Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karin. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lutego 2016

ROZDZIAŁ XXVII - Sanktuarium

Bitwa w obronie Palaestry była niezwykle trudna i zacięta. Nie obyło się bez rannych, ale na szczęście nikt nie zginął. W czasie gdy porucznik Kurosaki zajmowała się najgroźniejszym z przeciwników – Tenebrisem Basquiestą, Ichigo i Kapitanowie zajęli się resztą mścicieli. Jak zwykle gdy tylko zaczęło się robić zbyt gorąco Negacion ewakuowało niedobitków.


****************** przemyślenia Basquiesty ************************
K***a!!! Jak to możliwe, że ta smarkula w przeciągu kilku tygodni tak się wzmocniła?
Po naszej ostatniej walce, ja zeskrobywali z podłogi, ledwie żywą; a jej zbroi szukali po całej prefekturze z lupami i pęsetami! Teraz nie dość że walczyła bez zbroi, to jeszcze udało jej się zremisować. Jak by tego było mało, to ma mała jędza opanowała Bankai – Ale jak?
Nawet jeśli nie pokazała pełnego potencjału swojego miecza, to na osiągniecie Bankai trzeba dekady od poznania shi-kai i to przy dobrych wiatrach, a do jego pełnego opanowania następnego półwiecza. Coś mi tu śmierdzi i to cholernie!
********************** perspektywa Shinigamich*******************


Po odparciu oblężenia Kiki postanowił udać się do sanktuarium razem z delegacją z Seireitei.
Po przybyciu na miejsce, przed wejściem do dwunastu pałaców zodiaku czekała na nich niespodzianka w stylu tej z Palaestry – nadpobudliwi strażnicy. Jako że baran poszedł poinformować Wielkiego Mistrza o przybyciu delegacji, a strażnicy nie wiedzieli o dyplomatach i nie znali nowych rycerzy to nieporozumienie było nieuniknione.
- Rozan, Sho ryū ha! - Usłyszeli wartowników. Około dwudziestokilkuletnią kobietę i chłopaka w wieku około lat osiemnastu.
- Soten ni zase! Hyorinmaru! - Hitsugaya sparował obydwa ataki jednocześnie.
Gdy pył po kolizji ataków opadł, padło pytanie: Kim jesteście? Ze strony shinigami pytała Karin, a wartowników chłopak, który zaraz dodał: że weszliście do świątyni bez żadnego rycerza mówcie pierwsi .
- Ryuho! A mnie nie zauważyłeś? - huknął Orion wychodząc zza kapitanów Kyoraku i Kuchikiego.
- Eden, co to za jedni? - tym razem odezwała się kobieta
- Ehh, Paradox! To są dyplomaci z Seireitei. - odpowiedział platynowo-włosy rycerz.
- Ale gafa! - mruknął Ryuho robiąc facepalma.
- Nasza wina! - powiedziała Paradox wdzięcząc się do Kuchikiego.
A Paradox miała czym się wdzięczyć, była to wysoka brunetka z błękitnymi pasemkami ( taka fryzura jej została po tym, gdy siostra pomogła się jej pozbyć rozdwojenia jaźni) hojnie obdarzona przez naturę.
- Mimo to i tak wypadało by się przedstawić – powiedział Kyoraku.
Jako że shinigami dużą rolę przykładają do rang przedstawiali się z malejącym starszeństwem, jednakże tym razem że większość z nich miała zbroje to je traktowano jako rangi, więc kolejność szła trochę inaczej niż zwykle.
- Karin Kurosaki, Złota rycerz ryb oraz porucznik w dziesiątym oddziale Gotei 13 – Ranga dziewczyny wprawiła strażników w osłupienie. Paradox już chciała coś dodać od siebie, gdy przez przyzwanie zbroi przez dziewczynę została bez słowa.
Tak sprawa wyglądała do końca. Gdy goście z Gotei skończyli się przedstawiać ciekawość rycerza smoka osiągnęła limit i musiał się zapytać:
- Na wasze siedem osób naliczyłem trzech o nazwisku Kurosaki. Czy bycie Shinigami to jakiś Interes rodzinny?
- Ty się Ryuho o to nie pytaj, bo ciebie można by spytać o to samo, przecież twój ojciec to Złoty Rycerz Wagi. - Dociął mu Eden
Rukia, Ichigo i Karin spojrzeli po sobie, po czym wybuchnęli perlistym śmiechem, po chwili Pomarańczowo-włosy odpowiedział Smokowi:
- Można powiedzieć że prawie zgadłeś. Karin to moja siostra, a Rukia jest moją żoną.
Dwójka która strzegła wejścia do Pałaców Zodiaku została stać z otwartymi ustami i wytrzeszczonymi oczyma
Po kilku minutach marszu po dość stromych schodach dotarli do Pałacu Barana, przed którym czekał na nich Kiki. Razem z nim udali się do pałacu w którym urzędowali Atena i Wielki Mistrz. W sali audiencyjnej czekali pozostali złoci rycerze. Nie znaleziono jeszcze następców dla Skorpiona i Koziorożca. Po omówieniu spraw jakie Przyniesiono z Seireitei i przedstawieniu nowych rycerzy reszcie Atena poprosiła Rukię, by ta została z nią na słówko po zebraniu. Gdy wszyscy wyszli chabrowo-oka zapytała:
- Zostałam jak pani prosiła. Jakie to sprawy wymagają rozmowy w cztery oczy?
- Nie mogę ci pozwolić walczyć, szczególnie w twoim aktualnym stanie. - dziewczyna usłyszała cichą, acz stanowczą odpowiedź.
- Proszę wybaczyć, ale nie rozumiem. - Rukia nie ukrywała zdumienia.
- Pole bitwy to nie miejsce dla ciężarnej. - Atena już nie owijała w bawełnę.
- Jakim cudem? Mężatka jestem dopiero miesiąc. - Rukia dziwiła się na głos .
- To wystarczyło. Stało się to dokładnie w noc poślubną. - Te słowa rozwiały resztki złudzeń i czcze nadzieje młodej shinigami. - Radzę ci żebyś znalazła sobie jakieś bezpieczniejsze zajęcie, jak zajmowanie się rannymi i cywilami, lub udaj się z rycerzami którzy wyjadą do Soul Society żeby pomagać w ich szkoleniu.
- Oczywiście, tak zrobię. - po tych słowach Rukia ukłoniła się i wyszła.
Na schodach do pałacu czekali na nią wszyscy z Gotei.
- Rukia co się stało, Wyglądasz jak byś co najmniej ducha zobaczyła. - Karin starała się zażartować , i poprawić nastrój bratowej.
- Dostałam polecenie żeby wrócić do Seireitei. Atena stwierdziła że nadchodzące bitwy to nie miejsce dla dziewczyny w moim stanie zdrowia. - chabrowo-oka szybko skomentowała pogawędkę.
- Rukia, kochanie. Jesteś chora? - Ichigo wyraźnie się zmartwił
- Nie pacanie, ale ktoś kto zakosił ci wszystkie gumy to zmalował nam piękny prezent ślubny. - Wszyscy zgromadzeni zrobili miny niewiniątek.
- Rukia jeszcze raz, ale wolniej. - Ichigo jeszcze nie otrząsnął się z szoku.
Karin, powstrzymała bratową znakiem ręki, przed strzępieniem sobie języka. Przyłoiwszy dość mocno bratu w „zakuty łeb” zawołała: Ichigo, cymbale! Rukia ci tu próbuje powiedzieć że zostaniesz ojcem, a znając życie Byakuya i ojciec maczali w tym palce że u was w domu i na całym Santorini nie było ani jednej prezerwatywy. Chociaż idę o zakład że ty byłeś tak podochocony że nawet nie szukałeś.
Po tyradzie siostry pomarańczowo-włosy zrobił się czerwony ze wstydu, a Rukia sztyletowała brata wzrokiem. Widząc minę Pani Kurosaki, Shunsui zwrócił się do Kuchikiego: Najszczersze kondolencje stary, gdy już młodsza siostra chce cię uśmiercić znaczy że serio sobie nagrabiłeś.



niedziela, 20 grudnia 2015

ROZDZIAŁ XXVI - Oblężenie.

