Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lutego 2016

ROZDZIAŁ XXVII - Sanktuarium

Bitwa w obronie Palaestry była niezwykle trudna i zacięta. Nie obyło się bez rannych, ale na szczęście nikt nie zginął. W czasie gdy porucznik Kurosaki zajmowała się najgroźniejszym z przeciwników – Tenebrisem Basquiestą, Ichigo i Kapitanowie zajęli się resztą mścicieli. Jak zwykle gdy tylko zaczęło się robić zbyt gorąco Negacion ewakuowało niedobitków.


****************** przemyślenia Basquiesty ************************
K***a!!! Jak to możliwe, że ta smarkula w przeciągu kilku tygodni tak się wzmocniła?
Po naszej ostatniej walce, ja zeskrobywali z podłogi, ledwie żywą; a jej zbroi szukali po całej prefekturze z lupami i pęsetami! Teraz nie dość że walczyła bez zbroi, to jeszcze udało jej się zremisować. Jak by tego było mało, to ma mała jędza opanowała Bankai – Ale jak?
Nawet jeśli nie pokazała pełnego potencjału swojego miecza, to na osiągniecie Bankai trzeba dekady od poznania shi-kai i to przy dobrych wiatrach, a do jego pełnego opanowania następnego półwiecza. Coś mi tu śmierdzi i to cholernie!
********************** perspektywa Shinigamich*******************


Po odparciu oblężenia Kiki postanowił udać się do sanktuarium razem z delegacją z Seireitei.
Po przybyciu na miejsce, przed wejściem do dwunastu pałaców zodiaku czekała na nich niespodzianka w stylu tej z Palaestry – nadpobudliwi strażnicy. Jako że baran poszedł poinformować Wielkiego Mistrza o przybyciu delegacji, a strażnicy nie wiedzieli o dyplomatach i nie znali nowych rycerzy to nieporozumienie było nieuniknione.
- Rozan, Sho ryū ha! - Usłyszeli wartowników. Około dwudziestokilkuletnią kobietę i chłopaka w wieku około lat osiemnastu.
- Soten ni zase! Hyorinmaru! - Hitsugaya sparował obydwa ataki jednocześnie.
Gdy pył po kolizji ataków opadł, padło pytanie: Kim jesteście? Ze strony shinigami pytała Karin, a wartowników chłopak, który zaraz dodał: że weszliście do świątyni bez żadnego rycerza mówcie pierwsi .
- Ryuho! A mnie nie zauważyłeś? - huknął Orion wychodząc zza kapitanów Kyoraku i Kuchikiego.
- Eden, co to za jedni? - tym razem odezwała się kobieta
- Ehh, Paradox! To są dyplomaci z Seireitei. - odpowiedział platynowo-włosy rycerz.
- Ale gafa! - mruknął Ryuho robiąc facepalma.
- Nasza wina! - powiedziała Paradox wdzięcząc się do Kuchikiego.
A Paradox miała czym się wdzięczyć, była to wysoka brunetka z błękitnymi pasemkami ( taka fryzura jej została po tym, gdy siostra pomogła się jej pozbyć rozdwojenia jaźni) hojnie obdarzona przez naturę.
- Mimo to i tak wypadało by się przedstawić – powiedział Kyoraku.
Jako że shinigami dużą rolę przykładają do rang przedstawiali się z malejącym starszeństwem, jednakże tym razem że większość z nich miała zbroje to je traktowano jako rangi, więc kolejność szła trochę inaczej niż zwykle.
- Karin Kurosaki, Złota rycerz ryb oraz porucznik w dziesiątym oddziale Gotei 13 – Ranga dziewczyny wprawiła strażników w osłupienie. Paradox już chciała coś dodać od siebie, gdy przez przyzwanie zbroi przez dziewczynę została bez słowa.
Tak sprawa wyglądała do końca. Gdy goście z Gotei skończyli się przedstawiać ciekawość rycerza smoka osiągnęła limit i musiał się zapytać:
- Na wasze siedem osób naliczyłem trzech o nazwisku Kurosaki. Czy bycie Shinigami to jakiś Interes rodzinny?
- Ty się Ryuho o to nie pytaj, bo ciebie można by spytać o to samo, przecież twój ojciec to Złoty Rycerz Wagi. - Dociął mu Eden
Rukia, Ichigo i Karin spojrzeli po sobie, po czym wybuchnęli perlistym śmiechem, po chwili Pomarańczowo-włosy odpowiedział Smokowi:
- Można powiedzieć że prawie zgadłeś. Karin to moja siostra, a Rukia jest moją żoną.
Dwójka która strzegła wejścia do Pałaców Zodiaku została stać z otwartymi ustami i wytrzeszczonymi oczyma
Po kilku minutach marszu po dość stromych schodach dotarli do Pałacu Barana, przed którym czekał na nich Kiki. Razem z nim udali się do pałacu w którym urzędowali Atena i Wielki Mistrz. W sali audiencyjnej czekali pozostali złoci rycerze. Nie znaleziono jeszcze następców dla Skorpiona i Koziorożca. Po omówieniu spraw jakie Przyniesiono z Seireitei i przedstawieniu nowych rycerzy reszcie Atena poprosiła Rukię, by ta została z nią na słówko po zebraniu. Gdy wszyscy wyszli chabrowo-oka zapytała:
- Zostałam jak pani prosiła. Jakie to sprawy wymagają rozmowy w cztery oczy?
- Nie mogę ci pozwolić walczyć, szczególnie w twoim aktualnym stanie. - dziewczyna usłyszała cichą, acz stanowczą odpowiedź.
- Proszę wybaczyć, ale nie rozumiem. - Rukia nie ukrywała zdumienia.
- Pole bitwy to nie miejsce dla ciężarnej. - Atena już nie owijała w bawełnę.
- Jakim cudem? Mężatka jestem dopiero miesiąc. - Rukia dziwiła się na głos .
- To wystarczyło. Stało się to dokładnie w noc poślubną. - Te słowa rozwiały resztki złudzeń i czcze nadzieje młodej shinigami. - Radzę ci żebyś znalazła sobie jakieś bezpieczniejsze zajęcie, jak zajmowanie się rannymi i cywilami, lub udaj się z rycerzami którzy wyjadą do Soul Society żeby pomagać w ich szkoleniu.
- Oczywiście, tak zrobię. - po tych słowach Rukia ukłoniła się i wyszła.
Na schodach do pałacu czekali na nią wszyscy z Gotei.
- Rukia co się stało, Wyglądasz jak byś co najmniej ducha zobaczyła. - Karin starała się zażartować , i poprawić nastrój bratowej.
- Dostałam polecenie żeby wrócić do Seireitei. Atena stwierdziła że nadchodzące bitwy to nie miejsce dla dziewczyny w moim stanie zdrowia. - chabrowo-oka szybko skomentowała pogawędkę.
- Rukia, kochanie. Jesteś chora? - Ichigo wyraźnie się zmartwił
- Nie pacanie, ale ktoś kto zakosił ci wszystkie gumy to zmalował nam piękny prezent ślubny. - Wszyscy zgromadzeni zrobili miny niewiniątek.
- Rukia jeszcze raz, ale wolniej. - Ichigo jeszcze nie otrząsnął się z szoku.
Karin, powstrzymała bratową znakiem ręki, przed strzępieniem sobie języka. Przyłoiwszy dość mocno bratu w „zakuty łeb” zawołała: Ichigo, cymbale! Rukia ci tu próbuje powiedzieć że zostaniesz ojcem, a znając życie Byakuya i ojciec maczali w tym palce że u was w domu i na całym Santorini nie było ani jednej prezerwatywy. Chociaż idę o zakład że ty byłeś tak podochocony że nawet nie szukałeś.
Po tyradzie siostry pomarańczowo-włosy zrobił się czerwony ze wstydu, a Rukia sztyletowała brata wzrokiem. Widząc minę Pani Kurosaki, Shunsui zwrócił się do Kuchikiego: Najszczersze kondolencje stary, gdy już młodsza siostra chce cię uśmiercić znaczy że serio sobie nagrabiłeś.



niedziela, 20 grudnia 2015

ROZDZIAŁ XXVI - Oblężenie.

