyama wrzasnęła:
- YUKI! YUKI! USPOKÓJ SIĘ!!!
- Dzięki, ale warto było tak pocierpieć, by zobaczyć zdegustowanego Hozukimaru - odparła Zanpakutou, krztusząc się resztkami śmiechu. - Jego mina była wprost bezcenna.
- Taaa. Ty masz radochę, a ja muszę się zastanowić, do którego oddziału wstąpić - skwitowała sarkastycznie brązowowłosa.
- Polecam szósty albo dziesiąty – westchnęła Yukikaze.
- Myślałam jeszcze o oddziale kapitana Ukitake ... – przyznała dziewczyna.
- Odpada, byłby dla ciebie za łagodny. Rozpuściliby cię tam jak dziadowski bicz, a w szóstym lub dziesiątym twój charakterek się na coś przyda – wtrąciła Zanpakutou, nim jeszcze dziewczyna wypowiedziała drugą część zdania.
- W szóstym może i bym miała pole do popisu, ale kłótnie z Kuchikim mogłyby się bardzo źle skończyć – zironizowała.
Spędziła w wewnętrznym świecie jeszcze kilka godzin. Schodząc z wzgórza, natknęła się na rodzeństwo Kurosaki i Rukię, którzy zaczęli jej gratulować zdanych egzaminów oraz podstępnie ciągnąć do oddziału dziesiątego, gdzie czekali na nich wszyscy znajomi. Zanim zdążyli rozpocząć oblewanie sukcesu świeżo upieczonej shinigami, do pomieszczenia wpadł jak burza Kapitan Hitsugaya ze swoim słynnym na cale Seireitei okrzykiem: MATSUMOTO!!!
- Ale Kapitanie... - ruda zrobiła minę niewiniątka.
- Matsumoto, co tu się u diabła wyprawia? - Toshiro aż gotował się ze złości.
- My tylko chcieliśmy uczcić dzisiejszy sukces Corrie – spowiadała się porucznik.
- A racja, Shiroyama, gratuluję wcześniejszego ukończenia Akademii. Możecie chwilę po świętować. Kurosaki, Kuchiki, wy dwie tu jesteście najbardziej rozsądne, macie przypilnować, żeby ten cały rozgardiasz nie przeistoczył się w jakąś wielką katastrofę – westchnął zrezygnowany. – Wolałbym, żebyście się przenieśli na plac treningowy. Po ostatnich pijackich ekscesach przez tydzień doprowadzałem biuro do stanu używalności - uczynił znaczny wyrzut Rangiku.
Zanim zdążył się ulotnić, zatrzymała go Corrie:
- Kapitanie, poświęci mi pan chwilkę?
- O co chodzi, Shiroyama–kun, myślałem, że wolisz z nimi świętować? - zapytał Shiro.
- To sprawa którą, wolałbym załatwić póki jestem trzeźwa i bez kaca – szczerze odpowiedziała brązowowłosa.
- Dobrze, o co chodzi? - zapytał kapitan, popijając herbatę.
- Chcę dołączyć do Dziesiątki – wypaliła bez owijania w bawełnę Corrie.
- To poważna sprawa, a ja muszę sprawdzić personel, które stanowiska mam wolne. Postaraj się jutro w południe już nie cierpieć, to porozmawiamy – Hitsugaya odpowiedział zgodnie ze stanem faktycznym, aczkolwiek nie całkiem.
Nie powiedział jej, że Kuchiki również chętnie zobaczyłby ją w składzie swojego oddziału.
************************Następnego dnia rano*****************************
Corrie jako jedna z nielicznych była w stanie pozwalającym na względnie normalne funkcjonowanie, oprócz niej fason trzymali tylko Rukia, Ichigo i Karin. Kurosaki wyłgali się od picia tym, że są nieletni, a Rukia wypiła tylko dwa kieliszki, zrzucając winę na Byakuyę: „Ni-sama będzie niezadowolony, jeśli się upiję”. Całej reszcie Matsumoto musiała udostępnić lekarstwo na kaca, a sądząc po ilości opróżnionych flaszek, dzbanków i karafek, musiał być ten słynny kac-morderca, który całe Seireitei nawiedzał tylko w sylwestra, a uczestników popijaw u Matsumoto i Hisagiego co najmniej raz w tygodniu.