W Palaestrze od dłuższego czasu było bardzo spokojnie i nic nie wskazywało na to by miało się to zmienić. Przed dalszą drogą do sanktuarium shinigami musieli spędzić tu kilka dni. Było to niezbędne ze względu na uszkodzenia Zbroi Ryb, w normalnych warunkach naprawy zajęły by Kikiemu kilka, co najwyżej kilkanaście godzin. Tym razem jednak Uszkodzenia okazały się na tyle poważne że Baran pracował nieprzerwanie od czterech dni.
Karin szla właśnie sprawdzić jak przebiegają naprawy. Dziewczynie do teraz utkwił w pamięci obraz Kikiego który oniemiał na prawie pół godziny gdy zobaczył złotą zbroję roztrzaskaną na kawałeczki. Gdy doszła do kwater Barana, dowiedziała się że naprawa jej zbroi powoli dobiega końca. Wychodząc natknęła się na dziewczyny które spotkali pierwszego dnia u wejścia do Akademii. Były zdyszane, wyraźnie było widać że biegły tutaj zwołując wszystkich, gdyż zamieszanie które teraz panowało w około ewidentnie było dziełem ostatnich kilku chwil.
- Vipera, co się dzieje? Co to za rejwach? - Karin spytała Rycerz Węża gdy tylko ta złapała oddech.
- Mściciele u bram! - odpowiedziała lakonicznie zapytana, po czym ruszyły dalej.
Karin nie wiele myśląc wyciągnęła komunikator i zameldowała:
- Tu porucznik Kurosaki. Proszę o autoryzację do zwolnienia Gentei Kaijo dla: Shunsui Kyoraku, Kuchiki Byakuya, Toshiro Hitsugaya, Rukia Kurosaki i Karin Kurosaki. Mamy atak Mścicieli.
- Przyjąłem! Przyznam autoryzację najszybciej jak się da. - odpowiedział głos w słuchawce.
W Palaestrze była tylko jedna droga pozwalająca na otwarty atak na fortecę: - most przez jezioro. W mgnieniu oka Karin znalazła się na zwieńczeniu bramy, która zamykała dostęp do wnętrza Akademii.
Przez przeprawę szło bardzo wielu mścicieli. Zdecydowana większość z nich nie była nawet Mścicielami Cienia. Zwykli żołnierze, ale i tak stanowili dość wielkie utrapienie ze względu na swoją liczbę. W końcu dostrzeżono dowodzącego atakiem Był to Tenebris Basquiesta. Ten sam który półtora miesiąca wcześniej poważnie ranił Karin i omal nie zniszczył jej zbroi. Gdy tylko dziewczyna go zobaczyła, machnięciem ręki przywołała deszcz demonicznych róż unicestwiając tym samym wszystkich przeciwników nie będących przynajmniej Mścicielami Mroku. Efektem tej fali złości było pozostawienie na placu boju maksymalnie dziesięciu będących zdolnych do walki po stronie wroga. Emanując szkarłatnym Reiatsu i złotym Cosmo ta drobna czarno włosa osóbka założyła maskę Hollowa, by następnie zawołać: Basquiesta! Jesteś mój!
Gdy tylko zeskoczyła z muru usłyszała w odbiorniku: Gentei Kaijo – autoryzacja przyznana. Jej zbroja miała być gotowa dopiero za jakieś dziesięć minut, więc bez namysłu i ochoty na zbędne droczenie pozbyła się limitu i zawołała: BANKAI! Konjiki ryū no Shinsei shogun!
Za dziewczyną zaczął się materializować wielki humanoidalny smok o złotej łusce, Odziany w szkarłatną samurajską zbroje a w rękach trzymał coś pomiędzy naginatą a quan-dao.
Wszyscy shinigami którzy do tej pory stali na murze, cofnęli się o krok i pobledli w akcie rozpaczy i przerażenia. Drobna porucznik dziesiątki już bez bankai była straszna, gdyż jej niewyobrażalna energia napawała panicznym lękiem nawet samego Kapitana Kenpachiego a wszystkich poniżej piątego oficera jej atak złości mógł przyprawić o kilkudniowy pobyt pod czujnym okiem oddziału czwartego. W Seireitei złośliwcy z poczuciem humoru wstawiali w słowniku pod hasłem „demon” jej zdjęcie. Teraz po osiągnięciu bankai ten strach jeszcze się wzmocnił, a dla kapitanów było jasnym że teraz w razie jakich kolwiek rotacji na stanowiskach kapitańskich ona będzie pewniakiem.



C.D.N

poniedziałek, 9 listopada 2015

ROZDZIAŁ XXV - Witamy w sanktuarium

Rozdział dedykowany zespołowi Córek Merlina - Viperze i Eleonorze które występują jako Rycerz węża Vipera i uczennica Lwa Ikkiego : rycerz feniksa Eleonora.
*************************************************


Minął już miesiąc od wesela Kurosakich. Nad Santorini wstawał właśnie ranek, gdy do drzwi domu młodego małżeństwa zapukała dość spora grupka ludzi. Zniesmaczony tak wczesną pobudką Ichigo zszedł zobaczyć „kogo diabli nadali'.
- Ichigo, aleś się urządził. Gadaj gdzie jest moja bratowa. - Karin bezceremonialnie wparowała do domu brata.
- Tak siostrzyczko, naprawdę miło cię widzieć. Co was sprowadza w nasze progi o tak nieludzkiej porze? - zironizował pomarańczowo-włosy
- Za jakąś godzinę ma tu być Eden. Umówiliśmy się że poprowadzi nas z tond. Najpierw odprowadzimy shinigami którzy mają odbyć trening do akademii w Palaestrze, potem z tam tond już do Sanktuarium. - Wyjaśnił Toshiro który jako przewodniczący służb dyplomatycznych musiał tu być.
- Czujcie się jak u siebie. Ja idę obudzić Rukię i jak się ogarniemy to zejdziemy. - oznajmił starszy Kurosaki idąc w stronę schodów.


********************** Następnego dnia **********************


Szli przez gęsty las w górach Peloponezu, shinigami mający odbyć trening w Palaestrze byli bardzo niezadowoleni. Fakt że nie znali dokładnej lokalizacji uniemożliwiał skorzystanie z senkaimonu. Zniecierpliwieni zaczynali marudzić:
- Kapitanie, jak daleko jeszcze do tej całej Palaestry? - pytał już po raz któryś niższy oficer z piątki. Od odpowiedzi Hitsugayę uratował Eden, gdy stanął na szczycie wzgórza oznajmił:
- Za tamtą górą – wskazując na drugą stronę kotliny przed nimi. Odpowiedział mu przeciągły jęk
Droga wlokła się niemiłosiernie, a ciężki teren potęgował zmęczenie piechurów. Gdy przeszli wskazane wzniesienie, ich oczom ukazała się dolina porośnięta lasem i gajem oliwnym, a między drzewami widniały ruiny budowli które prawdopodobnie pamiętały erę mitów. Pośrodku doliny było wielkie jezioro, aktualnie zasnute mgłą. Niczego nie spodziewających się shinigami doszedł stłumiony wiatrem głos, najprawdopodobniej wołający nazwę jakiegoś ataku. U stóp Ichigo wbiły się zielono niebieskie kolce.
- Kimkolwiek jesteś, wyjdź! - Zawołał głosem nie znoszącym sprzeciwu zaatakowany.
- Kim że jesteś, aby mi rozkazywać? - usłyszał w odpowiedzi z koron drzew.
- Ichigo Kurosaki, Rycerz Raka! - Rudy zawołał butnie.
- Tutaj słowa nie wiele znaczą. Udowodnij! - Złośliwy dziewczęcy głosik dalej z niego szydził, co chwila z innego miejsca.
- Rozezu no Akuma! - jedna celna róża Karin wystarczyła by strącić złośliwą osóbkę z drzewa.
Pod nogi towarzystwa z Seireitei spadła dziewczyna rycerz. Dziewczyna, gdyż one muszą nosić maski. Owa złośnica miała około metra siedemdziesiąt wzrostu i długie włosy koloru kasztanowego. Miała na sobie czerwoną zbroję z zielonymi wzorami której ochrona głowy przypominała rozdziawiony pysk węża.
- Kim jesteś i dlaczego nas zaatakowałaś? - Swoim lodowatym tonem Toshiro przerwał milczenie.
- Vipera, Brązowa Rycerz Węża. Kim wy jesteście, i przede wszystkim kim ONA jest (wskazała na Karin) jestem najszybsza wśród srebrnych rycerzy i jeszcze nikt mnie nie trafił w ruchu. - Przedstawiła się zdegustowana dziewczyna.
- Jestem Karin Kurosaki, porucznik dziesiątej dywizji w Sereitei i Złota Rycerz Ryb. - czarnowłosa przedstawiła się o głowę wyższej dziewczynie bardzo sztywno i formalnie.
- Jak już mówiłam temu rudemu, słowa tu wiele nie pomogą, udowodnijcie. Zaatakowałam was, bo to mój obowiązek jako strażniczki. - odgryzła się szatynka.
- Ja ci nic nie udowodnię, gdyż moja zbroja jest poważnie uszkodzona. - Karin kontynuowała sprzeczkę.
Zdenerwowany zachowaniem strażniczki Ichigo wezwał swoją zbroję.
- Siostra weź przystopuj! Takie zachowanie uwłacza tobie jako porucznikowi i złotemu rycerzowi. - sarknął zastępczy, modląc się o to by nie było koniecznym sięganie po rozwiązania siłowe.
- Dobra z tym złotym rycerzem nie oszukiwałeś. Jednak dalej nie wiem co to za jedni? - Vipera dała za wygraną i zapytała o całą resztę wskazując rękom na pozostałych bogów śmierci.
- Oni? Przedstawię ci tylko najważniejszych, reszta to shinigami którzy zostali wybrani do programu treningowego który dla Seireitei i Sanktuarium opracowali Baran Kiki i Wodnik Hyoga. - rozpoczął przedstawianie Ichigo. - Moją siostrę już znasz, dałyście razem piękny pokaz. Ten białowłosy i chłodny w obyciu to Toshiro Hitsugaya, Kapitan dziesiątej dywizji i szef służb dyplomatycznych, a od niedawna także Rycerz Kryształu. Obok mnie stoi porucznik trzynastego oddziału i moja żona, Rukia Kurosaki Rycerz Łabędzia. Tamci w białych płaszczach to Kapitanowie Kuchiki i Kyoraku, mają w Palaestrze poszukać osób nadających się na szkolenie w Shino - Rudzielec pokazywał przedstawianych, a ci którzy mieli zbroje zakładali je. Gdy mówił o Rukii szatynka nie mogła uwierzyć własnym oczom jak dla niej Fioletowo-oka wyglądała jak dziecko.
- Mówisz ze ona ma uszkodzoną zbroje i dlatego jej nie założy? Żaden problem Mistrz Kiki właśnie wizytuje naszą akademię która jest na tamtej wyspie – Do tej pory złośliwa strażniczka rozwiała mgły na jeziorze. - Jeśli jednak on nie potwierdzi waszej wersji będziemy mieli piękny pokaz Wojny Tysiąca Dni.
Znaczące spojrzenie Edena, który wyłonił się z tłumu sprawiło że „Żmii” odechciało się już psot do końca tygodnia. Robiąc kwaśną minę pokazała delegatom drogę ku kładce prowadzącej do akademii na wyspie, tam przekazała ich swojej siostrze - Brązowej Rycerz Feniksa, Eleonorze. W odróżnieniu od siostry, druga z szatynek była ciepła i uprzejma, mimo to była stanowcza i w razie potrzeby niebezpieczna.
Akademia Rycerzy mieści się w wielkiej warowni na środku jeziora, dyrektorem jest zawsze któryś złoty rycerz. Nim wyruszyli w dalszą drogę poczekali kilka dni by Kiki mógł naprawić zbroję Ryb.