W Palaestrze od dłuższego czasu było bardzo spokojnie i nic nie wskazywało na to by miało się to zmienić. Przed dalszą drogą do sanktuarium shinigami musieli spędzić tu kilka dni. Było to niezbędne ze względu na uszkodzenia Zbroi Ryb, w normalnych warunkach naprawy zajęły by Kikiemu kilka, co najwyżej kilkanaście godzin. Tym razem jednak Uszkodzenia okazały się na tyle poważne że Baran pracował nieprzerwanie od czterech dni.
Karin szla właśnie sprawdzić jak przebiegają naprawy. Dziewczynie do teraz utkwił w pamięci obraz Kikiego który oniemiał na prawie pół godziny gdy zobaczył złotą zbroję roztrzaskaną na kawałeczki. Gdy doszła do kwater Barana, dowiedziała się że naprawa jej zbroi powoli dobiega końca. Wychodząc natknęła się na dziewczyny które spotkali pierwszego dnia u wejścia do Akademii. Były zdyszane, wyraźnie było widać że biegły tutaj zwołując wszystkich, gdyż zamieszanie które teraz panowało w około ewidentnie było dziełem ostatnich kilku chwil.
- Vipera, co się dzieje? Co to za rejwach? - Karin spytała Rycerz Węża gdy tylko ta złapała oddech.
- Mściciele u bram! - odpowiedziała lakonicznie zapytana, po czym ruszyły dalej.
Karin nie wiele myśląc wyciągnęła komunikator i zameldowała:
- Tu porucznik Kurosaki. Proszę o autoryzację do zwolnienia Gentei Kaijo dla: Shunsui Kyoraku, Kuchiki Byakuya, Toshiro Hitsugaya, Rukia Kurosaki i Karin Kurosaki. Mamy atak Mścicieli.
- Przyjąłem! Przyznam autoryzację najszybciej jak się da. - odpowiedział głos w słuchawce.
W Palaestrze była tylko jedna droga pozwalająca na otwarty atak na fortecę: - most przez jezioro. W mgnieniu oka Karin znalazła się na zwieńczeniu bramy, która zamykała dostęp do wnętrza Akademii.
Przez przeprawę szło bardzo wielu mścicieli. Zdecydowana większość z nich nie była nawet Mścicielami Cienia. Zwykli żołnierze, ale i tak stanowili dość wielkie utrapienie ze względu na swoją liczbę. W końcu dostrzeżono dowodzącego atakiem Był to Tenebris Basquiesta. Ten sam który półtora miesiąca wcześniej poważnie ranił Karin i omal nie zniszczył jej zbroi. Gdy tylko dziewczyna go zobaczyła, machnięciem ręki przywołała deszcz demonicznych róż unicestwiając tym samym wszystkich przeciwników nie będących przynajmniej Mścicielami Mroku. Efektem tej fali złości było pozostawienie na placu boju maksymalnie dziesięciu będących zdolnych do walki po stronie wroga. Emanując szkarłatnym Reiatsu i złotym Cosmo ta drobna czarno włosa osóbka założyła maskę Hollowa, by następnie zawołać: Basquiesta! Jesteś mój!
Gdy tylko zeskoczyła z muru usłyszała w odbiorniku: Gentei Kaijo – autoryzacja przyznana. Jej zbroja miała być gotowa dopiero za jakieś dziesięć minut, więc bez namysłu i ochoty na zbędne droczenie pozbyła się limitu i zawołała: BANKAI! Konjiki ryū no Shinsei shogun!
Za dziewczyną zaczął się materializować wielki humanoidalny smok o złotej łusce, Odziany w szkarłatną samurajską zbroje a w rękach trzymał coś pomiędzy naginatą a quan-dao.
Wszyscy shinigami którzy do tej pory stali na murze, cofnęli się o krok i pobledli w akcie rozpaczy i przerażenia. Drobna porucznik dziesiątki już bez bankai była straszna, gdyż jej niewyobrażalna energia napawała panicznym lękiem nawet samego Kapitana Kenpachiego a wszystkich poniżej piątego oficera jej atak złości mógł przyprawić o kilkudniowy pobyt pod czujnym okiem oddziału czwartego. W Seireitei złośliwcy z poczuciem humoru wstawiali w słowniku pod hasłem „demon” jej zdjęcie. Teraz po osiągnięciu bankai ten strach jeszcze się wzmocnił, a dla kapitanów było jasnym że teraz w razie jakich kolwiek rotacji na stanowiskach kapitańskich ona będzie pewniakiem.



C.D.N

czwartek, 22 października 2015

ROZDZIAŁ XXIV - Trening Ban-Kai cz.2

- Teraz kiedy już znasz teorię, przejdźmy do praktyki. - Oznajmiła Shihoin tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Na czym ma polegać ta praktyka, skoro sama nie zmuszę Riri do zmaterializowania się. - Cierpliwość jest słabą stroną Karin-chan, zwłaszcza gdy jest bardzo blisko tego do czego dąży ( im bliżej tym gorzej).
- W normalnych warunkach zajęłoby ci to co najmniej dziesięć lat, ale to jest trening specjalny więc „trochę po kantujemy”. - Kisuke wyjął jakąś wielką białą kukłę zza skały – To jest Tenshintai, za jego pomocą można natychmiast zmaterializować ducha zanpakuto z wewnętrznego świata. My lub twój brat musieliśmy zamknąć ten trening w trzech dniach, ale ty powinnaś móc go przedłużyć do pięciu. To ze względu na poziom mocy. - Przedłożył metodę treningu Urahara ze swoim firmowym uśmieszkiem na twarzy.
- To fajnie że już wiem na czym będę ćwiczyć, ale ktoś mi powie w jaki sposób? - Kurosaki niecierpliwiła się coraz bardziej.
- Twoim trenerem będzie twoja zanpakuto we własnej osobie. Będziesz musiała wygrać z nią na jej zasadach. My będziemy ją tylko tu przytrzymywać przez dosyłanie jej reiatsu. - wyjaśniła Shihoin – aby zacząć pchnij kukłę mieczami.
Nim czarnoskóra zdążyła skończyć wypowiedź po podziemiach rozległ się odgłos przebijania czegoś twardego. Z kukły wydobyło się światło i po chwili przed zgromadzonymi stała ta sama dziewczyna, którą Karin widywała w swoim wewnętrznym świecie. Gdy tylko Riri się w pełni zmaterializowała, Kisuke zadał jej pytanie: Słyszałaś co jej powiedzieliśmy, kiedy możesz zaczynać?
- Słyszałam tą rozmowę, ale i tak twierdzę że ona nie jest na to gotowa. To prawda że jest zdolna i silna, jednak wciąż jej bardzo wiele brakuje. - Zanpakuto wyraziła swoje wątpliwości
- Nie wiem czy trzeba ci przypominać naszą ostatnią walkę, ale muszę to powiedzieć, tacy silni przeciwnicy jak tamten arrancar będą się pojawiać częściej. A wtedy o mało nie wylądowałam na cmentarzu – wtrąciła się Karin.
- Brakuje ci moja pani naprawdę wiele, a najważniejsze czego ci brak to: pokora, skupienie i zrównoważenie. Bez tego nie osiągniesz prawdziwego bankai! - Duch miecza zrugał swoją panią. - Na razie mogę ci pokazać tylko niekompletne, ale na to by przetrwać tą wojnę wystarczy. - Zapewniła
- Lepsze to niż nic. - westchnęła załamana Kurosaki.
- Przez twoją wielką moc, nie skupiasz się na rzeczach ważnych, gdyż zwycięstwa przychodzą ci zbyt łatwo! Jeśli chcesz kiedykolwiek poznać swoje prawdziwe bankai, radzę ci znajdź sposób na zapieczętowanie swojej mocy. W ten sposób docenisz to czego ci brakuje, jeśli będziesz musiała szlifować swoje umiejętności jak inni! -Zanpakuto kontynuowała swoją tyradę.
<<Słysząc słowa Riri, Kisuke chyłkiem wymknął się z pola treningowego i zamknął się w swoim laboratorium. Chciał jak najszybciej skończyć projekt który zaczął gdy zobaczył moc dziewczyny. Znając opowieści Ichigo o opasce na oko Zarakiego, postanowił stworzyć działający na podobnej zasadzie zegarek dla Karin. >>
Zniecierpliwiona Shihoin zapytała ducha miecza:
- Czy mogłabyś zostawić tą tyradę na potem? Rozumiem że jej postawa może być wkurzająca, zresztą to u nich jest dziedziczne. Dobrze by było żebyście zaczęli trening. Utrzymywanie czyjegoś Zanpakuto poza jego wewnętrznym światem jest męczące.
- Ależ oczywiście! Już jej wyjaśniam o co chodzi. - Riri przestała zabijać wzrokiem swoją panią. - Aby zdobyć „to” bankai, będziesz musiała wykonać trzy zadania, a następnie pokonać mnie w pojedynku. - szybko wyjaśniła zasady
- Na co czekamy? Objaśniaj pierwsze zadanie. - Cierpliwość Kurosaki już dawno wyjechała na wakacje.
- Twoim pierwszym zadaniem będzie, tak na początek: stworzyć istotę twoich rozmiarów, będącą czymś pomiędzy smokiem a człowiekiem. – widząc uśmiechniętą minę swojej pani dodała: - Korzystając tylko ze swojej silnej woli, reiatsu, Cosmo i twoich roślinnych ataków. Masz czas do północy!
Słysząc jakie są warunki zadania, Karin się trochę przeraziła. Pomimo to przystąpiła do dzieła z wielką ochotą, po pierwsze nigdy ( no, prawie) nie chodziła na łatwiznę a drugie uwielbiała wyzwania. Podejmowała próbę za próbą, mimo początkowych braków efektów nie poddawała się. Tak minął prawie cały dzień. W pewnym momencie przyszło natchnienie. Samą siłą woli zaczęła zaplatać krzewy demonicznych róż w szkielet, a z wiązek wężowego bluszczu tworzyła mięśnie stwora. Na piętnaście minut przed upływem czasu zakończyła. Drugie i trzecie zadanie były podobne, różnica polegała na tym że z samych energii miały powstać broń i zbroja dla stworzonego wcześniej wojownika.