Gdy tylko zbiorowisko skończyło leczyć kaca, do Rukii podfrunął piekielny motyl z informacją, że na zebranie kapitanów proszeni są również Rycerze, Corrien i Ichigo. Oznajmiono na nim, że shinigami, którzy zdobyli lub mogą zdobyć prawdziwe zbroje, wyjadą na szkolenie do sanktuarium, a rycerze z predyspozycjami na shinigami-daiko mają odbyć szkolenie w Seireitei. Po tym obwieszczeniu Kapitan Hitsugaya złożył wniosek, aby jego oddział był odpowiedzialny za relacje z sanktuarium oraz, używając porównania do Omnitsukido, poprosił o sformowanie jednostki, do której będą należeć rycerze-shinigami („syntetycznych zbroi” Mayuriego nie wliczał), podlegającej właśnie dziesiątce. Generałowi taki pomysł chodził już po głowie, ale jeszcze nie myślał na ten temat od strony technicznej, pomysł dowódcy dziesiątki zaoszczędził mu zmartwień i był klarownie rozrysowany. Wszyscy uważali, że takie rozwiązanie zaoszczędzi wielu problemów, dlatego pomysł przeszedł od razu. Po zebraniu oficjalnie przyjęto Corrie, a Rukię przeniesiono do dziesiątki. Według opinii Kikiego i Hyogi dziesięciu do piętnastu oficerów innych oddziałów miało szansę na zbroje w Sanktuarium, po odbyciu szkolenia miały się rozpocząć procedury mające na celu wymianę personelu.
Przygotowania do wojny ruszyły pełną parą. Ci, którzy jeszcze niedawno cieszyli się szkolną beztroską, bardzo szybko za nią zatęsknili.

C.D.N

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział XVII

Światło z poszczególnych gwiazd konstelacji skupiło na wyciągnięcie ręki Corrie, formując srebrno-niebieski klejnot docięty jak niewielki diadem.
- Co to ma być? Co to za klejnot przede mną? - dziwiła się kadetka.
- To zapieczętowana zbroja. Więcej nie potrzebujemy. Możemy przeprowadzić odpieczętowanie już teraz, ale to cię dość mocno zmęczy - poinformowała Karin. – Kadeci, dalszą część zajęć przeprowadzicie już pod okiem senseia.
- Proszę, mów, co mam robić, chcę odpieczętować ją już teraz - zapał Shiroyamy „powodował powódź”.
- Zabierz ten klejnot, pójdziemy gdzieś, gdzie będziemy mogli go odpieczętować w spokoju. Lepiej, żeby był przy tym Hyoga, ja musiałam szkolić się w panowaniu nad energią jakieś dwa miesiące i to szalenie intensywnie. Uprzedzę twoje pytanie, to dlatego, że moja moc jest tak absurdalnie wielka, że bez odpowiedniego opanowania narobiłabym szkód – Karin ostudziła przyjaciółkę.
********************w tym samym czasie poza ringiem *********************
- N-n-niemożliwe! Niech mnie ktoś uszczypnie! Spodziewałem się w tej akademii zdolnej młodzieży, ale nie podejrzewałem, że ktoś przebudzi zbroję już na próbie – wyjąkał Hyoga.
- Co cię tak zaskoczyło? - zapytał Toshiro, który w tej chwili nie prowadził żadnego sparingu.
- Ta kadetka. Uznałem, że jeżeli znajdę kogoś godnego Spiżowej Zbroi, będzie dobrze na początek. Ta dziewczyna to nieoszlifowany diament, już teraz jest godna Srebra, a jeśli nad nią popracować, to może mierzyć w Złoto, a nawet ośmieliłbym się zaryzykować stwierdzenie, że może się pokusić o więcej - zwykle oszczędny w słowach Rosjanin nie potrafił wyrazić swojego zdumienia.
- O więcej? Czegoś tu nie rozumiem. Przecież mówiłeś, że w Sanktuarium nie ma wyższej rangi niż złoty rycerz - Hitsugaya drążył temat.
- W normalnych warunkach to prawda. Jednakże Rycerz o bardzo wielkiej energii i sile woli może osiągnąć więcej. Jest to coś w rodzaju błogosławieństwa za zasługi, zapał i determinację. Wtedy taką zbroję nazywamy Kamui, są równe tym, które noszą bogowie – wyjaśnił Wodnik.
- O tak! Czego jak czego, ale determinacji to im odmówić nie można. Nie zdziwię się, jeśli obie będą celować w Kamui - skomentował białowłosy. – Hej, Hyoga, ostatnio strasznie zaniedbałem moje relacje z Karin, skoczę po Ichigo, Rukię i Kikiego, niech teraz oni się tym zajmą, a ty zajmiesz się planem treningowym dla Shiroyamy. Co ty na to? - po chwili dodał.