***********CDN**************

czwartek, 22 października 2015

ROZDZIAŁ XXIV - Trening Ban-Kai cz.2

- Teraz kiedy już znasz teorię, przejdźmy do praktyki. - Oznajmiła Shihoin tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Na czym ma polegać ta praktyka, skoro sama nie zmuszę Riri do zmaterializowania się. - Cierpliwość jest słabą stroną Karin-chan, zwłaszcza gdy jest bardzo blisko tego do czego dąży ( im bliżej tym gorzej).
- W normalnych warunkach zajęłoby ci to co najmniej dziesięć lat, ale to jest trening specjalny więc „trochę po kantujemy”. - Kisuke wyjął jakąś wielką białą kukłę zza skały – To jest Tenshintai, za jego pomocą można natychmiast zmaterializować ducha zanpakuto z wewnętrznego świata. My lub twój brat musieliśmy zamknąć ten trening w trzech dniach, ale ty powinnaś móc go przedłużyć do pięciu. To ze względu na poziom mocy. - Przedłożył metodę treningu Urahara ze swoim firmowym uśmieszkiem na twarzy.
- To fajnie że już wiem na czym będę ćwiczyć, ale ktoś mi powie w jaki sposób? - Kurosaki niecierpliwiła się coraz bardziej.
- Twoim trenerem będzie twoja zanpakuto we własnej osobie. Będziesz musiała wygrać z nią na jej zasadach. My będziemy ją tylko tu przytrzymywać przez dosyłanie jej reiatsu. - wyjaśniła Shihoin – aby zacząć pchnij kukłę mieczami.
Nim czarnoskóra zdążyła skończyć wypowiedź po podziemiach rozległ się odgłos przebijania czegoś twardego. Z kukły wydobyło się światło i po chwili przed zgromadzonymi stała ta sama dziewczyna, którą Karin widywała w swoim wewnętrznym świecie. Gdy tylko Riri się w pełni zmaterializowała, Kisuke zadał jej pytanie: Słyszałaś co jej powiedzieliśmy, kiedy możesz zaczynać?
- Słyszałam tą rozmowę, ale i tak twierdzę że ona nie jest na to gotowa. To prawda że jest zdolna i silna, jednak wciąż jej bardzo wiele brakuje. - Zanpakuto wyraziła swoje wątpliwości
- Nie wiem czy trzeba ci przypominać naszą ostatnią walkę, ale muszę to powiedzieć, tacy silni przeciwnicy jak tamten arrancar będą się pojawiać częściej. A wtedy o mało nie wylądowałam na cmentarzu – wtrąciła się Karin.
- Brakuje ci moja pani naprawdę wiele, a najważniejsze czego ci brak to: pokora, skupienie i zrównoważenie. Bez tego nie osiągniesz prawdziwego bankai! - Duch miecza zrugał swoją panią. - Na razie mogę ci pokazać tylko niekompletne, ale na to by przetrwać tą wojnę wystarczy. - Zapewniła
- Lepsze to niż nic. - westchnęła załamana Kurosaki.
- Przez twoją wielką moc, nie skupiasz się na rzeczach ważnych, gdyż zwycięstwa przychodzą ci zbyt łatwo! Jeśli chcesz kiedykolwiek poznać swoje prawdziwe bankai, radzę ci znajdź sposób na zapieczętowanie swojej mocy. W ten sposób docenisz to czego ci brakuje, jeśli będziesz musiała szlifować swoje umiejętności jak inni! -Zanpakuto kontynuowała swoją tyradę.
<<Słysząc słowa Riri, Kisuke chyłkiem wymknął się z pola treningowego i zamknął się w swoim laboratorium. Chciał jak najszybciej skończyć projekt który zaczął gdy zobaczył moc dziewczyny. Znając opowieści Ichigo o opasce na oko Zarakiego, postanowił stworzyć działający na podobnej zasadzie zegarek dla Karin. >>
Zniecierpliwiona Shihoin zapytała ducha miecza:
- Czy mogłabyś zostawić tą tyradę na potem? Rozumiem że jej postawa może być wkurzająca, zresztą to u nich jest dziedziczne. Dobrze by było żebyście zaczęli trening. Utrzymywanie czyjegoś Zanpakuto poza jego wewnętrznym światem jest męczące.
- Ależ oczywiście! Już jej wyjaśniam o co chodzi. - Riri przestała zabijać wzrokiem swoją panią. - Aby zdobyć „to” bankai, będziesz musiała wykonać trzy zadania, a następnie pokonać mnie w pojedynku. - szybko wyjaśniła zasady
- Na co czekamy? Objaśniaj pierwsze zadanie. - Cierpliwość Kurosaki już dawno wyjechała na wakacje.
- Twoim pierwszym zadaniem będzie, tak na początek: stworzyć istotę twoich rozmiarów, będącą czymś pomiędzy smokiem a człowiekiem. – widząc uśmiechniętą minę swojej pani dodała: - Korzystając tylko ze swojej silnej woli, reiatsu, Cosmo i twoich roślinnych ataków. Masz czas do północy!
Słysząc jakie są warunki zadania, Karin się trochę przeraziła. Pomimo to przystąpiła do dzieła z wielką ochotą, po pierwsze nigdy ( no, prawie) nie chodziła na łatwiznę a drugie uwielbiała wyzwania. Podejmowała próbę za próbą, mimo początkowych braków efektów nie poddawała się. Tak minął prawie cały dzień. W pewnym momencie przyszło natchnienie. Samą siłą woli zaczęła zaplatać krzewy demonicznych róż w szkielet, a z wiązek wężowego bluszczu tworzyła mięśnie stwora. Na piętnaście minut przed upływem czasu zakończyła. Drugie i trzecie zadanie były podobne, różnica polegała na tym że z samych energii miały powstać broń i zbroja dla stworzonego wcześniej wojownika.


******************** Pod koniec tygodnia *************************


- Kisuke, co to za ustrojstwo zegarko-podobne? - porucznik Kurosaki dziwiła się przedmiotowi otrzymanemu od Kapelusznika.
- Karin-chan, pozwól że przypomnę ci tyradę którą zafundowała ci twoja Zanpakuto, chwilę po rozpoczęciu treningu … - Dziewczyna przerwała mu wypowiedź gdy tylko skojarzyła o co może chodzić.
- Ty mi tu sugerujesz, że ten zegarek może ograniczyć moją moc? - po potwierdzeniu skinieniem zapytała – Jak bardzo?
- Jeśli go założysz, a następnie wciśniesz ten zielony przycisk, twoja moc będzie na poziomie … Kapitana Hitsugayi. Tym czerwonym wyłączasz blokadę w zegarku. A żeby nie różnił się od zwykłego zegarka, to te pokrętła z drugiej strony są do nastawiania godziny. - Urahara wyjaśnił działanie swojego wynalazku.
- Dzięki – rzuciła przez ramie, w tym samym czasie przechodząc przez senkaimon.


*********************************Seireitei*************************


Wyszła na placu przy głównych wrotach w Seireitei. Po przejściu kilku uliczek natknęła się na Toshiro idącego z baraków oddziału pierwszego.
- Karin?! Co ty tu robisz? Myślałem że z Uraharą trenujesz Bankai. - białowłosy pytał się o wszystko co akurat mu przyszło do głowy.
-Spokojnie. A co do Bankai to jestem tu żeby doszlifować to i owo. Żeby to zrobić potrzebuję kogoś z wielkogabarytowym bankai.
- Największe i zarazem najszybsze ma kapitan Kuchiki. Potem po prostu duże mają kapitanowie Komamura i Kurotsuchi. Renji jeszcze by się nadawał jeśli nie potrzebujesz typowo kapitana.
- Dzięki Shiro! - Kurosaki pocałowała swojego ukochanego i ruszyła szukać wymienionych osób. Hitsugaya mimo że nie znosił tej ksywki, w wykonaniu Karin mu nie przeszkadzała.