******************** Pod koniec tygodnia *************************


- Kisuke, co to za ustrojstwo zegarko-podobne? - porucznik Kurosaki dziwiła się przedmiotowi otrzymanemu od Kapelusznika.
- Karin-chan, pozwól że przypomnę ci tyradę którą zafundowała ci twoja Zanpakuto, chwilę po rozpoczęciu treningu … - Dziewczyna przerwała mu wypowiedź gdy tylko skojarzyła o co może chodzić.
- Ty mi tu sugerujesz, że ten zegarek może ograniczyć moją moc? - po potwierdzeniu skinieniem zapytała – Jak bardzo?
- Jeśli go założysz, a następnie wciśniesz ten zielony przycisk, twoja moc będzie na poziomie … Kapitana Hitsugayi. Tym czerwonym wyłączasz blokadę w zegarku. A żeby nie różnił się od zwykłego zegarka, to te pokrętła z drugiej strony są do nastawiania godziny. - Urahara wyjaśnił działanie swojego wynalazku.
- Dzięki – rzuciła przez ramie, w tym samym czasie przechodząc przez senkaimon.


*********************************Seireitei*************************


Wyszła na placu przy głównych wrotach w Seireitei. Po przejściu kilku uliczek natknęła się na Toshiro idącego z baraków oddziału pierwszego.
- Karin?! Co ty tu robisz? Myślałem że z Uraharą trenujesz Bankai. - białowłosy pytał się o wszystko co akurat mu przyszło do głowy.
-Spokojnie. A co do Bankai to jestem tu żeby doszlifować to i owo. Żeby to zrobić potrzebuję kogoś z wielkogabarytowym bankai.
- Największe i zarazem najszybsze ma kapitan Kuchiki. Potem po prostu duże mają kapitanowie Komamura i Kurotsuchi. Renji jeszcze by się nadawał jeśli nie potrzebujesz typowo kapitana.
- Dzięki Shiro! - Kurosaki pocałowała swojego ukochanego i ruszyła szukać wymienionych osób. Hitsugaya mimo że nie znosił tej ksywki, w wykonaniu Karin mu nie przeszkadzała.


CDN



sobota, 10 października 2015

ROZDZIAŁ XXIII - Trening Ban-Kai! cz.1

Jako że następnego dnia po weselu zarówno Shihoin jak i Urahara cierpieli na bardzo ciężką odmianę „syndromu dnia po”, bardzo niepocieszona Karin musiała poczekać aż wróci im stan poprawnego funkcjonowania. Gdy z jednego dnia rekonwalescencji, zrobiły się dwa, impulsywna strona dziewczyny doszła do głosu. Trzeciego dnia z samego rana, weszła niczym burza do sklepu kapelusznika, po czym krzyknęła:
- Kisuke! Jeśli nie chcesz żebym znów bawiła się w twojego fryzjera, lepiej zejdź tu w tej chwili!!!
W odpowiedzi usłyszała:
- Zejdź na pole treningowe! Zaraz przyjdę, tylko znajdę bardzo potrzebny przyrząd.
Po dość długiej chwili do podziemi schodzą zarówno Yoruichi, jak i kapelusznik. Zaskoczona tym faktem, pyta dlaczego zjawili się oboje. Jako wyjaśnienie była dowódca onmitsukido pyta ją czy wie jakie warunki trzeba spełnić aby osiągnąć bankai, gdy jako jedyną wiedzę na ten temat panny porucznik okazała się wiedza że w standardowych warunkach na jego osiągnięcie trzeba co najmniej 10 lat czarnoskóra się tylko roześmiała.
- Można wiedzieć co cię tak rozbawiło? - zaperzyła się Kurosaki.
- Widzę że w twoim przypadku tak samo jak z twoim bratem trzeba zacząć wszystko od teorii. Tylko, w odróżnieniu od jego treningu, nas nie goni czas. Dlatego będziemy mogli ci wszystko wyjaśnić na spokojnie i szczegółowo. Na początek powiedz mi wszystko co wiesz na temat Zanpakuto żebym mogła ujrzeć twoje braki w teorii. - Ton Shihoin przypominał nauczyciela który chce jak najlepiej dla swojego podopiecznego.
- Wiem tylko że każde ma inne właściwości, ich wygląd jest indywidualnie dopasowany do posiadacza, a osobowość pokazuje to co ma na niego największy wpływ, to znaczy że zarówno może być odzwierciedleniem jak i alter ego właściciela. - Karin udzieliła odpowiedzi na pytanie.
- Czyli właściwie nie wiesz nic. - podsumował Kisuke
- A sparodiować uciekającego Abaraia byś nie chciał? - odgryzła się dziewczyna
- Niestety Karin, ale on ma rację. Ty nawet nie znasz pełnej podstawy. My możemy ci tylko przekazać podstawy, gdyż u każdego trening z jego zanpakuto wygląda inaczej – Yoruichi skarciła uczennicę
- To właściwie czego jeszcze nie wiem? - dopytywała się Kurosaki
Cały pierwszy dzień treningu bankai poszedł na teorię. Jako że dziewczyna nie chciała ani zrobić sobie krzywdy teraz, ani w miarę możliwości później przegrywać bardzo uważała, co jednak nie powstrzymywało jej od drobnych złośliwości w kierunku kapelusznika.


******************* W Sanktuarium****************************


W tym samym czasie, w Sanktuarium Ateny Kiki składał raport dlaczego delegacja z Seireitei jeszcze się nie zjawiła.
- Słucham cię chcę znać powody dla których nie przybyli ty jeszcze Rycerze których odkryliście w Japonii, oraz delegacja z Gotei? - Wielki mistrz nie krył swojego zniecierpliwienia.
- Nie rozumiem twojego zniecierpliwienia. Chociaż rzeczywiście trochę długo musimy na nich czekać – Atena, jak na boginię mądrości przystało, nie pozwalała emocjom na zawładnięcie sobą.
- Pani, jako że wychowałaś się w Japonii na pewno rozumiesz że młodzi ludzie, którzy chodzą do szkoły nie mogą bez dobrej wymówki przebyć połowy świata. Doszły mnie też słuchy że Karin Kurosaki, Złota Rycerz Ryb którą tam odkryliśmy niedawno stoczyła przegraną walkę z Mścicielem Burzy, mimo zastosowania technik leczniczych z Seireitei i tak kilka dni musiała spędzić w łóżku, a jej zbroja … nie ukrywajmy gwiezdny pył tu nie pomoże, tu będzie trzeba krwi. - Baran nie owijał w bawełnę
- Smutne wieści niesiesz, mam nadzieję że reszta jest lepsza – Atena nie ukrywała zasmucenia.
- Tak następne wiadomości są lepsze. Rycerz Ryb trenuje teraz technikę która ma jej pozwolić na zminimalizowanie szans na kolejne porażki. Z tego co wiem potrzebuje na jej opracowanie około tygodnia, i następne dwa na doszlifowanie. Jej starszy brat Rycerz Raka wczoraj brał ślub z Rycerz Łabędzia i przebywają teraz na Santorini. - Kiki kontynuował zdawanie relacji
- Ta wiadomość rzeczywiście jest nieco lepsza, ale gdzie posłańcy z Gotei? - dopytywał się Wielki Mistrz
- Tych trzech rycerzy których wymieniłem, zanim wybrały ich zbroje byli funkcjonariuszami Gotei, są nimi dalej ale z racji na zbroje są teraz odpowiedzialni za relacje Seireitei – Sanktuarium. Oprócz nich taki precedens spowodowali Rycerz Kryształu i Rycerz Korony Północy, ci dwaj ostatni przybędą tu z Seireitei z grupką shinigami którzy mogą próbować treningu w Palaestrze. Selekcji mają dokonywać jeszcze przez trzy tygodnie, potem ustalili punkt zborny właśnie na Santorini i stamtąd ma ich przyprowadzić Eden lub Hyoga. - zakończył sprawozdanie
- Kiki powiedz nam jeszcze jak nazywa się ta technika którą trenuje Karin? - Zaciekawiona Atena bardzo łaknęła informacji.
- W Seireitei ta technika nazywa się Ban-Kai! - Do rozmowy wtrącił się Hyoga, który dopiero przyszedł.
- Mówiłeś że musi ją opracować, a teraz Wodnik mówi że to ma już nazwę ?!– zdziwił się Mistrz.
- Ban-Kai to stopień wtajemniczenia we władaniu Zanpakuto, niewielu go osiąga a każdy jest inny. To coś tak jak u nas siódmy zmysł. – porównał Hyoga.
- Skoro niewielu go osiąga to skąd ten pomysł że wystarczy jej tydzień na nauczenie się tego? - zdziwienie Wielkiego Mistrza sięgnęło zenitu
- My niestety nie wiemy, a domysły tu nie pomogą. - Odpowiedział Baran