- W porządku. W zasadzie to też jest lodowa zbroja, więc będzie trenować razem z tobą i Rukią. Treningu nigdy za mało - skwitował zapytany.
******************** kilkanaście minut później****************************
Gdy dziewczyny skończyły rozmowę o zbroi, podeszły do Wodnika. Chwilę później pojawili się koło nich Rukia z Ichigo oraz Kiki i Toshiro.
- Hyoga, jeśli potrzebujesz jakiegoś pola treningowego, żeby wyjaśnić Corrien, jak kontrolować Cosmo, to skorzystaj z pola dziesiątej dywizji, a jakbyś czegoś potrzebował, poproś o pomoc Rangiku. Ja z Karin dostaliśmy patrol w południowym Rukongai - oznajmił Hitsugaya.
- Dobrze, spotykamy się wieczorem w dziesiątce - odpowiedziała chórem reszta, po czym wszyscy udali się w swoich kierunkach.
Słowem wyjaśnienia: Gdy Toshiro szedł po Rukię i resztę, spotkał w połowie drogi między Dziewiątką i Dziesiątką rozmawiających Matsumoto i Hisagiego. Trochę się wkurzył, że jego podwładna marnuje czas, ale postanowił dać jej szansę na zrehabilitowanie się. W swoich planach potrzebował także Shuuheia, który uchodził za najlepszego kucharza–amatora w całym Gotei. Po załatwieniu wszystkiego z kapitanem Mugurumą, wtajemniczył „pijacką dwójkę gołąbków” w swój plan, który sprowadzał się do tego, że porucznik dziewiątki miał mu przygotować romantyczny piknik dla dwojga na wzgórzu Sokyoku na popołudnie, a Rangiku miała zapobiegać kręceniu się tam kogokolwiek.
Ostatnie okręgi Rukongai nigdy nie należały do przyjemnych. Wraz z odległością od Seireitei wzrastała przestępczość i bieda, a wraz z nimi szanse na spotkanie pustych. Zostały jakieś 2 godziny do niespodzianki szykowanej przez Toshiro dla Karin, gdy nagle z prawie bezchmurnego nieba zaczął lać deszcz, a w otaczającym ich lesie dało się wyczuć kilka naprawdę potężnych, ale zarazem agresywnych aur. To co się pojawiło wyglądało jak połączenie Arrancara i Rycerza w liczbie dwóch, a następnych tylu było połączeniem Quincych i Rycerzy, przedstawili się jako Mściciele Nemezis. Ten, który emanował najsilniejszą mocą, powiedział:
- Mamy was przetestować, shinigami. Mimo wszystko nawet „zemsta” ma swoje prawa, będziemy walczyć pojedynczo. - po czym, wskazując palcem na Hitsugayę, powiedział: – Ty w haori, walczysz ze mną, Amfitryta, zajmij się dziewczyną.
- Skoro chcecie walki, dobrze, ale z łaski swojej byście się przedstawili. Ja co prawda wiem, jak się nazywa moja przeciwniczka, ale co z resztą komitetu powitalnego z ekipy „Nemezis – problemy sp. z o.o.” - sarkastycznie upomniała go Karin.
- Gdzie moje maniery, ojou-chan. - zironizował przywódca bandy. – Ja jestem Beowulf, Mściciel mroku Azgardu, Amfitryta jest Mścicielem cienia Atlantydy, z mojej prawej są jeszcze Romulus i Penelopa Mściciele cienia Rzymu.
- Ja jestem Kapitan Toshiro Hitsugaya, a po mojej prawej jest Porucznik Karin Kurosaki. Jednak jednej sprawy dalej nie rozumiem – o co chodzi z tym Rzymem, Atlantydą i Azgardem? - odpowiedział białowłosy.
- Jeśli wiesz, to powtórzę, a jeśli nie, to się dowiedz, że Nemezis jest boginią zemsty. My, Mściciele, rekrutujemy się z tych wszystkich, którzy mogą mieć jakieś zadawnione urazy do Sanktuarium lub Gotei 13. Czyli są między nami Quincy, Menosi wszystkich kategorii, którzy pod wpływem mocy naszej pani stali się Arrancarami, oraz ludzie z wszystkich nacji, jakie walczyły z tym wcieleniem Ateny - odpowiedziała Amfitryta, po czym zaczęła się naśmiewać ze swojej przeciwniczki: – Ta smarkula to twoja porucznik, za co dostała stanowisko, bo nie wierzę, że za umiejętności? Dała ci dupy czy jak?