CDN



sobota, 10 października 2015

ROZDZIAŁ XXIII - Trening Ban-Kai! cz.1

Jako że następnego dnia po weselu zarówno Shihoin jak i Urahara cierpieli na bardzo ciężką odmianę „syndromu dnia po”, bardzo niepocieszona Karin musiała poczekać aż wróci im stan poprawnego funkcjonowania. Gdy z jednego dnia rekonwalescencji, zrobiły się dwa, impulsywna strona dziewczyny doszła do głosu. Trzeciego dnia z samego rana, weszła niczym burza do sklepu kapelusznika, po czym krzyknęła:
- Kisuke! Jeśli nie chcesz żebym znów bawiła się w twojego fryzjera, lepiej zejdź tu w tej chwili!!!
W odpowiedzi usłyszała:
- Zejdź na pole treningowe! Zaraz przyjdę, tylko znajdę bardzo potrzebny przyrząd.
Po dość długiej chwili do podziemi schodzą zarówno Yoruichi, jak i kapelusznik. Zaskoczona tym faktem, pyta dlaczego zjawili się oboje. Jako wyjaśnienie była dowódca onmitsukido pyta ją czy wie jakie warunki trzeba spełnić aby osiągnąć bankai, gdy jako jedyną wiedzę na ten temat panny porucznik okazała się wiedza że w standardowych warunkach na jego osiągnięcie trzeba co najmniej 10 lat czarnoskóra się tylko roześmiała.
- Można wiedzieć co cię tak rozbawiło? - zaperzyła się Kurosaki.
- Widzę że w twoim przypadku tak samo jak z twoim bratem trzeba zacząć wszystko od teorii. Tylko, w odróżnieniu od jego treningu, nas nie goni czas. Dlatego będziemy mogli ci wszystko wyjaśnić na spokojnie i szczegółowo. Na początek powiedz mi wszystko co wiesz na temat Zanpakuto żebym mogła ujrzeć twoje braki w teorii. - Ton Shihoin przypominał nauczyciela który chce jak najlepiej dla swojego podopiecznego.
- Wiem tylko że każde ma inne właściwości, ich wygląd jest indywidualnie dopasowany do posiadacza, a osobowość pokazuje to co ma na niego największy wpływ, to znaczy że zarówno może być odzwierciedleniem jak i alter ego właściciela. - Karin udzieliła odpowiedzi na pytanie.
- Czyli właściwie nie wiesz nic. - podsumował Kisuke
- A sparodiować uciekającego Abaraia byś nie chciał? - odgryzła się dziewczyna
- Niestety Karin, ale on ma rację. Ty nawet nie znasz pełnej podstawy. My możemy ci tylko przekazać podstawy, gdyż u każdego trening z jego zanpakuto wygląda inaczej – Yoruichi skarciła uczennicę
- To właściwie czego jeszcze nie wiem? - dopytywała się Kurosaki
Cały pierwszy dzień treningu bankai poszedł na teorię. Jako że dziewczyna nie chciała ani zrobić sobie krzywdy teraz, ani w miarę możliwości później przegrywać bardzo uważała, co jednak nie powstrzymywało jej od drobnych złośliwości w kierunku kapelusznika.


******************* W Sanktuarium****************************


W tym samym czasie, w Sanktuarium Ateny Kiki składał raport dlaczego delegacja z Seireitei jeszcze się nie zjawiła.
- Słucham cię chcę znać powody dla których nie przybyli ty jeszcze Rycerze których odkryliście w Japonii, oraz delegacja z Gotei? - Wielki mistrz nie krył swojego zniecierpliwienia.
- Nie rozumiem twojego zniecierpliwienia. Chociaż rzeczywiście trochę długo musimy na nich czekać – Atena, jak na boginię mądrości przystało, nie pozwalała emocjom na zawładnięcie sobą.
- Pani, jako że wychowałaś się w Japonii na pewno rozumiesz że młodzi ludzie, którzy chodzą do szkoły nie mogą bez dobrej wymówki przebyć połowy świata. Doszły mnie też słuchy że Karin Kurosaki, Złota Rycerz Ryb którą tam odkryliśmy niedawno stoczyła przegraną walkę z Mścicielem Burzy, mimo zastosowania technik leczniczych z Seireitei i tak kilka dni musiała spędzić w łóżku, a jej zbroja … nie ukrywajmy gwiezdny pył tu nie pomoże, tu będzie trzeba krwi. - Baran nie owijał w bawełnę
- Smutne wieści niesiesz, mam nadzieję że reszta jest lepsza – Atena nie ukrywała zasmucenia.
- Tak następne wiadomości są lepsze. Rycerz Ryb trenuje teraz technikę która ma jej pozwolić na zminimalizowanie szans na kolejne porażki. Z tego co wiem potrzebuje na jej opracowanie około tygodnia, i następne dwa na doszlifowanie. Jej starszy brat Rycerz Raka wczoraj brał ślub z Rycerz Łabędzia i przebywają teraz na Santorini. - Kiki kontynuował zdawanie relacji
- Ta wiadomość rzeczywiście jest nieco lepsza, ale gdzie posłańcy z Gotei? - dopytywał się Wielki Mistrz
- Tych trzech rycerzy których wymieniłem, zanim wybrały ich zbroje byli funkcjonariuszami Gotei, są nimi dalej ale z racji na zbroje są teraz odpowiedzialni za relacje Seireitei – Sanktuarium. Oprócz nich taki precedens spowodowali Rycerz Kryształu i Rycerz Korony Północy, ci dwaj ostatni przybędą tu z Seireitei z grupką shinigami którzy mogą próbować treningu w Palaestrze. Selekcji mają dokonywać jeszcze przez trzy tygodnie, potem ustalili punkt zborny właśnie na Santorini i stamtąd ma ich przyprowadzić Eden lub Hyoga. - zakończył sprawozdanie
- Kiki powiedz nam jeszcze jak nazywa się ta technika którą trenuje Karin? - Zaciekawiona Atena bardzo łaknęła informacji.
- W Seireitei ta technika nazywa się Ban-Kai! - Do rozmowy wtrącił się Hyoga, który dopiero przyszedł.
- Mówiłeś że musi ją opracować, a teraz Wodnik mówi że to ma już nazwę ?!– zdziwił się Mistrz.
- Ban-Kai to stopień wtajemniczenia we władaniu Zanpakuto, niewielu go osiąga a każdy jest inny. To coś tak jak u nas siódmy zmysł. – porównał Hyoga.
- Skoro niewielu go osiąga to skąd ten pomysł że wystarczy jej tydzień na nauczenie się tego? - zdziwienie Wielkiego Mistrza sięgnęło zenitu
- My niestety nie wiemy, a domysły tu nie pomogą. - Odpowiedział Baran





C.D.N

sobota, 19 września 2015

Rozdział XXI - Skończyło się cackanie!

ROZDZIAŁ XXI


- Witamy s powrotem wśród żywych, siostra! - pierwszym co Karin usłyszała po odzyskaniu przytomności była docinka starszego brata.
- Gdzie ja jestem? Co się stało? - pytania z gatunku „Klasyka po odzyskaniu przytomności” wyrwały się z ust dziewczyny.
- To się stało, że twój znajomy wilczasty Arrancar tak ci skopał siedzenie że byłaś nieprzytomna przez 3 dni – Ichigo widząc chęć podnoszenia się siostry uspokoił ją i powiedział – to jeszcze nie wszystko, teraz najważniejsze: Twoja zbroja jest w drzazgach, Kiki powiedział ze tutaj nie da rady jej przywrócić do porządku.
- No to niezły klops. - zasępiła się czarnowłosa – Teraz byś mi w końcu powiedział gdzie ja jestem i co ja tu właściwie robię?
- Jesteśmy u Urahary. Byłaś tak ciężko ranna, że Inoue, Kisuke i Tessai przez ostatnie dwa i pół dnia doprowadzali cię do …. względnego ładu. Gdyby nie Toshiro, który cię uratował i tu przyniósł, mogłoby być znacznie gorzej. Nawiasem mówiąc, gdy cię przyniósł, był na serio wściekły. Nigdy gdy go nie widziałem w takim stanie. - odpowiedział pomarańczowo-włosy
- Ichi-nii, powiedz mi jak zdobyłeś Bankai tak szybko?- pytanie siostry zwaliło Kurosakiego z nóg.
- Yoruichi mi pomogła zdobyć bankai, całą historię opowiem ci innym razem, ale teraz ważne jest tylko to, że to ona za pomocą jakiegoś ustrojstwa wymyślonego przez Uraharę mi z tym pomogła. W normalnych warunkach zdobycie takiej mocy to około 10 lat bardzo ciężkich treningów, tamta metoda to jakieś 3 dni karkołomnego wyzwania zadanego przez twoje własne Zanpakuto. - odpowiedział chłopak, po czym zapytał - A po co ci to wiedzieć?
- Ci mściciele którzy są arrancarami nazywają swoich najpotężniejszych Nueva Espada. Ten z którym walczyłam tak się właśnie tytułował. Jeśli jakimś popieprzonym cudem reszta jest chociaż w połowie tak silna jak on to mamy przesrane.- Odpowiedziała dziewczyna z wyraźnym bólem w głosie.
- Co ty insynuujesz? - przeraził się zastępczy.


- Jedno wiem na pewno: ten Arrancar nie walczył na serio. On się ze mną perfidnie droczył! - Bulwersowała się porucznik dziesiątki.
- Porozmawiam z Shihoin i Uraharą. Sprawa jest poważna więc jej nie zbagatelizują. - Odpowiedział Ichigo siostrze i wyszedł z „jej” pokoju.