C.D.N

poniedziałek, 7 września 2015

Rozdział XX - Pierwsza porażka



Karin spojrzała na stojącego przed nią opancerzonego „wilkołaka” by po chwili wiedzieć że to nie będzie łatwy pojedynek. Jakież było zdziwienie Kurosaki gdy przeciwnik niemal niezauważony wykonał atak. Ogromne wilcze pazury, gdyby nie reakcja prawie w ostatnim momencie rozdarły by świętą zbroje na strzępy, a tak pozostawiły solidne szramy. Po tym Czarnowłosa już wiedziała ze w tym przypadku nie ma co się bawić w uprzejmości typu opóźnianie Shikai. Teraz co najwyżej mogła się zastanawiać po które uwolnienie sięgać. Mimo że już w masce, z nieuwolnionymi mieczami była cały czas w defensywie. Mimo świadomości mocy tego „Espady” dziewczyna postanowiła go przetestować:
- Kaika! Riri no ryū-hime – spokojnym głosem wyszeptała łącząc ze sobą miecze rękojeściami .
- O! Zaczyna się robić ciekawiej! - dociął Basquiesta
Zataczając młyńce swoim quan-dao Karin napierała na arrancara, przez swoją formę to starcie bardziej przypominało balet niż walkę. Uniki i zwody przeciwnika coraz bardziej irytowały młodą porucznik. Zdenerwowana odskoczyła by zaatakować z dystansu, odwróciła broń wachlarzem w stronę przeciwnika i wykonując wymach wykrzyczała : Rozezu no Akuma!
Wilkołak widząc nadlatujące kwiaty strącił je za pomocą cero, po wykonaniu tego zaczął szydzić: - Naprawdę jesteś porucznikiem dzieciaku? Twoje Cosmo może i jest na poziomie złotego rycerza ale Reiatsu.... żenada. Ha ha ha ha ha!!!
Po tej docince, Kurosaki przypomniała sobie że skoro jest porucznikiem to w realnym świecie obowiązuje ją ogranicznik Gentei. Wyciągnęła swój komunikator wrzuciła linię awaryjną i po usłyszeniu w słuchawce dyżurnego dokonała meldunku: - Zgłasza się porucznik Kurosaki, proszę o autoryzację zwolnienia ograniczenia. W odpowiedzi usłyszała rozpoczynam procedurę!
Po usłyszeniu od Toshiro że kretyni z 12-tego mają na wszystko i zawsze czas postanowiła sobie dopomóc drugim shikai. Gdy długie ostrza zalśniły na jej nadgarstkach mściciel się nieźle zdziwił.
- Czy to jest twoje Bankai, kruszynko? - zapytał drwiącym tonem Basquiesta
- Nie, to TYLKO drugie shikai, potężniejsze niż pierwsze ale i tak do Bankai mi jeszcze daleko. - złośliwie, choć wyczerpująco wtrąciła czarnowłosa. - zirytowana przytykami ze strony arrancara skrzyżowała ostrza, wymierzyła w przeciwnika i wykrzyknęła: Hiyashinsu no same! - słynne w całym Seireitei krwiożercze hiacynty posypały się na przeciwnika Karin.
Pamiętając efekt z Kurotsuchim myślała że z irytującego pustego pędzie mokra plama, jakież było jej zdziwienie gdy ten tylko lekko zadrapany z kpiącym grymasem na swojej wilczej mordzie zapytał: Czy to wszystko na co cię stać? Po czym ruszył do wściekłego ataku. Jego ataki gdy serwował je połączone z sonido wzmocnionym o prędkość której nie powstydziłby się złoty rycerz stawały się śmiercionośnym gradem, czego efektem było przyozdobienie świętej zbroi sporą kolekcją uszkodzeń, których do tej pory nieraz nie otrzymywano w ciągu całej wojny.
Poturbowana Kurosaki, zdenerwowana opieszałością w podejmowaniu decyzji przez funkcjonariuszy centrum monitoringu w 12-ce wrzeszczała do mikrofonu komunikatora: Akon ty zakuty łbie, ja tu mam Arrancara, ESPADĘ!!! Jeśli zaraz nie będę mogła zrzucić tej pieprzonej pieczęci to będzie niezły bigos!
- Czego ty chcesz tego protokołu nie używaliśmy od wieków, musisz nam dać jeszcze z 5 minut – usłyszała w słuchawce
No pięknie, muszę go przetrzymać te pięć minut bo inaczej się chyba nie da, wykonując uniki przed szaleńczymi atakami użyła pierwszego bakudo jakie jej przyszło do głowy:
Bakudo #79: Kuyō Shibari. Gdy pieczęć unieruchomiła wilkołaka odsunęła się na odległość która pozwoliła jej na bezpieczne skorzystanie z cero, przyjęła swoją charakterystyczną pozę i skupiając energię potrzebną do tego ataku zawołała: Cero del dragon imperial!
Złoty smok z szkarłatnymi przebłyskami mknął w stronę espady. Głośny wybuch i wielka chmura pyłu. Po chwili, gdy kurz opadł, dziewczynie oczy mało nie wyszły z orbit: poza uszkodzeniami pancerza i kilkoma mało istotnymi rankami nic się temu espadzie nie stało. Gdy tylko ten się otrzepał z kurzu pozwolił sobie na mało wybredny komentarz: - No ładnie Gotei chyba schodzi na psy skoro takie dzieciuchy posyłają na misje w realnym świecie. Od tamtych patałachów słyszałem że skopałaś im czterem dupska i to sama jedna, co jest z tobą nie tak? - pytał zirytowany Basquiesta.
W tym samym momencie usłyszała w słuchawce dźwięk automatu mówiący: - Autoryzacja przyznana. Można zwolnić blokadę.
- Pytałeś dlaczego nie mogę dać sobie sama rady z tobą skoro sama pokonałam czterech twoich znajomych, no to się zaraz przekonasz – powiedziała to z chytrym uśmieszkiem na twarzy, po czym wykrzyknęła z wyraźnie słyszalną żądzą mordu: Gentei Kaijo! Zwolnienie blokady!
Absurdalnie wielka ilość reiatsu wylała się z dziewczyny rozganiając chmury w promieniu kilku kilometrów. Dotychczas naśmiewający się z dziewczyny Arrancar najpierw zaniemówił, by następnie zacząć się psychopatycznie śmiać, w sposób który przypominał wycie wilka.
- Niesamowite! Cudowne! - mściciel rozpływał się w psychopatycznej ekstazie – nareszcie będzie można zacząć walczyć na poważnie. Podczas tej rozgrzewki zaczynało mi się nudzić...
Nie zdążył nawet dokończyć monologu, gdy Karin stojąc 2m od niego wyszeptała: Hado #90: Kurohitsugi!
Po rozpłynięciu się rozsławionej przez Aizena czarnej trumny espada wyglądał jak dziewięć nieszczęść, ale nie był przestraszony lub coś podobnego. Co to to nie! On był wściekły jak diabli. Splunął krwią, przy okazji wypluwając kilka zębów, po czym skupiając kulę fioletowej energii między rękoma zawył i wykrzyknął: - Zkoro tak chcesz się bawić, to ja sprawię że nie będzie ci już do śmiechu! Resurrecction: segunda etapa – Lobo de Ragnarok! - zniknął w rozbłysku fioletowego światła. Gdy światło przestało ją ślepić Kurosaki zauważyła że teraz jej przeciwnikiem jest wilk wielkości kilkupiętrowego budynku, nie miał już na sobie pancerza, a rany zadane przez zaklęcie zniknęły. Czarnowłosa z przerażeniem przełknęła ślinę.
- Desgarramiento de dioses!* - zawarczał olbrzymi wilk, jego kły i przednie pazury wydłużyły się znacznie i jarzyły się granatowym światłem. Ruszył z gwałtownym atakiem na przeciwniczkę.
Karin nie chcąc tanio sprzedać skóry skrzyżowała na piersiach swoje ostrza skupiła w nich całą pozostałą energię powodując pojawienie się na nich pędów orchidei i z okrzykiem: Ryuketsu okiddo! - ruszyła na Arrancara.
Po zderzeniu ataków porucznik dziesiątego była w opłakanym stanie, zbroja – martwa (tak święte zbroje „żyją”) aby dało się coś z nią zrobić Kiki będzie miał niezły problem, stwierdzenie że była ranna to jedno wielkie niedopowiedzenie. Przeciwnik dziewczyny też nie obszedł się bez szwanku, jednak i tak był w znacznie lepszym stanie od niej. Nim Karin straciła przytomność od ran, zdążyła usłyszeć tylko: Bankai! Daiguren Hyiorinmaru!