Do tej pory Toshiro odczuł zdenerwowanie swojej dziewczyny tylko echem, gdy ta „upominała” Kurotsuchiego, jednak teraz ujrzał najprawdziwszą białą furię tej drobnej osóbki. Jej rozedrgana mieszanka energii była już tak gęsta, iż nawet jemu było już ciężko oddychać. Po czym usłyszał tylko:
- Toshiro, proszę cofnij się! - mówiąc to, wyciągała lewy miecz, a prawą ręką zakładała maskę pustego.
Komenda shikai, którą wypowiedziała, dobitnie uświadomiła mu, że cofnięcie się będzie najlepszym, co może zrobić:
- Anata no tsume ga kaihi-chi o kantsū shi, anata no o wa maunten o sumasshu shimashou! Riri no ryu-hime!
Gdy „smocze szpony” pojawiły się już na swoim miejscu, Kurosaki musiała jeszcze postawić kropkę nad ”i”, zakładając zbroję ryb.
- Ja po prostu nie wierzę. Widzę, że mamy braki w informacjach. Nie dość, że shinigami, to na dobitkę rycerz i to jeszcze złoty. Jeśli wyjdziemy z tego cali, to Amfitryta masz przerąbane, a jeśli wyjdziemy połamani, to ci jeszcze poprawię... - tyle zdążyli powiedzieć Romulus i Penelopa (Quincy) zanim otrzymali cięcia, które ich ogłuszyły.
- Hado 88 – Hiryu Gekizoku Shinten Raiho – zaklęcie wypowiedziane przez porucznik o mały włos poważnie raniłoby Beowulfa, gdyż ten w ostatniej chwili uskoczył, po czym kontratakował grand rey cero.
- Cero del dragon imperial! - splatając smocze szpony, Karin wystrzeliła cero o złotym kolorze i czerwonej poświacie, które przybrało kształt lecącego azjatyckiego smoka.
Cero mściciela zostało zneutralizowane, a on sam otrzymał obrażenia od wybuchu.
- Amfitryta! Bez Resurection będzie z nami krucho – zawołał Arrancar – wielkolud.
- Że też musisz mieć rację, ta smarkula przyprawia mnie o ból głowy. - warknęła arrancarka: - Megasamete taifu*! Bentesikyme**! – wypowiedziała komendę, po czym jej skóra pokryła się rybią łuską w kolorze wzburzonego oceanu, a jej włosy zmieniły się w przeróżne wodorosty, jej pancerz jako, że nawiązywał do łusek marynarzy Posejdona, taką też miał fakturę.
Beowulf zaś nakazał:
- Kyofu o okonau***!Grendel**** – na skutek czego gwałtownie zwiększył swoją masę mięśniową, skóra stwardniała jeszcze bardziej, twarz zmieniła się w pysk niedźwiedzia i wyrosły mu rogi, całość jeszcze zwieńczyło gęste szare futro. Zbroja jak wszystkie Azgardzkie wyobrażała jakąś bestię z mitologii nordyckiej.
Gdy Arrancarzy – mściciele uwolnili resurection, Kurosaki wybuchła śmiechem. Dzięki prędkości światła złotego rycerza zaczęła atakować wciąż przytomną dwójkę w szaleńczym tempie, w ten sposób po kilku chwilach na nogach pozostał już tylko Beowulf, który widząc, że dzieli go od przeciwniczki przepaść w poziomach, zaczął rozważać odwrót. Karin, której przeszła ochota na zabawę, posłała w przeciwnika salwę rekinich hiacyntów, zakończyła sprawę, zmuszając ową szajkę do odwrotu.
Po tym ujawnieniu się wroga Toshiro musiał przez jakieś pół godziny uspokajać ukochaną, żeby nie narobiła problemów w gęściej zaludnionych obszarach Rukongai, po czym ruszyli w stronę Seireitei.
Idąc w stronę Dworu Czystych Dusz, szli tak, aby wrócić przez wzgórze Sokyoku, gdzie czekał na nich kosz piknikowy pilnowany przez Hisagiego, który widząc, że już idą, błyskawicznie się ulotnił. Karin, widząc kosz i uciekającego Shuuheia, spojrzała znacząco na Hitsugayę, w podobny sposób patrzyła na niego, gdy tłumaczył jej, że wcielono ją do dziesiątego oddziału. Widząc „to” spojrzenie, Shiro zapytał:
- No co, przecież wiesz, że mi się podobasz? Nie znam się na sytuacjach sprzyjających zakochanym. Chciałem, żeby to wszystko było odpowiednio przygotowane, to wciągnąłem w to naszego „specjalistę”. - wyznał białowłosy.