*******************Tymczasem w Seireitei *************************

- KUROTSUCHI!!! - wydarł się kapitan dziesiątki wychodząc z senkaimonu.
Nie widząc nigdzie kapitana dwunastki, udał się do jego biura. Nim zdążył dojść do kwater rzeczonego oddziału, spotkał swój cel na jednej z drużek plączących się po Seireitei.
- Witaj, Mayuri! Mam nadzieje że twój dzień jest dzisiaj szczególnie paskudny. - zaczepił niebieskowłosego Toshiro.
- A, Hitsugaya. Nie rozumiem dlaczego twój stosunek do mnie jest teraz aż tak niechętny? - Kapitan dwunastki zgrywał niewiniątko.
- Do ciebie jako takiego nie mam nic, po prostu żywię nadzieję żeby przewinienia twoich nieudaczników odbiły ci się zgagą. - Ton białowłosego mimo że spokojny i wręcz lodowaty ociekał jadem.
- O kim mówisz dokładnie? - Kurotsuchi dalej zgrywał świętego
- Powiedz mi kto w tym tygodniu ma dyżur w centrum monitoringu i przyznaje autoryzację zdjęcia pieczęci, bo inaczej załatwię u Generała żeby Karin mogła sobie porażkę w ostatniej walce odbić na całym twoim oddziele - Hitsugaya wyłożył sprawę wyjątkowo jasno z iście szatańskim uśmiechem na twarzy – Mam nadzieję że nie będę musiał się upominać o zadość uczynienie za prawie całkowite zniszczenie zbroi mojej porucznik.
Mayuri zmieszał się słysząc wypowiedź kapitana dziesiątej dywizji, ale postanowił dalej ciągnąć swoją grę: Hitsugaya, o co ty mnie oskarżasz?
- A, racja zapomniałem że jeśli idzie o cokolwiek innego niż twoje wynalazki to bardzo szybko traci to na ważności u ciebie. - ironiczno-cyniczny styl Karin zaczął się udzielać również jej dowódcy – Jakieś 3 dni temu moja porucznik walczyła w świecie żywych z arrancarem przy którym Espada Aizena to wymoczki. Zażądała autoryzacji na zwolnienie pieczęci. Te twoje lenie jak zwykle miały na wszystko czas, przez co nim mogła zacząć walczyć z przeciwnikiem na jego poziomie, już była poważnie ranna. Gdyby nie to że byłem odebrać raporty od Urahary i potwierdzić ze złotymi rycerzami kiedy możemy udać się z naszą misją dyplomatyczną, mogło by to się skończyć znacznie gorzej. Więc albo sam ich ukarzesz, albo za zgodą generała zrobi to Karin-chan. Chyba wiesz ze ona potrafi być znacznie gorszą sadystką niż ty, i jeśli ona by to robiła to ty też byś oberwał. - Toshiro powoli tracił panowanie nad sobą.
- Czcze gadanie! - kapitan dwunastki zbył Białowłosego i odszedł w swoją stronę.
Kapitan dziesiątego oddziału aż trząsł się ze złości, a te jakże charakterystyczne żyłki, do tej pory zarezerwowane wyłącznie dla leniwej Matsumoto, zdobiły dużą powierzchnię jego twarzy.
Chmura złowróżbnego reiatsu zbliżała się do baraków oddziału pierwszego, a konkretniej do biura Generała Yamamoto. Zanim owo Reiatsu dotarło do generała, wbiegł tam spanikowany porucznik Sasakibe i oznajmił: - Generale, Kapitan Hitsugaya chce z panem niezwłocznie mówić. Twierdzi że to bardzo pilne. Nie wiem kto go tak urządził ale jest na granicy ataku apopleksji,
- Niech wejdzie! - odparł Yama-jii swoim zwyczajnym tonem.
- Witam generale. - przywitał się Toshiro
- Co pana do mnie sprowadza? - generał nie chciał tracić czasu na próżne gadanie
- Mam dwie sprawy, jedną mógłbym przedstawić na porannym zebraniu kapitanów, ale że druga jest z gatunku tych które nie powinny czekać więc przyszedłem od razu. - zaczął białowłosy.
- Do rzeczy. Nie mam całego dnia. - ponaglił staruszek
- Pierwsza i najważniejsza sprawa: raport z ostatniego ataku mścicieli w świecie żywych. Przeciwnik zmuszony do odwrotu, bez strat po naszej stronie, jedna osoba poważnie ranna. - Hitsugaya chciał już kontynuować gdy przerwał mu Yamamoto:
- Kto? I dlaczego to jest takie ważne.
- Jedyną ranną była porucznik Kurosaki. Obyło by się bez tego że została ranna gdyby w dwunastce ktoś nie postanowił odesłać protokół na arrancarów do lamusa. Nim przyznano jej autoryzację do Gentei Kaijo już była poważnie ranna a przeciwnik nie użył nawet 35% swojej mocy. Gdy tam przybyłem jej przeciwnik stwierdził że chciał ją tylko sprawdzić i zniknął. Przez następne dwa i pół dnia Inoue i Urahara doprowadzali ją do ładu – Toshiro będąc na granicy wybuchu składał raport – proszę o wyciągnięcie konsekwencji za to zaniedbanie ze strony oddziału kapitana Kurotsuchiego. - zakończył sprawę
- Te sprawę będziemy kontynuować na jutrzejszym zebraniu. A teraz o czym mieliśmy rozmawiać „przy okazji”? - zapytał generał.
***************** z powrotem w Karakurze **************************
Koło łózka rannej porucznik siedzieli Yoruichi i Kisuke, których pomarańczowo włosy poprosił o rozmowę z jego siostrom.
- Kurosaki-chan, o co chodzi? Gdy Ichigo nam mówił że chcesz z nami rozmawiać jego mina była dość nietęga. - rozpoczął kapelusznik
- Potrzebuję od was takiego samego treningu, jaki miał mój brat gdy osiągnął bankai. - Karin nie owijała w bawełnę
- Moim zdaniem na bankai jest dla ciebie za wcześnie. Podaj mi jeden solidny powód dla którego miałabym ci pomóc osiągnąć „ten” etap. - Yoruichi nie wyrażała entuzjazmu.
- Moim przeciwnikiem był arrancar który tytułował się mianem Nueva Espada. Zauważyłam że nie użył nawet 50% swojej mocy – nie mam doświadczenia jeszcze w ocenie siły przeciwnika na zmysły więc mogę się mylić …. - w tym momencie zadzwonił komunikator duchowy panny porucznik – Urahara, Toshiro pisze że ten arrancar użył tylko trochę ponad 30% mocy.
Oczy dwójki starszych shinigami stanęły w słup.
- Chyba nie mamy wyjścia. Poziom mocy w espadzie powinien być mniej więcej ujednolicony, czyli twój bankai to konieczność. Jednakże, dopiero co odzyskałaś przytomność po leczeniu cię z ciężkich ran. Kurosaki-chan pomożemy ci z osiągnięciem bankai, ale dopiero po weselu twojego brata – co najmniej tyle musisz odpocząć. - Ton byłego kapitana dwunastki dawał jasno do zrozumienia że, protesty są bezcelowe i mogą tylko pogorszyć sprawę.