C.D.N



niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział XIX - Burzowe chmury



Od powrotu z Soul Society minęło już sporo czasu. Matury zbliżały się wielkimi krokami, a razem z nimi ślub Ichiga i Rukii. Toshiro co prawda musiał zostać w Seireitei, ale Karin jakoś specjalnie tego nie odczuwała, gdyż gdy tylko mógł wymykał się do realnego świata. Faktem było, że kilkakrotnie miały miejsce drobne potyczki z niskimi stopniem Mścicielami, ale rodzeństwo Kurosaki, Rukia oraz Eden (został w Karakurze, na czas nieobecności naszej ekipy, teraz czeka na rozkaz sprowadzenia ich do sanktuarium) dawali sobie z nimi świetnie radę.
*************************************************************************
Do matur został tydzień, do Karakury przybyli Kukaku Shiba i Byakuya, który jako naczelny szpaner Seireitei koniecznie musiał zadbać o odpowiednią oprawę wesela swojej siostry:
- N-nii-sama?! Co ty tu robisz? - Rukia zbierała swoją szczękę z podłogi widząc kapitana szóstego oddziału w drzwiach domu swojego przyszłego teścia.
- Ślub szlachcianki to poważna sprawa, postanowiłem dopilnować przygotowań osobiście. - Chłodne opanowanie Kuchikiego prawie mroziło atmosferę.
- O nie... - wyszeptała czarnowłosa głośno przełykając ślinę.
- Kochanie nie wiem dlaczego, ale coś czuje że będzie dobrze, a cioteczka Kukaku obiecała mi przystopować twojego brata żeby nie przeholował. -wtrącił przyszły pan młody.
Przez głowę dziewczyny przeszło kilka wspomnień wyczynów tej kobiety, po czym zdezorientowana powiedziała: - Nie wiem czy nie lepiej byłoby pozwolić działać Nii-samie bez nadzoru, on może i uwielbia przepych a umiar i skromność nie występują w jego słowniku … jednak imię twojej ciotki to synonim słów: „Hucznie” i „Spektakularnie”.
- Kapitan Unohana! - zawołali oboje, jednocześnie, patrząc po sobie – tylko ona ograniczy zapędy tej dwójki, nie tracąc arystokratycznego szyku – dopowiedziała Rukia.
Na ściągnięcie pani Kapitan z Soul Society przed ich ślubem nie było najmniejszych szans, więc zrezygnowani postanowili uspokoić się podczas spaceru mad rzeką. Wszystko było by w porządku i spokojne gdyby nie pojawienie się kilku warchołów od Nemezis, tym razem na poważniejszym poziomie. Z garganty w cieniu mostu wyszły cztery postaci, troje Mścicieli burzy i jeden Mściciel mroku. Mściciel mroku był Fullbringerem, a Mścicielami burzy było dwoje Quincych i Arrancar na poziomie Cero Espady. Nie czekając wiele Arrancar odłączył się podążając w stronę z której wyczuwał Karin. Mściciel mroku i Quincy zostali z przyszłym państwem Kurosaki, a ostatni Mściciel burzy ruszył w stronę Edena który trenował z Chadem. Widząc dwójkę przeciwników, Ichigo i Rukia nie czekając na wyjaśnienia, przywołali swoje zbroje. Mściciel mroku był bardzo zdziwiony widząc że jego przeciwniczka mimo iż posiadała moc na poziomie porucznika, ma na sobie tylko spiżową zbroję, natomiast Mścicielka burzy czując agresywne reiatsu Kurosakiego – jakże typowe dla Arrancarów i Visoredów – w połączeniu z złotą zbroją raka momentalnie zaczęła przybierać chorobliwe odcienie bladości. Pomarańczowowłosy był generalnie mówiąc wściekły, tego dnia tylko bliskość ukochanej powstrzymywała go przed wybuchem. Mieszające się energie tworzyły czarno-złotą aurę, brutalnie napierającą na przeciwników oraz pozbawiającą ich możliwości swobodnego zaczerpnięcia oddechu. Wyciągnął przed siebie Zangetsu ładując czarną getsugę dodał do niej jeden ze specjalnych ataków swojej konstelacji *SEKI SHIKI MEIKAI HA* po wykonaniu cięcia czarno-fioletowa spirala mknęła z zawrotną prędkością. Na taki atak nawet Hirenkyaku to za mało, by próbować uniku. W ostatniej chwili przeciwniczka Kurosakiego sparowała go używając dwóch Seele Schneider w konsekwencji niszcząc je i pozbawiając się tym samym możliwości zastosowania Sprenger.
- Jasna cholera, zero szacunku do cudzej broni! - piekliła się Quincy
- Przejmuj się stratami w sprzęcie jak już będzie po walce, teraz martw się o własną skórę. - skarcił ją fullbringer, próbując unikać kolejnych ataków Rukii, przez które miejscami pokrywała go warstewka lodu.
W czasie gdy przeciwnicy się przekomarzali shinigami-daiko wystrzelił w ich kierunku Cero, które mimo iż chybiło dało po części zamierzony efekt. Obrażenia mimo to że nie aż tak rozległe jak gdyby atak trafił dokładnie w cel, ale i tak dokuczliwe i utrudniające walkę.
W momencie gdy przeciwnicy starali się podnieść po poprzednim ataku i używając swoich pełnych mocy ( przynajmniej tego co z nich zostało) chcieli zakończyć swoje walki. Ichigo uniósł wysoko nad głowę lewą rękę i zagłębiając się w najgłębsze odmęty świadomości poprzednich właścicieli złotej zbroi raka wykrzyknął : *SEKI SHIKI KONSOU HA* - ściana z błędnych ogników zaczęła się przesuwać w stronę mścicieli. Quincy która uskoczyła przed cero, minimalizując tym samym otrzymane obrażenia, udało się jeszcze uniknąć tego ataku, jej towarzysz który był w znacznie gorszym stanie poległ. Nim Rukia zastosowała jakikolwiek atak, mścicielkę zasłoniło Negacion.

******************** W tym samym czasie u Karin****************************

Karin akurat grała w piłkę z kolegami gdy wyczuła dość spore reiatsu zbliżające się w ich stronę. Po pamiętnej potyczce w Rukongai wiedziała że ten przeciwnik to już wyższa liga niż ci wszyscy z którymi miała do czynienia. Kurosaki udała że odbiera telefon, wymyślając przy okazji chyba najbardziej oklepaną wymówkę żeby się zerwać:
- Cześć Ichi! Co, Toshiro do mnie przyszedł? Powiedz mu że już pędzę! - zamykając telefon rzuciła krótkie: Muszę lecieć! Po kilku krokach normalnego biegu wrzuciła shumpo.
Jej znajomi słysząc odgłos towarzyszący przekraczaniu bariery dźwięku, rzucili tylko po sobie pytające spojrzenia.
Panna porucznik złapała swojego przeciwnika w połowie drogi między mostem gdzie walczyli Ichigo i Rukia, a wzgórzem na którym jeszcze chwilę temu była. Gdy tylko się spotkali na wysokości kilkuset metrów, mściciel zadał jedno banalne, ale i irytujące pytanie jak dla tej małej wredoty:
- Kim ty jesteś dziecinko?
- Porucznik Karin Kurosaki; dziesiąty oddział Gotei 13 oraz Złota Rycerz Ryb – odpowiedziała dziewczyna, udając chłodny, beznamiętny ton swojego (przyszłego) szwagra. Na potwierdzenie swoich słów wezwała zbroję, oraz oddała pytanie – A z kim mam nieprzyjemność?
- Jestem Tenebris Basquiesta. Mściciel Burzy i Nueva Cero Espada!
- Espada?! Jeśli mi dobrze wiadomo to ten twór zniknął po pokonaniu niejakiego Aizena. Czy sugerujesz że stworzyliście nową po przyłączeniu do Nemezis? - słowa Arrancara zaintrygowały czarnowłosą.
- Nie czas teraz na pogaduszki, przybyłem tu naprawić błąd który popełnili moi poprzednicy w Kusajishi (Okręg Rukongai w którym odbyła się pierwsza walka z Mścicielami). - zadeklarował espada.
- Dzięki żeś mi tych kołków przypomniał, od razu cały dobry nastrój mi diabli wzięli. - Karin piekielnie zła założyła maskę i dobyła mieczy. Jeszcze ich nie uwalniała, za wcześnie na tak drastyczne metody.
- Więc tak się bawimy?! - Arrancar wydobył zza pasa dwa kastety z sterczącymi z nich ostrzami – Kamigami o musabori kuu!!* Fenris! -mściciel uwolnił swoje resurection przyjmując formę bardzo podobną do tej Grimjowa, z tom różnicą że on upodobnił się do wilka, stał się sporo większy i nadal miał na sobie pancerz mściciela.