- To, żeby ułatwić życie „panu specjaliście”, wymyśliłeś patrol? - Karin-chan ciągnęła za język.
- Patrol to był oficjalny rozkaz, ale po trochu spadł mi jak z nieba - odpowiedział Toshiro z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
Po chwili przyciągnął dziewczynę do siebie i pocałował ją, długo, zachłannie i namiętnie. Lekko zszokowana śmiałością chłopaka porucznik pokryła się dorodnym rumieńcem.
Toshiro i Karin spędzili kilka godzin, rozmawiając o wszystkim i o niczym, ciesząc się swoim towarzystwem. Napawali się każdą chwilą, gdyż zdawali sobie sprawę, że wydarzenia sprzed kilku godzin mogą być w przyszłości bardzo brzemienne w skutki.
Prosto ze wzgórza udali się na tereny dziesiątki, gdzie czekała już na nich reszta ekipy. Gdy tylko weszli, Ichigo, który trzymał Rukię na kolanach, zapytał o patrol.
- Ogólnie to szykują się kłopoty - odparł Hitsugaya, gdy tylko to powiedział, zaraz wszyscy chcieli wiedzieć więcej.
- Co przez to rozumiesz? - zapytał Kiki.
- A to że spotkaliśmy czwórkę wrogów. Przedstawili się jako Mściciele Nemezis. Nie są to tylko zwykli ludzie, są to też Quincy i Arrankarzy którzy pod flagą bogini Nemezis postanowili się zmierzyć zarówno z Seireitei jak i z Sanktuarium. Pozwólcie, że wyprzedzę wasze pytanie, czy mają jakieś zbroje, otóż tak, mają – zbroje będące podobnych typów jak te, z których właścicielami już walczyliście – zwrócił się do Barana i Wodnika.
- No to teraz przygotowania ruszą pełną parą zarówno tutaj jak i u nas – skwitował Hyoga. - Wyślę wiadomości do Wielkiego Mistrza, wy poruszcie temat u Generała, ale najpierw niech Corrie odpieczętuje swoją zbroję – powiedział Baran.
Po tych słowach wszyscy przygotowali się do Rytuału, przez założenie swoich zbroi i udali się na plac treningowy, aby tam go przeprowadzić. Jako że dziewczyna nie nosiła biżuterii na co dzień, ani nie posiadała odznaki ani przedstawiciela shinigami ani tej porucznika, odpieczętowano ją przez sprzężenie z Zanpakutou. Po odpieczętowaniu zbroi wszyscy pogratulowali Shiroyamie i udali się spać, gdyż czekała na nich ciężka praca w związku z pojawieniem się wroga.




* - Megasamete taifu – zbudź sztorm/ tajfun
** - Bentesikyme – bogini z mitologii greckiej, córka Posejdona i Amfitryty. Uosabiała straszną, okrutną stronę morza taką jak sztormy
*** - Kyofu o okonau – czyń grozę
**** - Grendel – potwór z skandynawskiego eposu heroicznego, pokonany przez Beowulfa



niedziela, 3 maja 2015

ROZDZIAŁ XVI

Wstawka dedykacyjna powoli dobiega końca, jeszcze 2 rozdziały w przygotowaniu. Miłej lektury!

*********************************************************************************

Była niedziela, dobra godzina przed świtem. Corrie już nie spała, a może nie kładła się wcale? Siedziała pod „swoją” ulubioną jabłonią w ogrodzie trzynastki. Wydarzenia minionego popołudnia przygnały natrętne myśli, że jest wciąż za słaba, by bronić nawet najbliższą jej osobę. Naprzemiennie nachodziły ją obrazy z owych feralnych zajęć terenowych, na których zginęła Ami, oraz Karin spuszczającej manto Kurotsuchiemu. W głowie dziewczyny buzowały emocje, które podsycały pytania: Dlaczego była za słaba? Czy gdyby była silniejsza, to Ami by dalej żyła? - na to pytanie odpowiedź przyszła od razu, NA PEWNO! Gdzie leży sekret Kurosaki – wie o swojej mocy od bardzo niedawna, a nawet kapitanowie nie stanowią dla niej wyzwania? Te i wiele podobnych pytań sprawiły, że złość na samą siebie, która narastała od tamtej chwili w połączeniu z zazdrością skrzętnie skrywaną na dnie duszy stały się bombą, której zapalnikiem była słynna w całym Seireitei ambicja Shiroyamy. Zdetonowała tę bombę porucznik Kurosaki, która postanowiła obejrzeć wschód słońca, siedząc pod jabłonią na brzegu oczka wodnego.