C.D.N

poniedziałek, 7 września 2015

Rozdział XX - Pierwsza porażka



Karin spojrzała na stojącego przed nią opancerzonego „wilkołaka” by po chwili wiedzieć że to nie będzie łatwy pojedynek. Jakież było zdziwienie Kurosaki gdy przeciwnik niemal niezauważony wykonał atak. Ogromne wilcze pazury, gdyby nie reakcja prawie w ostatnim momencie rozdarły by świętą zbroje na strzępy, a tak pozostawiły solidne szramy. Po tym Czarnowłosa już wiedziała ze w tym przypadku nie ma co się bawić w uprzejmości typu opóźnianie Shikai. Teraz co najwyżej mogła się zastanawiać po które uwolnienie sięgać. Mimo że już w masce, z nieuwolnionymi mieczami była cały czas w defensywie. Mimo świadomości mocy tego „Espady” dziewczyna postanowiła go przetestować:
- Kaika! Riri no ryū-hime – spokojnym głosem wyszeptała łącząc ze sobą miecze rękojeściami .
- O! Zaczyna się robić ciekawiej! - dociął Basquiesta
Zataczając młyńce swoim quan-dao Karin napierała na arrancara, przez swoją formę to starcie bardziej przypominało balet niż walkę. Uniki i zwody przeciwnika coraz bardziej irytowały młodą porucznik. Zdenerwowana odskoczyła by zaatakować z dystansu, odwróciła broń wachlarzem w stronę przeciwnika i wykonując wymach wykrzyczała : Rozezu no Akuma!
Wilkołak widząc nadlatujące kwiaty strącił je za pomocą cero, po wykonaniu tego zaczął szydzić: - Naprawdę jesteś porucznikiem dzieciaku? Twoje Cosmo może i jest na poziomie złotego rycerza ale Reiatsu.... żenada. Ha ha ha ha ha!!!
Po tej docince, Kurosaki przypomniała sobie że skoro jest porucznikiem to w realnym świecie obowiązuje ją ogranicznik Gentei. Wyciągnęła swój komunikator wrzuciła linię awaryjną i po usłyszeniu w słuchawce dyżurnego dokonała meldunku: - Zgłasza się porucznik Kurosaki, proszę o autoryzację zwolnienia ograniczenia. W odpowiedzi usłyszała rozpoczynam procedurę!
Po usłyszeniu od Toshiro że kretyni z 12-tego mają na wszystko i zawsze czas postanowiła sobie dopomóc drugim shikai. Gdy długie ostrza zalśniły na jej nadgarstkach mściciel się nieźle zdziwił.
- Czy to jest twoje Bankai, kruszynko? - zapytał drwiącym tonem Basquiesta
- Nie, to TYLKO drugie shikai, potężniejsze niż pierwsze ale i tak do Bankai mi jeszcze daleko. - złośliwie, choć wyczerpująco wtrąciła czarnowłosa. - zirytowana przytykami ze strony arrancara skrzyżowała ostrza, wymierzyła w przeciwnika i wykrzyknęła: Hiyashinsu no same! - słynne w całym Seireitei krwiożercze hiacynty posypały się na przeciwnika Karin.
Pamiętając efekt z Kurotsuchim myślała że z irytującego pustego pędzie mokra plama, jakież było jej zdziwienie gdy ten tylko lekko zadrapany z kpiącym grymasem na swojej wilczej mordzie zapytał: Czy to wszystko na co cię stać? Po czym ruszył do wściekłego ataku. Jego ataki gdy serwował je połączone z sonido wzmocnionym o prędkość której nie powstydziłby się złoty rycerz stawały się śmiercionośnym gradem, czego efektem było przyozdobienie świętej zbroi sporą kolekcją uszkodzeń, których do tej pory nieraz nie otrzymywano w ciągu całej wojny.
Poturbowana Kurosaki, zdenerwowana opieszałością w podejmowaniu decyzji przez funkcjonariuszy centrum monitoringu w 12-ce wrzeszczała do mikrofonu komunikatora: Akon ty zakuty łbie, ja tu mam Arrancara, ESPADĘ!!! Jeśli zaraz nie będę mogła zrzucić tej pieprzonej pieczęci to będzie niezły bigos!
- Czego ty chcesz tego protokołu nie używaliśmy od wieków, musisz nam dać jeszcze z 5 minut – usłyszała w słuchawce
No pięknie, muszę go przetrzymać te pięć minut bo inaczej się chyba nie da, wykonując uniki przed szaleńczymi atakami użyła pierwszego bakudo jakie jej przyszło do głowy:
Bakudo #79: Kuyō Shibari. Gdy pieczęć unieruchomiła wilkołaka odsunęła się na odległość która pozwoliła jej na bezpieczne skorzystanie z cero, przyjęła swoją charakterystyczną pozę i skupiając energię potrzebną do tego ataku zawołała: Cero del dragon imperial!
Złoty smok z szkarłatnymi przebłyskami mknął w stronę espady. Głośny wybuch i wielka chmura pyłu. Po chwili, gdy kurz opadł, dziewczynie oczy mało nie wyszły z orbit: poza uszkodzeniami pancerza i kilkoma mało istotnymi rankami nic się temu espadzie nie stało. Gdy tylko ten się otrzepał z kurzu pozwolił sobie na mało wybredny komentarz: - No ładnie Gotei chyba schodzi na psy skoro takie dzieciuchy posyłają na misje w realnym świecie. Od tamtych patałachów słyszałem że skopałaś im czterem dupska i to sama jedna, co jest z tobą nie tak? - pytał zirytowany Basquiesta.
W tym samym momencie usłyszała w słuchawce dźwięk automatu mówiący: - Autoryzacja przyznana. Można zwolnić blokadę.
- Pytałeś dlaczego nie mogę dać sobie sama rady z tobą skoro sama pokonałam czterech twoich znajomych, no to się zaraz przekonasz – powiedziała to z chytrym uśmieszkiem na twarzy, po czym wykrzyknęła z wyraźnie słyszalną żądzą mordu: Gentei Kaijo! Zwolnienie blokady!
Absurdalnie wielka ilość reiatsu wylała się z dziewczyny rozganiając chmury w promieniu kilku kilometrów. Dotychczas naśmiewający się z dziewczyny Arrancar najpierw zaniemówił, by następnie zacząć się psychopatycznie śmiać, w sposób który przypominał wycie wilka.
- Niesamowite! Cudowne! - mściciel rozpływał się w psychopatycznej ekstazie – nareszcie będzie można zacząć walczyć na poważnie. Podczas tej rozgrzewki zaczynało mi się nudzić...
Nie zdążył nawet dokończyć monologu, gdy Karin stojąc 2m od niego wyszeptała: Hado #90: Kurohitsugi!
Po rozpłynięciu się rozsławionej przez Aizena czarnej trumny espada wyglądał jak dziewięć nieszczęść, ale nie był przestraszony lub coś podobnego. Co to to nie! On był wściekły jak diabli. Splunął krwią, przy okazji wypluwając kilka zębów, po czym skupiając kulę fioletowej energii między rękoma zawył i wykrzyknął: - Zkoro tak chcesz się bawić, to ja sprawię że nie będzie ci już do śmiechu! Resurrecction: segunda etapa – Lobo de Ragnarok! - zniknął w rozbłysku fioletowego światła. Gdy światło przestało ją ślepić Kurosaki zauważyła że teraz jej przeciwnikiem jest wilk wielkości kilkupiętrowego budynku, nie miał już na sobie pancerza, a rany zadane przez zaklęcie zniknęły. Czarnowłosa z przerażeniem przełknęła ślinę.
- Desgarramiento de dioses!* - zawarczał olbrzymi wilk, jego kły i przednie pazury wydłużyły się znacznie i jarzyły się granatowym światłem. Ruszył z gwałtownym atakiem na przeciwniczkę.
Karin nie chcąc tanio sprzedać skóry skrzyżowała na piersiach swoje ostrza skupiła w nich całą pozostałą energię powodując pojawienie się na nich pędów orchidei i z okrzykiem: Ryuketsu okiddo! - ruszyła na Arrancara.
Po zderzeniu ataków porucznik dziesiątego była w opłakanym stanie, zbroja – martwa (tak święte zbroje „żyją”) aby dało się coś z nią zrobić Kiki będzie miał niezły problem, stwierdzenie że była ranna to jedno wielkie niedopowiedzenie. Przeciwnik dziewczyny też nie obszedł się bez szwanku, jednak i tak był w znacznie lepszym stanie od niej. Nim Karin straciła przytomność od ran, zdążyła usłyszeć tylko: Bankai! Daiguren Hyiorinmaru!


C.D.N



niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział XIX - Burzowe chmury



Od powrotu z Soul Society minęło już sporo czasu. Matury zbliżały się wielkimi krokami, a razem z nimi ślub Ichiga i Rukii. Toshiro co prawda musiał zostać w Seireitei, ale Karin jakoś specjalnie tego nie odczuwała, gdyż gdy tylko mógł wymykał się do realnego świata. Faktem było, że kilkakrotnie miały miejsce drobne potyczki z niskimi stopniem Mścicielami, ale rodzeństwo Kurosaki, Rukia oraz Eden (został w Karakurze, na czas nieobecności naszej ekipy, teraz czeka na rozkaz sprowadzenia ich do sanktuarium) dawali sobie z nimi świetnie radę.
*************************************************************************
Do matur został tydzień, do Karakury przybyli Kukaku Shiba i Byakuya, który jako naczelny szpaner Seireitei koniecznie musiał zadbać o odpowiednią oprawę wesela swojej siostry:
- N-nii-sama?! Co ty tu robisz? - Rukia zbierała swoją szczękę z podłogi widząc kapitana szóstego oddziału w drzwiach domu swojego przyszłego teścia.
- Ślub szlachcianki to poważna sprawa, postanowiłem dopilnować przygotowań osobiście. - Chłodne opanowanie Kuchikiego prawie mroziło atmosferę.
- O nie... - wyszeptała czarnowłosa głośno przełykając ślinę.
- Kochanie nie wiem dlaczego, ale coś czuje że będzie dobrze, a cioteczka Kukaku obiecała mi przystopować twojego brata żeby nie przeholował. -wtrącił przyszły pan młody.
Przez głowę dziewczyny przeszło kilka wspomnień wyczynów tej kobiety, po czym zdezorientowana powiedziała: - Nie wiem czy nie lepiej byłoby pozwolić działać Nii-samie bez nadzoru, on może i uwielbia przepych a umiar i skromność nie występują w jego słowniku … jednak imię twojej ciotki to synonim słów: „Hucznie” i „Spektakularnie”.
- Kapitan Unohana! - zawołali oboje, jednocześnie, patrząc po sobie – tylko ona ograniczy zapędy tej dwójki, nie tracąc arystokratycznego szyku – dopowiedziała Rukia.
Na ściągnięcie pani Kapitan z Soul Society przed ich ślubem nie było najmniejszych szans, więc zrezygnowani postanowili uspokoić się podczas spaceru mad rzeką. Wszystko było by w porządku i spokojne gdyby nie pojawienie się kilku warchołów od Nemezis, tym razem na poważniejszym poziomie. Z garganty w cieniu mostu wyszły cztery postaci, troje Mścicieli burzy i jeden Mściciel mroku. Mściciel mroku był Fullbringerem, a Mścicielami burzy było dwoje Quincych i Arrancar na poziomie Cero Espady. Nie czekając wiele Arrancar odłączył się podążając w stronę z której wyczuwał Karin. Mściciel mroku i Quincy zostali z przyszłym państwem Kurosaki, a ostatni Mściciel burzy ruszył w stronę Edena który trenował z Chadem. Widząc dwójkę przeciwników, Ichigo i Rukia nie czekając na wyjaśnienia, przywołali swoje zbroje. Mściciel mroku był bardzo zdziwiony widząc że jego przeciwniczka mimo iż posiadała moc na poziomie porucznika, ma na sobie tylko spiżową zbroję, natomiast Mścicielka burzy czując agresywne reiatsu Kurosakiego – jakże typowe dla Arrancarów i Visoredów – w połączeniu z złotą zbroją raka momentalnie zaczęła przybierać chorobliwe odcienie bladości. Pomarańczowowłosy był generalnie mówiąc wściekły, tego dnia tylko bliskość ukochanej powstrzymywała go przed wybuchem. Mieszające się energie tworzyły czarno-złotą aurę, brutalnie napierającą na przeciwników oraz pozbawiającą ich możliwości swobodnego zaczerpnięcia oddechu. Wyciągnął przed siebie Zangetsu ładując czarną getsugę dodał do niej jeden ze specjalnych ataków swojej konstelacji *SEKI SHIKI MEIKAI HA* po wykonaniu cięcia czarno-fioletowa spirala mknęła z zawrotną prędkością. Na taki atak nawet Hirenkyaku to za mało, by próbować uniku. W ostatniej chwili przeciwniczka Kurosakiego sparowała go używając dwóch Seele Schneider w konsekwencji niszcząc je i pozbawiając się tym samym możliwości zastosowania Sprenger.
- Jasna cholera, zero szacunku do cudzej broni! - piekliła się Quincy
- Przejmuj się stratami w sprzęcie jak już będzie po walce, teraz martw się o własną skórę. - skarcił ją fullbringer, próbując unikać kolejnych ataków Rukii, przez które miejscami pokrywała go warstewka lodu.
W czasie gdy przeciwnicy się przekomarzali shinigami-daiko wystrzelił w ich kierunku Cero, które mimo iż chybiło dało po części zamierzony efekt. Obrażenia mimo to że nie aż tak rozległe jak gdyby atak trafił dokładnie w cel, ale i tak dokuczliwe i utrudniające walkę.
W momencie gdy przeciwnicy starali się podnieść po poprzednim ataku i używając swoich pełnych mocy ( przynajmniej tego co z nich zostało) chcieli zakończyć swoje walki. Ichigo uniósł wysoko nad głowę lewą rękę i zagłębiając się w najgłębsze odmęty świadomości poprzednich właścicieli złotej zbroi raka wykrzyknął : *SEKI SHIKI KONSOU HA* - ściana z błędnych ogników zaczęła się przesuwać w stronę mścicieli. Quincy która uskoczyła przed cero, minimalizując tym samym otrzymane obrażenia, udało się jeszcze uniknąć tego ataku, jej towarzysz który był w znacznie gorszym stanie poległ. Nim Rukia zastosowała jakikolwiek atak, mścicielkę zasłoniło Negacion.