W ten o to sposób zaczęło się coś co z łatwością mogło by być „ Wojną tysiąca dni”.
C.D.N


* - Pożeraj bogów!! - komenda resurection Basquiesty

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział XVII

Światło z poszczególnych gwiazd konstelacji skupiło na wyciągnięcie ręki Corrie, formując srebrno-niebieski klejnot docięty jak niewielki diadem.
- Co to ma być? Co to za klejnot przede mną? - dziwiła się kadetka.
- To zapieczętowana zbroja. Więcej nie potrzebujemy. Możemy przeprowadzić odpieczętowanie już teraz, ale to cię dość mocno zmęczy - poinformowała Karin. – Kadeci, dalszą część zajęć przeprowadzicie już pod okiem senseia.
- Proszę, mów, co mam robić, chcę odpieczętować ją już teraz - zapał Shiroyamy „powodował powódź”.
- Zabierz ten klejnot, pójdziemy gdzieś, gdzie będziemy mogli go odpieczętować w spokoju. Lepiej, żeby był przy tym Hyoga, ja musiałam szkolić się w panowaniu nad energią jakieś dwa miesiące i to szalenie intensywnie. Uprzedzę twoje pytanie, to dlatego, że moja moc jest tak absurdalnie wielka, że bez odpowiedniego opanowania narobiłabym szkód – Karin ostudziła przyjaciółkę.
********************w tym samym czasie poza ringiem *********************
- N-n-niemożliwe! Niech mnie ktoś uszczypnie! Spodziewałem się w tej akademii zdolnej młodzieży, ale nie podejrzewałem, że ktoś przebudzi zbroję już na próbie – wyjąkał Hyoga.
- Co cię tak zaskoczyło? - zapytał Toshiro, który w tej chwili nie prowadził żadnego sparingu.
- Ta kadetka. Uznałem, że jeżeli znajdę kogoś godnego Spiżowej Zbroi, będzie dobrze na początek. Ta dziewczyna to nieoszlifowany diament, już teraz jest godna Srebra, a jeśli nad nią popracować, to może mierzyć w Złoto, a nawet ośmieliłbym się zaryzykować stwierdzenie, że może się pokusić o więcej - zwykle oszczędny w słowach Rosjanin nie potrafił wyrazić swojego zdumienia.
- O więcej? Czegoś tu nie rozumiem. Przecież mówiłeś, że w Sanktuarium nie ma wyższej rangi niż złoty rycerz - Hitsugaya drążył temat.
- W normalnych warunkach to prawda. Jednakże Rycerz o bardzo wielkiej energii i sile woli może osiągnąć więcej. Jest to coś w rodzaju błogosławieństwa za zasługi, zapał i determinację. Wtedy taką zbroję nazywamy Kamui, są równe tym, które noszą bogowie – wyjaśnił Wodnik.
- O tak! Czego jak czego, ale determinacji to im odmówić nie można. Nie zdziwię się, jeśli obie będą celować w Kamui - skomentował białowłosy. – Hej, Hyoga, ostatnio strasznie zaniedbałem moje relacje z Karin, skoczę po Ichigo, Rukię i Kikiego, niech teraz oni się tym zajmą, a ty zajmiesz się planem treningowym dla Shiroyamy. Co ty na to? - po chwili dodał.
- W porządku. W zasadzie to też jest lodowa zbroja, więc będzie trenować razem z tobą i Rukią. Treningu nigdy za mało - skwitował zapytany.
******************** kilkanaście minut później****************************
Gdy dziewczyny skończyły rozmowę o zbroi, podeszły do Wodnika. Chwilę później pojawili się koło nich Rukia z Ichigo oraz Kiki i Toshiro.
- Hyoga, jeśli potrzebujesz jakiegoś pola treningowego, żeby wyjaśnić Corrien, jak kontrolować Cosmo, to skorzystaj z pola dziesiątej dywizji, a jakbyś czegoś potrzebował, poproś o pomoc Rangiku. Ja z Karin dostaliśmy patrol w południowym Rukongai - oznajmił Hitsugaya.
- Dobrze, spotykamy się wieczorem w dziesiątce - odpowiedziała chórem reszta, po czym wszyscy udali się w swoich kierunkach.
Słowem wyjaśnienia: Gdy Toshiro szedł po Rukię i resztę, spotkał w połowie drogi między Dziewiątką i Dziesiątką rozmawiających Matsumoto i Hisagiego. Trochę się wkurzył, że jego podwładna marnuje czas, ale postanowił dać jej szansę na zrehabilitowanie się. W swoich planach potrzebował także Shuuheia, który uchodził za najlepszego kucharza–amatora w całym Gotei. Po załatwieniu wszystkiego z kapitanem Mugurumą, wtajemniczył „pijacką dwójkę gołąbków” w swój plan, który sprowadzał się do tego, że porucznik dziewiątki miał mu przygotować romantyczny piknik dla dwojga na wzgórzu Sokyoku na popołudnie, a Rangiku miała zapobiegać kręceniu się tam kogokolwiek.
Ostatnie okręgi Rukongai nigdy nie należały do przyjemnych. Wraz z odległością od Seireitei wzrastała przestępczość i bieda, a wraz z nimi szanse na spotkanie pustych. Zostały jakieś 2 godziny do niespodzianki szykowanej przez Toshiro dla Karin, gdy nagle z prawie bezchmurnego nieba zaczął lać deszcz, a w otaczającym ich lesie dało się wyczuć kilka naprawdę potężnych, ale zarazem agresywnych aur. To co się pojawiło wyglądało jak połączenie Arrancara i Rycerza w liczbie dwóch, a następnych tylu było połączeniem Quincych i Rycerzy, przedstawili się jako Mściciele Nemezis. Ten, który emanował najsilniejszą mocą, powiedział:
- Mamy was przetestować, shinigami. Mimo wszystko nawet „zemsta” ma swoje prawa, będziemy walczyć pojedynczo. - po czym, wskazując palcem na Hitsugayę, powiedział: – Ty w haori, walczysz ze mną, Amfitryta, zajmij się dziewczyną.
- Skoro chcecie walki, dobrze, ale z łaski swojej byście się przedstawili. Ja co prawda wiem, jak się nazywa moja przeciwniczka, ale co z resztą komitetu powitalnego z ekipy „Nemezis – problemy sp. z o.o.” - sarkastycznie upomniała go Karin.
- Gdzie moje maniery, ojou-chan. - zironizował przywódca bandy. – Ja jestem Beowulf, Mściciel mroku Azgardu, Amfitryta jest Mścicielem cienia Atlantydy, z mojej prawej są jeszcze Romulus i Penelopa Mściciele cienia Rzymu.
- Ja jestem Kapitan Toshiro Hitsugaya, a po mojej prawej jest Porucznik Karin Kurosaki. Jednak jednej sprawy dalej nie rozumiem – o co chodzi z tym Rzymem, Atlantydą i Azgardem? - odpowiedział białowłosy.
- Jeśli wiesz, to powtórzę, a jeśli nie, to się dowiedz, że Nemezis jest boginią zemsty. My, Mściciele, rekrutujemy się z tych wszystkich, którzy mogą mieć jakieś zadawnione urazy do Sanktuarium lub Gotei 13. Czyli są między nami Quincy, Menosi wszystkich kategorii, którzy pod wpływem mocy naszej pani stali się Arrancarami, oraz ludzie z wszystkich nacji, jakie walczyły z tym wcieleniem Ateny - odpowiedziała Amfitryta, po czym zaczęła się naśmiewać ze swojej przeciwniczki: – Ta smarkula to twoja porucznik, za co dostała stanowisko, bo nie wierzę, że za umiejętności? Dała ci dupy czy jak?
Do tej pory Toshiro odczuł zdenerwowanie swojej dziewczyny tylko echem, gdy ta „upominała” Kurotsuchiego, jednak teraz ujrzał najprawdziwszą białą furię tej drobnej osóbki. Jej rozedrgana mieszanka energii była już tak gęsta, iż nawet jemu było już ciężko oddychać. Po czym usłyszał tylko:
- Toshiro, proszę cofnij się! - mówiąc to, wyciągała lewy miecz, a prawą ręką zakładała maskę pustego.
Komenda shikai, którą wypowiedziała, dobitnie uświadomiła mu, że cofnięcie się będzie najlepszym, co może zrobić:
- Anata no tsume ga kaihi-chi o kantsū shi, anata no o wa maunten o sumasshu shimashou! Riri no ryu-hime!
Gdy „smocze szpony” pojawiły się już na swoim miejscu, Kurosaki musiała jeszcze postawić kropkę nad ”i”, zakładając zbroję ryb.
- Ja po prostu nie wierzę. Widzę, że mamy braki w informacjach. Nie dość, że shinigami, to na dobitkę rycerz i to jeszcze złoty. Jeśli wyjdziemy z tego cali, to Amfitryta masz przerąbane, a jeśli wyjdziemy połamani, to ci jeszcze poprawię... - tyle zdążyli powiedzieć Romulus i Penelopa (Quincy) zanim otrzymali cięcia, które ich ogłuszyły.
- Hado 88 – Hiryu Gekizoku Shinten Raiho – zaklęcie wypowiedziane przez porucznik o mały włos poważnie raniłoby Beowulfa, gdyż ten w ostatniej chwili uskoczył, po czym kontratakował grand rey cero.
- Cero del dragon imperial! - splatając smocze szpony, Karin wystrzeliła cero o złotym kolorze i czerwonej poświacie, które przybrało kształt lecącego azjatyckiego smoka.
Cero mściciela zostało zneutralizowane, a on sam otrzymał obrażenia od wybuchu.
- Amfitryta! Bez Resurection będzie z nami krucho – zawołał Arrancar – wielkolud.
- Że też musisz mieć rację, ta smarkula przyprawia mnie o ból głowy. - warknęła arrancarka: - Megasamete taifu*! Bentesikyme**! – wypowiedziała komendę, po czym jej skóra pokryła się rybią łuską w kolorze wzburzonego oceanu, a jej włosy zmieniły się w przeróżne wodorosty, jej pancerz jako, że nawiązywał do łusek marynarzy Posejdona, taką też miał fakturę.
Beowulf zaś nakazał:
- Kyofu o okonau***!Grendel**** – na skutek czego gwałtownie zwiększył swoją masę mięśniową, skóra stwardniała jeszcze bardziej, twarz zmieniła się w pysk niedźwiedzia i wyrosły mu rogi, całość jeszcze zwieńczyło gęste szare futro. Zbroja jak wszystkie Azgardzkie wyobrażała jakąś bestię z mitologii nordyckiej.
Gdy Arrancarzy – mściciele uwolnili resurection, Kurosaki wybuchła śmiechem. Dzięki prędkości światła złotego rycerza zaczęła atakować wciąż przytomną dwójkę w szaleńczym tempie, w ten sposób po kilku chwilach na nogach pozostał już tylko Beowulf, który widząc, że dzieli go od przeciwniczki przepaść w poziomach, zaczął rozważać odwrót. Karin, której przeszła ochota na zabawę, posłała w przeciwnika salwę rekinich hiacyntów, zakończyła sprawę, zmuszając ową szajkę do odwrotu.
Po tym ujawnieniu się wroga Toshiro musiał przez jakieś pół godziny uspokajać ukochaną, żeby nie narobiła problemów w gęściej zaludnionych obszarach Rukongai, po czym ruszyli w stronę Seireitei.
Idąc w stronę Dworu Czystych Dusz, szli tak, aby wrócić przez wzgórze Sokyoku, gdzie czekał na nich kosz piknikowy pilnowany przez Hisagiego, który widząc, że już idą, błyskawicznie się ulotnił. Karin, widząc kosz i uciekającego Shuuheia, spojrzała znacząco na Hitsugayę, w podobny sposób patrzyła na niego, gdy tłumaczył jej, że wcielono ją do dziesiątego oddziału. Widząc „to” spojrzenie, Shiro zapytał:
- No co, przecież wiesz, że mi się podobasz? Nie znam się na sytuacjach sprzyjających zakochanym. Chciałem, żeby to wszystko było odpowiednio przygotowane, to wciągnąłem w to naszego „specjalistę”. - wyznał białowłosy.
- To, żeby ułatwić życie „panu specjaliście”, wymyśliłeś patrol? - Karin-chan ciągnęła za język.
- Patrol to był oficjalny rozkaz, ale po trochu spadł mi jak z nieba - odpowiedział Toshiro z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
Po chwili przyciągnął dziewczynę do siebie i pocałował ją, długo, zachłannie i namiętnie. Lekko zszokowana śmiałością chłopaka porucznik pokryła się dorodnym rumieńcem.
Toshiro i Karin spędzili kilka godzin, rozmawiając o wszystkim i o niczym, ciesząc się swoim towarzystwem. Napawali się każdą chwilą, gdyż zdawali sobie sprawę, że wydarzenia sprzed kilku godzin mogą być w przyszłości bardzo brzemienne w skutki.
Prosto ze wzgórza udali się na tereny dziesiątki, gdzie czekała już na nich reszta ekipy. Gdy tylko weszli, Ichigo, który trzymał Rukię na kolanach, zapytał o patrol.
- Ogólnie to szykują się kłopoty - odparł Hitsugaya, gdy tylko to powiedział, zaraz wszyscy chcieli wiedzieć więcej.
- Co przez to rozumiesz? - zapytał Kiki.
- A to że spotkaliśmy czwórkę wrogów. Przedstawili się jako Mściciele Nemezis. Nie są to tylko zwykli ludzie, są to też Quincy i Arrankarzy którzy pod flagą bogini Nemezis postanowili się zmierzyć zarówno z Seireitei jak i z Sanktuarium. Pozwólcie, że wyprzedzę wasze pytanie, czy mają jakieś zbroje, otóż tak, mają – zbroje będące podobnych typów jak te, z których właścicielami już walczyliście – zwrócił się do Barana i Wodnika.
- No to teraz przygotowania ruszą pełną parą zarówno tutaj jak i u nas – skwitował Hyoga. - Wyślę wiadomości do Wielkiego Mistrza, wy poruszcie temat u Generała, ale najpierw niech Corrie odpieczętuje swoją zbroję – powiedział Baran.
Po tych słowach wszyscy przygotowali się do Rytuału, przez założenie swoich zbroi i udali się na plac treningowy, aby tam go przeprowadzić. Jako że dziewczyna nie nosiła biżuterii na co dzień, ani nie posiadała odznaki ani przedstawiciela shinigami ani tej porucznika, odpieczętowano ją przez sprzężenie z Zanpakutou. Po odpieczętowaniu zbroi wszyscy pogratulowali Shiroyamie i udali się spać, gdyż czekała na nich ciężka praca w związku z pojawieniem się wroga.