- Karin, nie mam teraz ochoty na niczyje towarzystwo, a na wojaże po Seireitei tym bardziej - zdenerwowanie brązowowłosej było widoczne gołym okiem.
- Nie zamierzam przeszkadzać, chciałam tylko sobie tu obejrzeć wschód słońca - odparła Kurosaki.
- Jeśli nie zakłócisz mi chwili refleksji, to nie ma sprawy - kadetka sucho skwitowała, po czym dodała: – Ten kto wymyślił, że mam cię niańczyć, kiedyś mi za to zapłaci!
Słysząc ostatnie zdanie towarzyszki, czarnowłosa wybuchła spazmatycznym śmiechem.
- Można wiedzieć, co cię tak rozbawiło? - Zmieszanie Corrie było niemal namacalne.
- No to ci powiem, siostro, coś co ciebie rozbawi – Karin mówiła, krztusząc się ze śmiechu. – Jak chcesz komuś dziękować, podziękuj twoim znajomym oficerom i Kapitanowi Hitsugayi, to był ich pomysł. A druga sprawa, mnie może to twoje robienie dobrej miny do złej gry zwiodło, ale całej reszty nie oszukasz tak łatwo. Kazali mi pomoc ci się pozbierać... jak to zrobię, to ich już mało obchodzi.
- Przecież polecenie dostałam od Kuchiki-sana – mówiąc to, brązowowłosa zakrztusiła się powietrzem.
- To była część planu - szczerość czarnowłosej była zabójcza – a teraz zrobimy sobie poranek szczerości.
- Na ciebie to nie ma mocnych, co wredoto? - Corrie załamała ręce.
- Dlatego tu jestem, bo nie odpuszczam - Karin ucięła wymówki kadetki. – Mów, co cię gryzie, ale z góry uprzedzam, mnie się nie da okłamać.
Nastąpiła niezręczna cisza. Nie każdy jest w stanie się otworzyć do tego stopnia, jakiego żądała Kurosaki, przed przyjacielem, a przed kimś obcym to niemal nikt.
- Serio! Dziewczyno, jesteś dla mnie prawie obcą osobą, więc nie mam zamiaru dzielić się z tobą tym, co mi leży na wątrobie – Shiroyama obdarzyła rozmówczynię dumnym, wręcz butnym spojrzeniem, które elektryzowało powietrze.
- Jak nie potrafisz w ten sposób, to wyobraź sobie, że nie ja tu siedzę, ale... macie tutaj psychologów? - Corrie pokręciła głową w przeczącym geście. – Bieda w kraju - sfrustrowała się czarnowłosa.
- Wiesz, tutaj może i osoba wyglądająca na te naście lat, mogłaby być psychologiem, bo starzenie prawie nie istnieje. Ty jednak jesteś ze świata żywych i mając tę świadomość, wzdrygam się przed samym pomyśleniem o tobie w takiej kategorii – tym razem szczerością rozbrajała brązowowłosa.
Gdyby nie obietnica złożona Hitsugayi i Kuchikiemu, ognisty temperament Karin spowodowałby niezłą awanturę, ale przez nią zrobiła kilka wdechów, spojrzała ku niebu i cicho powiedziała: „Buddo daj mi cierpliwość, bo jeśli dasz mi siłę, to źle to się skończy”. Gdy się uspokoiła, rozejrzała się, przemyślała kilka scenariuszy i opcji, zadała Corrie propozycję nie do odrzucenia:
- Możemy to załatwić po dobroci, albo po złośliwości. Jednak wolałabym nie musieć się do tego uciekać. Co wybierasz?
- A powiesz mi, na czym mają polegać obie opcje? - Duma Kadetki kazała jej grać na zwłokę.
- Po dobroci: ty mówisz wszystko, od początku do końca. Po tym gdy będzie wiadomo o co chodzi i gdzie problem się znajduje, spełnię jedną twoją prośbę, oczywiście w granicach rozsądku. Jeśli jednak będę musiała być złośliwa, to będzie to wyglądało tak: Złoci Rycerze w większej części mają wypracowane techniki na każdą okazję. Ja należę do tej grupy, jeden z moich specjalnych kwiatów pozwala mi na wyciągnięcie informacji bezpośrednio z czyjegoś umysłu. Jesteś bystra, więc chyba nie muszę kontynuować. - Kurosaki NIGDY nie zostawiała w takich sytuacjach pola manewru - to była jedna z nielicznych sytuacji, kiedy kłamała, ale była tak zdolną aktorką, że jeszcze nikt nie umiał jej rozgryźć. Nie posiadała kwiatu kontrolującego umysł.