******************** W tym samym czasie u Karin****************************

Karin akurat grała w piłkę z kolegami gdy wyczuła dość spore reiatsu zbliżające się w ich stronę. Po pamiętnej potyczce w Rukongai wiedziała że ten przeciwnik to już wyższa liga niż ci wszyscy z którymi miała do czynienia. Kurosaki udała że odbiera telefon, wymyślając przy okazji chyba najbardziej oklepaną wymówkę żeby się zerwać:
- Cześć Ichi! Co, Toshiro do mnie przyszedł? Powiedz mu że już pędzę! - zamykając telefon rzuciła krótkie: Muszę lecieć! Po kilku krokach normalnego biegu wrzuciła shumpo.
Jej znajomi słysząc odgłos towarzyszący przekraczaniu bariery dźwięku, rzucili tylko po sobie pytające spojrzenia.
Panna porucznik złapała swojego przeciwnika w połowie drogi między mostem gdzie walczyli Ichigo i Rukia, a wzgórzem na którym jeszcze chwilę temu była. Gdy tylko się spotkali na wysokości kilkuset metrów, mściciel zadał jedno banalne, ale i irytujące pytanie jak dla tej małej wredoty:
- Kim ty jesteś dziecinko?
- Porucznik Karin Kurosaki; dziesiąty oddział Gotei 13 oraz Złota Rycerz Ryb – odpowiedziała dziewczyna, udając chłodny, beznamiętny ton swojego (przyszłego) szwagra. Na potwierdzenie swoich słów wezwała zbroję, oraz oddała pytanie – A z kim mam nieprzyjemność?
- Jestem Tenebris Basquiesta. Mściciel Burzy i Nueva Cero Espada!
- Espada?! Jeśli mi dobrze wiadomo to ten twór zniknął po pokonaniu niejakiego Aizena. Czy sugerujesz że stworzyliście nową po przyłączeniu do Nemezis? - słowa Arrancara zaintrygowały czarnowłosą.
- Nie czas teraz na pogaduszki, przybyłem tu naprawić błąd który popełnili moi poprzednicy w Kusajishi (Okręg Rukongai w którym odbyła się pierwsza walka z Mścicielami). - zadeklarował espada.
- Dzięki żeś mi tych kołków przypomniał, od razu cały dobry nastrój mi diabli wzięli. - Karin piekielnie zła założyła maskę i dobyła mieczy. Jeszcze ich nie uwalniała, za wcześnie na tak drastyczne metody.
- Więc tak się bawimy?! - Arrancar wydobył zza pasa dwa kastety z sterczącymi z nich ostrzami – Kamigami o musabori kuu!!* Fenris! -mściciel uwolnił swoje resurection przyjmując formę bardzo podobną do tej Grimjowa, z tom różnicą że on upodobnił się do wilka, stał się sporo większy i nadal miał na sobie pancerz mściciela.


W ten o to sposób zaczęło się coś co z łatwością mogło by być „ Wojną tysiąca dni”.
C.D.N


* - Pożeraj bogów!! - komenda resurection Basquiesty

wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział XVIII

Na porannym zebraniu kapitańskim Hitsugaya oraz Wodnik przedstawili problem z niejakimi „Mścicielami”, zdenerwowanie, mimo że skrzętnie ukrywane pod maską obojętności, było doskonale wyczuwalne przez gwałtowne zawirowania energii duchowej. Niby jedna emocja, lecz u każdego wynikała z innych powodów:
Złość – Soi-Fon była zła na swoje służby wywiadowcze, że to nie oni wykryli problem
Smutek – Unohana czuła smutek ze względu na nadchodzące cierpienie
Radość? - nie kto inny tylko Kenpachi był podenerwowany z radości na nadchodzące potyczki.
Takich przykładów można by wymieniać jeszcze więcej.
- Co za rozwiązanie tej niepokojącej sytuacji proponujecie? - zapytał generał.
- Skoro wróg łączy możliwości zarówno naszego wroga jak i dotychczasowych wrogów Sanktuarium, to i my powinniśmy wytrenować więcej takich osób jak rodzeństwo Kurosaki lub porucznik Kuchiki – rzucił luźno Kyoraku.
- Z tego, co pamiętam, to będzie to co najmniej ciężkie - wtrącił Hirako. – Hyoga, popraw mnie, jeśli się mylę, ale Sanktuarium w całości dysponuje tylko trochę ponad osiemdziesięcioma świętymi zbrojami?
- Dokładnie to 88 - odpowiedział Rycerz.
- To już nie będzie problemem. Dzięki próbkom ze zbroi Kurosakiego i Kapitana Hitsugayi opracowałem Shihakusho o takich samych właściwościach jak te zbroje - chełpił się Kurotsuchi.
- Mayuri, przybliż nam tę koncepcję. - Nakazał generał.
- Odkryłem, jak z reishi wytwarzać te magiczne metale - wskazał na zbroje obecnych. - Po kilku eksperymentach mogę wytwarzać nasze mundury, które będą reagować na cosmo nawet najmniejszej, pojedynczej gwiazdy. Innymi słowy każdy, kto wykazuje chociaż najmniejszą wrażliwość na tę energię, będzie mógł mieć swoją namiastkę świętej zbroi. Wystarczy, że będę wiedział, ilu shinigami wykazuje zdolności i po sprawie. - Kapitan dwunastki odpowiedział od niechcenia, po cichu licząc na kilku królików doświadczalnych.
- Kapitanie Kurotsuchi, w takim razie mogę panu już trochę okroić listę potencjalnych kandydatów - wtrącił Toshiro.
- Każda informacja to dobra informacja, potem to tylko kwestia jak dobra - sarknął Kurotsuchi.
- Wrażliwość na cosmo dla Shinigami jest dostępna tylko dla tych, którzy mają moc na poziomie porucznika lub wyższym, o ile nie zna swojego shikai, jeśli je zna, moc jest wtedy już tylko kryterium do rodzaju zbroi. Przykładowo protegowana Kapitana Kuchiki wczoraj okazała się godna srebrnej zbroi - sucho zreferował Wodnik.
Byakuya może i nie dał tego po sobie poznać, ale w środku czuł się niczym dumny ojciec. Zadziorny błysk w oku z pozoru wypranego z emocji kapitana nie uszedł uwadze spostrzegawczej porucznik Kurosaki.
- Tak więc ustalone. Kapitanie Hitsugaya, proszę o sporządzenie listy według tego kryterium dla Kapitana Kurotsuchiego - zakończył zebranie Yamamoto.
Aby ułatwić tworzenie listy, kapitanowie wszystkich oddziałów wraz z rycerzami ustalili jedno zebranie treningowe, w wyniku którego Oddział dwunasty został zasypany robotą po dach.