* - Megasamete taifu – zbudź sztorm/ tajfun
** - Bentesikyme – bogini z mitologii greckiej, córka Posejdona i Amfitryty. Uosabiała straszną, okrutną stronę morza taką jak sztormy
*** - Kyofu o okonau – czyń grozę
**** - Grendel – potwór z skandynawskiego eposu heroicznego, pokonany przez Beowulfa



poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział XV

Dedykacji ciąg dalszy. to mniej-więcej będzie półmetek . Życzę  milej lektury

*********************************************************************************
- Karin Kurosaki, miło mi cię poznać Corrie–chan. - Młoda shinigami przedstawiła się.
- Corrien Shiroyama, mi również miło – z reguły ostrożnej w osądach Shiroyamie ta chamska i pyskata dziewczyna wydała się w gruncie rzeczy godną zaufania osobą.
W rogu sali rozmawiały ze sobą Hinamori i Rukia, po chwili podeszły do nich Karin i Corrie.
- Corrie, jak myślisz, uda nam się wyciągnąć kogoś jeszcze? - Karin specjalnie mówiła na tyle głośno by zwrócić na siebie uwagę dwóch rozmawiających pań porucznik.
- Skoro uczył cię kapitan Hitsugaya, to pewnie wiesz, że o Matsumoto nie trzeba pytać… - sugestywne spojrzenie porucznik Kurosaki sprawiły, że brązowowłosa po chwili dodała: – a jeśli idzie o Rukię i Momo, to długo ich kapitanowie nie dadzą się prosić – kadetka mówiła podobnym tonem co jej nowo poznana towarzyszka.
Corrie rozejrzała się po sali, szukając Hirako i Ukitake. Pierwszy z nich rozmawiał z Kikim i Ichigo, a drugi z Wodnikiem i kapitanem Hitsugayą. Shiroyama odezwała się do rozmawiających pań porucznik:
- Mogę mieć do was prośbę? Przypilnowałybyście mi na chwilę Karin, kapitan Kuchiki byłby niezadowolony, gdybym ją zgubiła.
- Corrie-chan, jasne, że ci ją przypilnujemy – odpowiedziały obie.
Gdy kadetka poszła prosić kapitanów o udzielenie dnia wolnego dla dziewczyn, te rozmawiały z nowo mianowaną porucznik.
- Rukia-onee-chan, mam nadzieję, że twój kapitan nie będzie miał mi tego za złe, jeśli mu cię dzisiaj ukradnę – zagadała Kurosaki z szelmowskim uśmieszkiem.
- Chwila, chwila. Siostrzyczko? Rukia, myślałam, że ty masz tylko brata – zdziwiła się porucznik oddziału piątego.
- Momo, jeśli o szczegóły chodzi, to Karin jest młodszą siostrą Ichigo. Sama zawsze chciałam mieć młodsze rodzeństwo, to się traktujemy jak siostry. Jest trochę humorzasta i złośliwa, ale to tylko dodaje jej uroku – Kuchiki przedstawiła przyszłą szwagierkę przyjaciółce - a jeśli o to chodzi, żebyśmy z wami poszły, to z kapitanem Ukitake na pewno nie będziesz mieć problemów. Posłałaś najlepszą osobę do proszenia kogokolwiek o cokolwiek.
- Rukia, wybacz, ale nie bardzo rozumiem, o co ci teraz chodzi – Karin nie ukrywała zdumienia.
- Już ci wyjaśniamy, Kurosaki-chan – wtrąciła Momo. – Ze względu na swój talent i ambicję Corrie jest ulubienicą prawie całego dowództwa, a kapitan oddziału trzynastego jest tego najlepszym przykładem.
- Kapitan Ukitake jest miły dla wszystkich i nikomu nie robi niepotrzebnych kłopotów, ale ona jest dla niego prawie jak córka. Nie jest w stanie jej niczego odmówić. - podsumowała fioletowooka.
- Dzięki, siostra. Jak będę czegoś potrzebowała z waszego oddziału, to już wiem kogo ze sobą wziąć, żeby poszło szybciej – druga porucznik dziesiątego pusciła szwagierce oko, po czym wybuchła autentycznym, dziecięcym wręcz śmiechem.
W tym momencie dołączyła do nich Shiroyama i całą scenę skwitowała lekko uszczypliwym tonem:
- Widzę, Karin, że bardzo szybko się zaprzyjaźniłaś z porucznik Hinamori i porucznik Kuchiki.
- Ty to tu mieszkasz już jakiś czas, więc nie powinno cię dziwić co do Momo-san. Jej po prostu nie da się nie lubić. A Rukia, to ona jest dla mnie jak starsza siostra, poza tym to narzeczona mojego brata. - Kurosaki odpowiedziała na zaczepkę, po czym wszystkie cztery zaczęły się śmiać.