Świadomość, że jej największe sekrety mogą wyjść na jaw za sprawą jakiegoś badziewnego kwiatka, sprawiała, że Corrie poczuła się mała, naga i bezbronna. Umysł z jednej strony buntował się, że co może jej zrobić jakiś mały kwiatek, ale rozsądek podpowiadał, że z nią nie ma żartów, że lepiej się z nią targować o jak najwięcej.
- No dobra, ale żeby nie było, to dla mnie bardzo ciężki temat. - Corrie się poddała.
- Jak nie powiesz, to ci nie pomogę, mów. - porucznik nie dawała za wygraną.
- Karin, obiecaj, że pomożesz mi stać się silniejszą – brązowowłosa zaczęła się targować.
- O co ci chodzi? – Karin patrzyła podejrzliwie.
- Jak cię tu przysłali, żeby ze mnie wyciągnąć, co mi na wątrobie leży, to pewnie wiesz, że drugiej tak ambitnej osoby jak ja prawdopodobnie w całej Akademii nie znajdziesz - Shiroyama zaczęła tłumaczyć.
- No, gadali - odparła lakonicznie czarnowłosa.
- Jeszcze do wczoraj wzorem byli dla mnie kapitanowie, no może poza jednym – zaśmiała się. – Chciałabym takiej mocy jak ta twoja – brązowowłosa dokończyła swoją prośbę.
- Ha ha ha ha! Spodziewałam się po tobie bardziej wyszukanej prośby, ale stoi, pomogę ci zdobyć siłę. Na razie opowiadaj, bo nie zacznę cię trenować, zanim nie opowiesz. - porucznik zgodziła się.
- Przede wszystkim to jestem smutna, jak nie wiem, bo straciłam najbliższą osobę – wyznała.
- Ale to chyba nie wszystko, bo inaczej ekipa nie sięgałaby po ostateczne środki – Kurosaki wyciągała szczegóły.
- Uuuuh! - zduszony jęk wydobył się z gardła kadetki. – Ja już nawet nie jestem zła, ale wściekła na samą siebie - wyrzuciła z siebie, zaczynając pociągać nosem.
- Mów dalej - czarnowłosa zachęcała do zwierzeń.
- Gdybym tylko była silniejsza... gdybym lepiej panowała nad mocą i umiejętnościami... – Shiroyama oskarżała samą siebie, a z każdym wyrzuconym z siebie problemem robiło jej się lżej na sercu oraz paradoksalnie była coraz bliżej wybuchu płaczu.
- Nie wiem, dlaczego, ale wydaje mi się, że coś jeszcze ukrywasz przede mną. Ty się tego wstydzisz? - zapytała Karin z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
- Taaak, w-wssttydzę - brązowowłosa mówiła, płacząc i pociągając nosem. – Ten problem, do którego nie chciałam się przyznać, to zazdrość o każdego, kto jest mocniejszy ode mnie. Porucznicy i Kapitanowie to jedno, bo oni przeważnie pomagają mi w dążeniu do celu. Jednak ty lub twój brat to coś innego. Do was czuje zazdrość, która potęguje mój gniew - po tych słowach rozpłakała się jak małe dziecko.
Płakała w objęciach dziewczyny, która jeszcze pół godziny wcześniej była jej prawie obca, niemal do południa. Teraz była jej przyjaciółką. Wkrótce, w ogniu treningów i walk, staną się dla siebie tak bliskie, jak były z Ami.

************************poniedziałek zajęcia Zanjutsu *******************************

- Kadeci! Dzisiaj na zajęciach mamy troje gości i to oni poprowadzą dzisiejsze zajęcia - oznajmił Shirowa-sensei. – Shiroyama, dziwnym trafem nowości zawsze najszybciej dochodzą do ciebie, dlatego ty przedstawisz naszych gości i pokrótce opowiesz, co mają pokazać - dodał złośliwie.