Corrie i Karin codziennie ostro ćwiczyły. Po trzecim dniu treningów z Kurosaki Corrie zaczęła sądzić, że pojedynki z Ikkaku były spacerkiem po ogrodach Kapitana Ukitake, lecz jej upór sprawiał, że przyjmowała wszystko z fasonem. Wspólny trening miał daleko idące skutki dla obydwu dziewczyn, Karin „zaraziła się” perfekcjonizmem Shiroyamy oraz zaczęła przykładać więcej uwagi do komunikacji z duchem miecza. Corrie natomiast bardzo szybko odzyskała pogodę ducha i dawną energię, pomimo tego, że teraz to ona była „tą słabszą”.
Pewnego dnia na pole treningowe dziesiątki zawitało poza porucznikami kilku kozaków z jedenastki, których ominęły plotki o tym, jak to nie tak dawno panna porucznik urządziła dowódcę dwunastki. Jeszcze nawet nie było południa, a ci goście już byli pod wpływem, przez co nie widzieli różnicy między odwagą a głupotą. Gdy tylko przyszli, zaczęli kopać własne groby, nabijając się z obydwu trenujących. Renji nawet ich uprzedzał, żeby przestali, ale gdy to nie pomogło, rzucił na tyle głośno, żeby tamci słyszeli: „zrzutka na wieńce, jeszcze chwila a jej cierpliwość się skończy”. Szczęściem dla nich to Corrie prędzej puściły nerwy, dzięki czemu nie zginęli, tylko wylądowali w czułych ramionach Kapitan Unohany z zapaleniem płuc i odmrożonymi uszami - przećwiczyła na nich „Grom Jutrzenki”, którego nauczyła się od Hyogi. Po wymianie porozumiewawczych spojrzeń, Corrie odłożyła miecz i odwróciła się do cwaniaczków uniosła złączone ręce a następnie szybko je opuściła wyraźnie mówiąc nazwę techniki. Efektem było czterech błaznów mocno pokrytych lodem, z bardzo zdziwionymi minami, po których musieli przyjść sanitariusze z czwartego.
Dzięki długiemu jęzorowi Abaraia kapitan Kuchiki był na bieżąco z postępami swej podopiecznej. Po półtorej miesiąca katuszy w wykonaniu swojej przyszłej szwagierki skorzystał z możliwości wnioskowania o specjalny egzamin dla Shiroyamy, dzięki któremu mogłaby zostać wcześniej przyjęta do czynnej służby. Egzaminy składały się z części sprawdzającej poszczególne umiejętności, przeprowadzanych przed komisją, w skład której wchodzili Generał Yamamoto, patron, nauczyciel z akademii z określonej dziedziny oraz kapitan uchodzący za specjalistę w danej dziedzinie.
Egzamin #1 – walka wręcz i zwinność pod okiem Yoruichi Shihoin. Jako przeciwniczkę wyznaczono jej ku zdziwieniu wszystkich samą kapitan Soi-Fon. Jako że dziewczyna nie znała sztuczek Omnitsukido, nie zgarnęła maksymalnej liczby punktów, ale te braki nadrabiała prędkością srebrnego rycerza, co pozwoliło jej obronić liczbę punktów wystarczającą na bezstresowe zaliczenie zadania.
Egzamin #2 – Kido pod okiem Retsu Unohany. Zadanie polegało na użyciu 10 Bakudo i tylu samo Hado zadanych przez egzaminatorów po 5 z inkantacją i bez. Do zaliczenia potrzebne było 70% skuteczności.
Egzamin #3 – Zanjutsu egzaminował Kenpachi. Zadanie polegało na wytrzymaniu co najmniej 5 minut w sparingu z Madarame lub pokonaniu Ayasegawy. Corrie postanowiła zmierzyć się z Ikkaku, wynik treningu z Karin zaskoczył wszystkich, a Shiroyamę to chyba najbardziej. Dziewczyna nie znała jeszcze co prawda technik swojego Zanpakutou, ale wzmacniała jego mocą techniki rycerskie, które w przewadze były zasięgowe co bardzo denerwowało 3-go oficera jedenastki, który w swoim repertuarze miał tylko ataki bezpośrednie. Mimo że Madarame był bardzo szybki, to szybkość srebrnego rycerza zostawiała go daleko w tyle, a bardzo częste fale mrozu powodowane przez „Diamentowy pył” i „Grom jutrzenki” nie tylko jeszcze bardziej go spowalniały, a w towarzystwie ciosów sayą lub płazem miecza powodowały dodatkowo frustracje. W efekcie po kwadransie droczenia się stanęło na tym, że był wypunktowany a walkę wygrała dziewczyna.
Kadetka zaliczyła egzamin, ale miała poważny dylemat co do wyboru oddziału: Czy służyć pod kapitanem Ukitake, który był dla niej jak ojciec , czy być w jednym oddziale z nową przyjaciółką, która wyciągnęła ją z doła i wlała w nią nowe siły. Jedyne co przyszło do głowy świeżo upieczonej shinigami, to chwila samotności na wzgórzu Sokyoku. Wolała nie pokazywać się na oczy porucznikom, a zwłaszcza Matsumoto, gdyż wiedziała, że skończyłoby się to dla niej kacem, a to w podjęciu decyzji na pewno nie jest pomocne. Jedyne co mogło jej pomóc, to szczera rozmowa z Yukikaze. Pomimo, że relacje tej dwójki dalekie były od ideału, to na jedno Corrie mogła zawsze liczyć od swojej Zanpakutou – szczerość. Często w pakiecie z wylaniem kubła lodowatej wody na głowę.
Gdy dziewczyna dostała się do swojego wewnętrznego świata, zastała bardzo niecodzienny widok: Yukikaze bliska utraty przytomności… ze śmiechu leżała pod huśtawką, tym razem jednak duch nie naśmiewał się ze swojej pani. Po kilku próbach uspokojenia miecza „po dobroci”, które nie przyniosły zamierzonych rezultatów, Shiroyama wrzasnęła:
- YUKI! YUKI! USPOKÓJ SIĘ!!!
- Dzięki, ale warto było tak pocierpieć, by zobaczyć zdegustowanego Hozukimaru - odparła Zanpakutou, krztusząc się resztkami śmiechu. - Jego mina była wprost bezcenna.
- Taaa. Ty masz radochę, a ja muszę się zastanowić, do którego oddziału wstąpić - skwitowała sarkastycznie brązowowłosa.
- Polecam szósty albo dziesiąty – westchnęła Yukikaze.
- Myślałam jeszcze o oddziale kapitana Ukitake ... – przyznała dziewczyna.
- Odpada, byłby dla ciebie za łagodny. Rozpuściliby cię tam jak dziadowski bicz, a w szóstym lub dziesiątym twój charakterek się na coś przyda – wtrąciła Zanpakutou, nim jeszcze dziewczyna wypowiedziała drugą część zdania.
- W szóstym może i bym miała pole do popisu, ale kłótnie z Kuchikim mogłyby się bardzo źle skończyć – zironizowała.
Spędziła w wewnętrznym świecie jeszcze kilka godzin. Schodząc z wzgórza, natknęła się na rodzeństwo Kurosaki i Rukię, którzy zaczęli jej gratulować zdanych egzaminów oraz podstępnie ciągnąć do oddziału dziesiątego, gdzie czekali na nich wszyscy znajomi. Zanim zdążyli rozpocząć oblewanie sukcesu świeżo upieczonej shinigami, do pomieszczenia wpadł jak burza Kapitan Hitsugaya ze swoim słynnym na cale Seireitei okrzykiem: MATSUMOTO!!!
- Ale Kapitanie... - ruda zrobiła minę niewiniątka.
- Matsumoto, co tu się u diabła wyprawia? - Toshiro aż gotował się ze złości.
- My tylko chcieliśmy uczcić dzisiejszy sukces Corrie – spowiadała się porucznik.
- A racja, Shiroyama, gratuluję wcześniejszego ukończenia Akademii. Możecie chwilę po świętować. Kurosaki, Kuchiki, wy dwie tu jesteście najbardziej rozsądne, macie przypilnować, żeby ten cały rozgardiasz nie przeistoczył się w jakąś wielką katastrofę – westchnął zrezygnowany. – Wolałbym, żebyście się przenieśli na plac treningowy. Po ostatnich pijackich ekscesach przez tydzień doprowadzałem biuro do stanu używalności - uczynił znaczny wyrzut Rangiku.
Zanim zdążył się ulotnić, zatrzymała go Corrie:
- Kapitanie, poświęci mi pan chwilkę?
- O co chodzi, Shiroyama–kun, myślałem, że wolisz z nimi świętować? - zapytał Shiro.
- To sprawa którą, wolałbym załatwić póki jestem trzeźwa i bez kaca – szczerze odpowiedziała brązowowłosa.
- Dobrze, o co chodzi? - zapytał kapitan, popijając herbatę.
- Chcę dołączyć do Dziesiątki – wypaliła bez owijania w bawełnę Corrie.
- To poważna sprawa, a ja muszę sprawdzić personel, które stanowiska mam wolne. Postaraj się jutro w południe już nie cierpieć, to porozmawiamy – Hitsugaya odpowiedział zgodnie ze stanem faktycznym, aczkolwiek nie całkiem.
Nie powiedział jej, że Kuchiki również chętnie zobaczyłby ją w składzie swojego oddziału.
************************Następnego dnia rano*****************************
Corrie jako jedna z nielicznych była w stanie pozwalającym na względnie normalne funkcjonowanie, oprócz niej fason trzymali tylko Rukia, Ichigo i Karin. Kurosaki wyłgali się od picia tym, że są nieletni, a Rukia wypiła tylko dwa kieliszki, zrzucając winę na Byakuyę: „Ni-sama będzie niezadowolony, jeśli się upiję”. Całej reszcie Matsumoto musiała udostępnić lekarstwo na kaca, a sądząc po ilości opróżnionych flaszek, dzbanków i karafek, musiał być ten słynny kac-morderca, który całe Seireitei nawiedzał tylko w sylwestra, a uczestników popijaw u Matsumoto i Hisagiego co najmniej raz w tygodniu.
Gdy tylko zbiorowisko skończyło leczyć kaca, do Rukii podfrunął piekielny motyl z informacją, że na zebranie kapitanów proszeni są również Rycerze, Corrien i Ichigo. Oznajmiono na nim, że shinigami, którzy zdobyli lub mogą zdobyć prawdziwe zbroje, wyjadą na szkolenie do sanktuarium, a rycerze z predyspozycjami na shinigami-daiko mają odbyć szkolenie w Seireitei. Po tym obwieszczeniu Kapitan Hitsugaya złożył wniosek, aby jego oddział był odpowiedzialny za relacje z sanktuarium oraz, używając porównania do Omnitsukido, poprosił o sformowanie jednostki, do której będą należeć rycerze-shinigami („syntetycznych zbroi” Mayuriego nie wliczał), podlegającej właśnie dziesiątce. Generałowi taki pomysł chodził już po głowie, ale jeszcze nie myślał na ten temat od strony technicznej, pomysł dowódcy dziesiątki zaoszczędził mu zmartwień i był klarownie rozrysowany. Wszyscy uważali, że takie rozwiązanie zaoszczędzi wielu problemów, dlatego pomysł przeszedł od razu. Po zebraniu oficjalnie przyjęto Corrie, a Rukię przeniesiono do dziesiątki. Według opinii Kikiego i Hyogi dziesięciu do piętnastu oficerów innych oddziałów miało szansę na zbroje w Sanktuarium, po odbyciu szkolenia miały się rozpocząć procedury mające na celu wymianę personelu.
Przygotowania do wojny ruszyły pełną parą. Ci, którzy jeszcze niedawno cieszyli się szkolną beztroską, bardzo szybko za nią zatęsknili.

C.D.N