******************************kilka godzin później***********************************

- Dziewczyny, idę powiadomić resztę, że dzisiaj wieczorem w ogrodzie trzynastki możemy uczcić poszerzenie naszego grona o Karin - poinformowała Shiroyama.
- A więc to jest ta niespodzianka, którą załatwiłaś, poza przepustką dla nas – panie porucznik nie ukrywały zadowolenia.
- Corrie, wiem, że do wakacji masz jeszcze tydzień. Moi Mistrzowie chcieli, żebym pokazała możliwości Rycerzy u was w Akademii. Pokazałabyś mi ją? Załatwiłabym wizytę na któreś z waszych poniedziałkowych ćwiczeń i poszłybyśmy z powrotem. Spotkałybyśmy się, powiedzmy, pod barakami dziesiątki - prosiła Kurosaki.
- W sumie dobra myśl. We dwie obskoczymy wszystkich szybciej, a wy idźcie do Akademii - poparła ją Momo.
- Rukia, dopilnujcie, żeby ta zapijaczona banda nie przyniosła sake ani niczego takiego - rzuciła do szwagierki Karin.
- Karin-chan, co to, jakiś uraz do procentów? – złośliwie zapytała brązowowłosa, a Kurosaki spaliła buraka. – Chwila… nie mów… ty jesteś… nieletnia? – Corrie siliła się na powagę, by po chwili zamilknąć pod ciskającym gromy spojrzeniem dziewczyn.
- Rukia, za trzy godziny pole treningowe w trzynastce jest wolne czy zajęte? - zapytała sugestywnie nowa porucznik.
- Nasz oddział ma trening, a co? - odparła Kuchiki.
- Kto go prowadzi? Zresztą nieważne, potrzebuję wyładować negatywne emocje i kto by to nie był, powiedz, że chętnie przemusztruję za niego oddział - wycedziła przez zęby Kurosaki.
- Przecież w jedenastym zawsze się znajdzie ktoś chętny na sparing – wtrąciła Shiroyama.
- Widziałaś, jaki poturbowany wrócił Ikkaku-san tydzień temu? To jej sprawka - ucięła temat Rukia.Na samą myśl o trzecim oficerze jedenastki wyglądającym co najmniej jak po stoczeniu walki z Chow Neng Powwem, Shiroyamie zrobiło się jakoś słabo. Wszyscy ruszyli w swoje strony.

**************************Akademia Shino – Dojo************************************

- Shirowa-sensei, można zająć panu chwilę? – zaczęła Corrie.
- O co chodzi, Shiroyama? – zapytał instruktor zanjutsu.
- To w zasadzie bardziej ja mam do pana sprawę niż Corrie – do pomieszczenia zaraz za kadetką weszła Karin.
- A pani to kto? Jakoś nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek miał z panią przyjemność, panno… ? - Shirowa zapytał porządnie zdezorientowany.
- Druga porucznik oddziału dziesiątego, Karin Kurosaki - dziewczyna przedstawiła się.
- Jakoś nie kojarzę porucznik o takim nazwisku – nauczyciel dalej się dziwił.
- Dzisiaj było moje oficjalne mianowanie, ale ja nie o tym. Możemy przejść do sedna? - mówiąc to, wezwała Zbroję Ryb.
Karin wyjaśniła Shirowie sprawę z Rycerzami, następnie ustalali szczegóły wizytacji na poniedziałkowych zajęciach. Po około półtorej godziny spędzonej w Akademii dziewczyny ruszyły w stronę baraków oddziału dziesiątego. W połowie drogi natknęły się na Kurotsuchiego.
- Ty, dziewczyno, pójdziesz teraz ze mną! - zażądał Mayuri, wskazując na porucznik dziesiątki.
- Tobie się chyba w tym niebieskim łbie poprzewracało, nie masz nade mną władzy. Tę mają jedynie kapitan Hitsugaya i generał Yamamoto - odpyskowała czarnowłosa.
- Władzy może i nie mam, ale inne środki, żeby cię zmusić to i owszem – mówiąc to, szaleniec złapał dziewczynę za ramię.
- Uwierz na słowo, mój wygląd jest bardzo mylący. Nawet jeśli wyglądam słodko i niewinnie, to potrafię być bardzo nieprzyjemna. Albo zaraz odejdziesz w swoją stronę, albo odeślę cię w czułe objęcia kapitan Unohany - zagroziła Karin.
- Co ty mi możesz zrobić, kruszyno? - roześmiał się niebieskowłosy kapitan.
Wyśmiewanie się z Karin, kiedy nie miała jeszcze mocy, już było głupim pomysłem, lecz teraz kiedy posiada moc i to nie byle jaką, można taki czyn porównać do zabawy zapałkami w składzie z materiałami wybuchowymi. Jej oczy rozbłysły złotym blaskiem, a mieszanka krwistoczerwonego Reiatsu i złotego Cosmo eksplodowała. Kurosaki podniosła Kurotsuchiego za brodę i wysyczała:
- Teraz cię tylko uszkodzę i zwiążę, ale powiedz na mój temat jeszcze chociaż słowo, to nie będę taka milutka, gdybyś znów próbował to ZDECHNIESZ! - wyrzuciła zdezorientowanego kapitana wysoko w górę, wycelowała w jego stronę rękę ułożoną jak do zaklęcia byakurai i wyszeptała:
- Hiyashinsu no same (Hiacynt rekina)!
Kwiaty zadające obrażenia jak od ugryzień uderzyły w swój cel z prędkością światła. Mayuri cały ranny z łoskotem przywalił w chodnik. Gdy naukowiec próbował się podnieść, Karin błyskawicznie się znalazła koło niego i zarecytowała:
- Bakudo # 99 wersja 2: Bankin Shokyoku: Shiryū Nikyoku: Hyakurensan Shūkyoku: Bankin Taihō. Mam nadzieję że będziesz wiedział, że ze mną się nie zadziera, nie narażając się na ryzyko. Corrie, powiadomisz kogoś z czwórki, ja jeszcze aż tak nie znam wszystkich, by wiedzieć, jak naprowadzić piekielnego motyla.
Po całym zdarzeniu dziewczyny zaraz przebyly resztę drogi w shumpo do baraków dziesiątki, pod którymi poza Rukią i Momo stał zdenerwowany Toshiro. Kapitan, gdy tylko je zobaczył, od razu pytał o wybuch energii, który miał miejsce kilka chwil wcześniej. Po zdaniu relacji nastąpiły przygotowania do przyjęcia w trzynastce. Matsumoto przez dłuższy czas próbowała przekonać Karin, by pozwoliła jej zabrać chociaż jedną, maleńką flaszkę sake. Po nastej próbie Corrie opowiedziała jej zdarzenie z kapitanem dwunastki, zaznaczając, że jeśli nie zamierza posmakować jej złości, to lepiej niech przestanie.

Impreza mimo że bezalkoholowa okazała się być całkiem udana, co zdziwiło stałych bywalców mocno zakrapianych spotkań organizowanych przez Matsumoto i Hisagiego. Jedyna osobą która mimo pozorów dobrej zabawy wcale nie miała do śmiechu była Corrie. Dalej mocno przeżywała śmierć najlepszej przyjaciółki, jednak starała się trzymać. Nie dla siebie, dla niej – jednak nawet najdoskonalsze maski nie ukryją wszystkiego, nawet najlepsza bariera w końcu pęknie. Taki moment miał wkrótce nadejść.
CDN