- Słyszeliście może o Sanktuarium Ateny w świecie żywych oraz Rycerzach Zodiaku, którzy go strzegą? Nie? To słuchajcie uważnie, bo warto - oznajmiła brązowowłosa. – Nasi goście to: Hyoga Złoty Rycerz Wodnika, Kapitan Hitsugaya, Rycerz Kryształu, który poznał tę moc na misji w świecie żywych oraz porucznik Karin Kurosaki - na sali dało się słyszeć szmery typu: Kurosaki? To pewnie jest siostrą tego Ichigo? Ciekawe, czy jest tak samo mocna? – żywa, która łączy moce Shinigami i Rycerzy - zakończyła Corrie.
Wymieniona trojka weszła na salę w zbrojach, oczywiście Karin i Toshiro mieli na nich swoje insygnia oficerskie i przewieszone przez plecy Zanpakutou.
- Uczniowie! To po co dzisiaj tu jesteśmy, w skrócie rysuje się tak: Gotei zawarło sojusz z Sanktuarium, chcemy sprawdzić, czy ktoś w Akademii nadaje się do szkolenia na Rycerza. Ten, kto się będzie nadawać, po ukończeniu Akademii pojedzie do Sanktuarium na szczegółowy trening. Każdy stoczy pojedynek ze mną lub Karin, Hyoga będzie wybierał tych, w których zobaczy potencjał - poinformował Kapitan. - Prosimy was również na zewnątrz, bo nie chcemy narobić tu zniszczeń – dodał po chwili.
Prawie wszyscy z grupy Shiroyamy byli już sprawdzeni, została tylko Corrie i jakiś facet, który Wodnikowi z wyglądu pasowałby na Rycerza Byka lub Niedźwiedzia, wtedy rycerze zarządzili kilkuminutową przerwę. Hyoga podszedł do dwójki, która dotychczas sprawdzała studentów, i zaczął rozmowę o dotychczasowych pojedynkach:
- To jest jakaś kpina. U nikogo, kogo do tej pory testowaliście, nie wyczułem nawet cienia nadziei na obudzenie Cosmo – zawyrokował.
- Może w przypadku shinigami świadomość na inne energie otwiera się dopiero po wejściu do wewnętrznego świata Zanpakutou? - zapytał Toshiro.
- To może być to, bo w dniu, w którym Kiki i ty uratowaliście nasze tyłki, pierwszy raz widziałam ducha Riri no ryū-hime, a reszta już od dawna miała co najmniej shikai – dodała Karin.
- To oznajmijcie Senseiowi, żeby przy następnych grupach odsiał tych, którzy nie weszli w jakikolwiek kontakt z mieczem, bo oni tracą tylko nasz czas – zezłościł się Rosjanin.
Po chwili narady i odpoczynku Kurosaki podeszła do Shirowy i poinformowała go o tym, co odkryli, a co za tym idzie, że nie będą testować nikogo, kto nie wszedł do wewnętrznego świata. Gdy skończyła, podeszła do Corrie i powiedziała jej, ze nie zamierza iść na łatwiznę i chce pokazu jej pełnych możliwości. Wyjęła obydwa miecze i odpieczętowała pierwszą formę shikai. Wszyscy, którzy już nie walczyli i zajmowali się swoimi sparingami, słysząc komendy: „KAIKA! Riri no ryu-hime” i „FUKIDASHI! Yukikaze”, postanowili obejrzeć pojedynek na przyzwoitym poziomie. Doskonale wiedzieli, że w walce z wysokim oficerem Corrie jest bez szans, mimo że jest najlepsza wśród nich, a Karin, jak to określili byli prześladowcy brązowowłosej, była wysokim oficerem do kwadratu (Wodnik, opowiadając o rycerzach, złote zbroje przyrównał do poziomu kapitańskiego, srebrne umieścił w przedziale od porucznika do siódmego oficera, a spiżowe od ósmego poniżej). Chcąc wyciągnąć od swojej przeciwniczki jak najwięcej, obie już po kilku minutach zaczęły mieszać style. Shiroyama, nie znając technik rycerskich, używała blokad bakudo, starała się zaskoczyć Kurosaki skokami shunpo, ale to pozostało bez rezultatu, gdyż ta technika pozwalała na szybkości w granicach podwojonej prędkości dźwięku. Shirowa obserwował tę walkę jak urzeczony, ale nie dawał tego po sobie poznać.
Po jakimś czasie gniew zaczął przejmować kontrolę nad Corrie, dotychczas nawet przy walkach z oficerami nie miała wrażenia, że jej przeciwnik się z nią aż tak droczy. Pod wpływem złości podświadomie odkryła w sobie Cosmo. Zaczęła rozpalać obie energie do granic, pod wpływem tego niebo pociemniało, a na nim lśniła niecodziennym blaskiem tylko jedna konstelacja: Korona Północy.

CDN